Wielka Brytania i Kanada bliżej Chin. USA grożą konsekwencjami
Relacje Kanady i Wielkiej Brytanii z Chinami niepokoją Waszyngton, który grozi poważnymi konsekwencjami - czytamy we wtorkowej "Rzeczpospolitej". Mimo tego, państwa te flirtują z Państwem Środka, dając jasno do zrozumienia, że nie da się go dłużej ignorować. O znaczącym zbliżeniu nie ma jednak mowy, bo strategiczna autonomia od USA pozostaje póki co tylko mrzonką.
W ostatnich dniach premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer odwiedził Chiny, podkreślając znaczenie współpracy z tym krajem dla brytyjskiego biznesu i bezpieczeństwa narodowego. Podobne działania podejmuje także premier Kanady Mark Carney, który niedawno przebywał w Pekinie, by ogłosić nową erę partnerstwa strategicznego.
Jak podaje "Rzeczpospolita", wprowadzenie zniżek na chińskie samochody elektryczne sugerować może, że Kanadyjczycy chcą zacieśniać więzi z Państwem Środka. Z kolei Emmanuel Macron, prezydent Francji, w swoim przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wspomniał, że chciałby więcej chińskich inwestycji bezpośrednich w Europie.
Kanada i Wielka Brytania chcą współpracy z Chinami
Działania te nie pozostają bez echa w Waszyngtonie. Prezydent Donald Trump zagroził nałożeniem 100-proc. cła na kanadyjskie produkty, jeśli Carney zdecyduje się na umowę o wolnym handlu z Chinami. Carney podkreślił wówczas, że nie planuje takich ruchów, by nie naruszyć porozumienia z USA i Meksykiem.
Jednak brytyjska polityka również spotyka się z ostrą krytyką. Amerykanie oskarżają rząd Starmera o zbyt miękkie podejście, zwłaszcza w kontekście afery szpiegowskiej związanej z chińskimi tajnymi służbami, w ramach której chińskie tajne służby podsłuchiwały w latach 2021–2024 telefony doradców ówczesnych premierów: Borisa Johnsona, Liz Truss i Rishiego Sunaka.
USA nie kryją zaniepokojenia
W międzyczasie na jaw wyszło, że brytyjski rząd wydał pozwolenie na budowę nowej chińskiej ambasady w centrum Londynu, w pobliżu Tower.
"Poprzednie, konserwatywne rządy opóźniały decyzję w sprawie zatwierdzenia planów budowy nowej ambasady. Dominic Cummings, doradca ówczesnego premiera Johnsona, otwarcie stwierdził, że brytyjskie służby specjalne ostrzegały przed tym, że Chińczycy chcą wybudować centrum szpiegowskie pod ambasadą" - czytamy.
USA wzburzone były także faktem, że rząd Starmera chciał przekazać Wyspy Chagos pod władzę Mauritiusu. Na jednej z nich znajduje się bowiem amerykańska baza lotnicza, a Mauritius łączą silne więzy z Chinami. Ostatecznie z planów się wycofano.
Starmer tymczasem argumentuje, że rozwijanie kontaktów z Chinami jest nieuniknione. - Byłoby lekkomyślnym powiedzieć, że będziemy ignorować Chiny. Prezydent Francji tutaj przyjechał i się zaangażował. Kanclerz Niemiec też złożył wizytę i się zaangażował. Gdyby Wielka Brytania była jedynym krajem, który się nie angażuje, byłoby to sprzeczne z naszym interesem narodowym - cytuje jego słowa "Rz".
Zbliżenie z Chinami jednak niemożliwe?
Dziennikarze przypominają, że w styczniu Chiny odwiedziło pięciu przywódców państw i rządów i zastanawiają się, czy w związku z rosnącym znaczeniem Chin w globalnej gospodarce, takich wizyt nie powinno być więcej, zwłaszcza że sojusz z USA ulega rozluźnieniu.
Zwracają jednak uwagę, że państwa europejskie nie zechcą zbytnio narazić się USA, od których wciąż zależy ich bezpieczeństwo i dobrobyt. "Mówienie o autonomii strategicznej Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii czy Kanady, jest więc obecnie, z wielu względów, jedynie sloganem. I może być tak jeszcze przez wiele lat" - kwitują.
Źródło: rp.pl