Ujawniamy. Dokument ws. frankowiczów, którego mieliście nie poznać
Wirtualna Polska ujawniła, że Roman Giertych i jego kancelaria za reprezentowanie Getin Noble Banku m.in. w procesach z posiadaczami kredytów we frankach szwajcarskich otrzymała 8,7 mln zł. - To jest dokument, którego mieliście nie zobaczyć, nigdy go nie poznać. Dokument, który ujawnia bardzo niewygodne tajemnice kilku potężnych ludzi w tym kraju - mówi dziennikarz WP Szymon Jadczak.
Wirtualna Polska i Money.pl ujawniły, że Roman Giertych i jego kancelaria za reprezentowanie Getin Noble Banku m.in. w procesach z posiadaczami kredytów we frankach szwajcarskich otrzymali 8,7 mln zł brutto. Jedno z postępowań miesiącami opóźniał bliski współpracownik Romana Giertycha - Sebastian J. ps. "Foka".
Sebastian J. latami sabotował proces grupy frankowiczów walczących o unieważnienie niekorzystnych umów z Getin Noble Bankiem. Opóźniał postępowania m.in. poprzez składanie nieprawdziwych oświadczeń w sądzie i popełnianie wciąż tych samych proceduralnych błędów.
Na tych działaniach szef Getin Noble Banku Leszek Czarnecki mógł zaoszczędzić setki milionów złotych. A tysiące frankowiczów do dziś nie odzyskały pieniędzy z tytułu nieuczciwie zawartych umów kredytowych.
- To jest dokument, którego mieliście nie zobaczyć, nigdy go nie poznać. Dokument, który ujawnia bardzo niewygodne tajemnice kilku potężnych ludzi w tym kraju: miliardera, najbardziej wpływowego adwokata, no i jego ochroniarza o pseudonimie "Foka". Do tego mamy w tej historii tajną umowę z pieczątką "zastrzeżone", nagrania z luksusowej restauracji i niestety setki zwykłych ludzi, którzy od 12 lat czekają na sprawiedliwość - tak o materiale mówi dziennikarz WP Szymon Jadczak, współautor śledztwa.
- Z tego materiału dowiecie się, jak można było zarabiać miliony złotych na utrudnianiu ludziom życia, a dziś publicznie oburzać się, że ktoś finansuje prawników walczących z frankowiczami i na końcu sami zdecydujecie, czy ta historia to pech, czy zbieg okoliczności. A może coś zupełnie innego - podkreśla Jadczak.
Wirtualna Polska dotarła do umowy z maja 2014 r. Zgodnie z nią kancelaria Giertycha dostawała 30 tys. zł miesięcznie za prowadzenie spraw frankowych.
- Ale wisienka na torcie to system premiowy. Premie są przyznawane za to, że frankowicze nie wygrywają procesu. Czyli milion złotych do kwietnia 2017 r., jeśli bank nie wypłaci frankowiczom więcej niż 1 mln zł z tytułu wyroków. Pół mln zł, jeśli do 2018 r. nie wypłaci więcej niż 1,5 mln zł. Kolejny milion zł, jeśli do 2019 r. bank dalej nie będzie musiał płacić - łącznie 2,5 mln zł premii. Za brak wyroków, za brak rezultatów, za to, że sprawy będą się ciągnąć w sądach - wylicza Jadczak.