Trudna sytuacja Trumpa. Rozpętał wojnę, której nie potrafi wygrać

Bombardowanie fabryk czy baz wojskowych to jedno. Wysłanie armii na terytorium przeciwnika to zupełnie inna skala operacji. Waszyngton zdaje sobie sprawę, jakim wyzwaniem byłaby lądowa operacja przeciwko Teheranowi.

Samymi bombardowaniami Trump nie wygra z IranemSamymi bombardowaniami Trump nie wygra z Iranem
Źródło zdjęć: © Getty Images
Sławek Zagórski

Wśród celów, które przyświecały atakowi Izraela i USA na Iran, znajdowały się m.in. likwidacja irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego oraz systemu wspierania organizacji terrorystycznych. Donald Trump zapowiadał też usunięcie rządzącego krajem reżimu.

Realizacja tych zadań bez pełnoskalowej inwazji wydaje się niemożliwa. Potwierdza to już rozwój wydarzeń w trwającej od 28 lutego operacji Epic Fury. Samo bombardowanie nie spowoduje nawet tego, że ukryte głęboko pod ziemią irańskie zakłady produkujące środki napadu powietrznego zaprzestaną produkcji. To mrzonka, z której po czasie administracja Donalda Trumpa wydaje się coraz bardziej świadoma.

Zanim pierwszy amerykański żołnierz przekroczyłby jednak granicę Iranu, trzeba odpowiedzieć na proste pytania: ilu ludzi trzeba wysłać, skąd mieliby wejść do kraju i czy w ogóle da się logistycznie utrzymać taką operację. Poza tym, żeby taką operację przeprowadzić, potrzebna jest zgoda Kongresu. Tej Trump raczej nie dostanie, ponieważ już nawet operacja Epic Fury spotkała się z negatywnymi ocenami również wśród republikańskich kongresmenów.

Kuriozalne nagranie Białego Domu. "Mój Boże"

Duży kraj, duży problem

Pierwszy problem to sama skala. Iran ma ponad 1,6 miliona kilometrów kwadratowych powierzchni. To ponad pięć razy więcej niż Polska i ponad cztery razy więcej niż Irak, w którym Amerykanie już walczyli. Sama wielkość terytorium oznacza, że operacja wojskowa nie może ograniczyć się do jednego kierunku natarcia.

Drugi problem to teren. Zachodnią granicę Iranu osłaniają góry Zagros - długi i trudny do pokonania łańcuch, który od wieków pełni rolę naturalnej bariery obronnej. Na północy znajdują się góry Elburs, a środkową część kraju zajmują pustynie. W praktyce oznacza to, że wojska pancerne mogłyby poruszać się tylko kilkoma korytarzami komunikacyjnymi. Reszta terenu jest dla dużych związków pancernych trudna albo wręcz niedostępna.

Dlatego każda analiza potencjalnej kampanii powinna zacząć się od zastrzeżenia, że szybka operacja na wzór tej z 2003 r. w Iraku byłaby w Iranie znacznie trudniejsza. Wtedy siły koalicji liczyły około 170-180 tys. żołnierzy, z czego większość stanowili Amerykanie. Taka ilość wystarczyła, by w ciągu kilku tygodni rozbić armię Saddama Husajna i zdobyć Bagdad.

Problem polega na tym, że Iran to zupełnie inna skala wyzwania. Jest większy, ma większą populację i trudniejszy teren. Do tego dochodzi znacznie większa armia oraz rozbudowany system formacji paramilitarnych. Z tego powodu w analizach pojawiają się liczby rzędu 400–600 tys. żołnierzy potrzebnych do przeprowadzenia pełnoskalowej operacji i utrzymania kontroli nad kluczowymi regionami kraju. Sama faza ofensywna mogłaby być prowadzona przez mniejsze siły – prawdopodobnie 200-300 tys. ludzi – ale po zajęciu najważniejszych miast potrzebne byłyby znacznie większe oddziały stabilizacyjne.

To oznaczałoby koncentrację kilku amerykańskich korpusów armijnych oraz dziesiątek brygadowych grup bojowych. Każda taka brygada potrzebuje jednak ogromnego zaplecza logistycznego – paliwa, amunicji i części zamiennych dostarczanych w sposób ciągły, co jest nierealne przy obecnym stanie produkcji amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego.

