Tragiczny pożar w Szwajcarii. Rodziny czekają na wieści o bliskich
Po tragicznym pożarze, do którego doszło w sylwestrową noc w Crans-Montanie, w szwajcarskim kurorcie utworzono miejsce, gdzie rodziny czekają na informacje o bliskich, których los pozostaje nieznany. Miejsce, które prasa nazwała "hangarem bólu", powstało na terenie centrum kongresowego i wystawienniczego.
W noc sylwestrową w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana doszło do tragicznego pożaru, którego obecny bilans to około 40 ofiar śmiertelnych i 119 rannych, wśród których jest jeden Polak. Obrażenia odnieśli także Szwajcarzy, Włosi, Francuzi oraz obywatele Serbii, Bośni i Hercegowiny, Belgii, Luksemburga i Portugalii. Narodowości 14 rannych osób dotąd nie ustalono.
Do publicznej wiadomości nie podano tożsamości zabitych, ponieważ - jak podkreśliły władze - ich identyfikacja w wielu przypadkach może potrwać długo i będzie wymagała badań DNA. Takie badania będą niezbędne także w przypadku co najmniej trzech ciężko rannych osób - dodano.
Pożar w Szwajcarii. Utworzono miejsce dla bliskich poszkodowanych
W centrum kongresowym Le Regent, gdzie utworzono miejsce dla członków rodzin zaginionych osób, wszyscy czekają na informacje o swoich bliskich, jednak szwajcarskie władze na razie nie są w stanie ich udzielić. W hangarze przebywają m.in. rodziny z Francji, a także rodzice młodych ludzi z Włoch. Działa tam również sztab kryzysowy utworzony przez włoskie MSZ we współpracy z przybyłymi na miejsce przedstawicielami włoskiej Obrony Cywilnej