Groźba wojny partyzanckiej

Iran oprócz regularnych sił zbrojnych ma też potężną strukturę, jaką jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Formacja ta kontroluje część wojsk lądowych, siły rakietowe oraz rozbudowaną sieć oddziałów milicji paramilitarnej Basidż.

Cały ten system powstał z myślą o konflikcie z silniejszym przeciwnikiem. Irańska doktryna wojenna po wprowadzeniu sankcji zakłada rozproszenie sił, wykorzystanie trudnego terenu oraz prowadzenie działań asymetrycznych. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli regularna armia zostałaby rozbita, wojna mogłaby szybko przejść w długotrwały konflikt partyzancki.

To właśnie doświadczenia z Iraku i Afganistanu sprawiają, że w Pentagonie bardzo ostrożnie podchodzi się do pomysłu pełnoskalowej inwazji. Oznaczałaby ona uwikłanie w kolejną wojnę partyzancką, do której armia po prostu jest nieprzygotowana.

Nie wiadomo, skąd uderzyć

Problemem może też być kierunek, z którego Amerykanie mogliby uderzyć. Najbardziej oczywistym jest granica z Irakiem. Stamtąd prowadzą drogi w głąb kraju, a Amerykanie stworzyli przez lata w regionie rozwiniętą infrastrukturę logistyczną. Problem w tym, że między iracką równiną a irańskim interiorem stoją wspomniane góry Zagros. To teren, który sprzyja obrońcom i utrudnia szybkie działania atakującym.

Drugi kierunek to południe, czyli wybrzeże Zatoki Perskiej. W takim scenariuszu ważną rolę odegrałaby marynarka wojenna oraz oddziały Korpusu Piechoty Morskiej, które mogłyby przeprowadzić desant w rejonie irańskich portów. Taki wariant dawałby szybki dostęp do części infrastruktury energetycznej kraju, ale jednocześnie oznaczałby konieczność utrzymania bardzo długich linii zaopatrzenia.

Najkorzystniejszy z wojskowego punktu widzenia byłby kierunek północny, przez Kaukaz. Tę drogę praktycznie wykluczają jednak względy polityczne, ponieważ wymagałaby zgody państw regionu na wykorzystanie ich terytorium jako zaplecza dla operacji. A taką zgodę trudno sobie wyobrazić.

Jeżeli w Waszyngtonie zapadłaby mimo wszystko decyzja o przygotowaniu operacji lądowej, pierwsze sygnały pojawiłyby się na długo przed rozpoczęciem walk. Najbardziej oczywistym sygnałem byłaby rozbudowa zaplecza logistycznego. Okręty transportowe musiałyby przerzucać do regionu setki czołgów, tysiące pojazdów opancerzonych i ogromne zapasy paliwa. Oznaczałoby to przerzut kilku dywizji do baz w Kuwejcie, Katarze i Iraku oraz transport ogromnych ilości sprzętu ciężkiego drogą morską.

Równocześnie rozpoczęłoby się rozmieszczanie dodatkowych systemów obrony przeciwrakietowej. Do tego doszłaby zwiększona obecność amerykańskich lotniskowców w Zatoce Perskiej oraz intensywne przygotowania lotnictwa.

W praktyce operacja lądowa przeciwko Iranowi byłaby jedną z największych kampanii wojskowych XXI wieku. Wymagałaby miesięcy przygotowań i koncentracji setek tysięcy żołnierzy. Tego typu ruchy są dziś nie do ukrycia. Obserwują je satelity, analitycy wywiadu i media.

Zresztą samo przygotowanie militarne, bez odpowiedniego zabezpieczenia operacji pod względem politycznym, byłoby samobójstwem. A patrząc na politykę zagraniczną obecnej administracji, Amerykanom bardzo trudno będzie przekonać lądowych sąsiadów Iranu, że wyprowadzenie inwazji lądowej z ich terytorium leży w ich interesie. To raczej Trumpowi, który sam zapędził się w kozi róg, nie uda się.

Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie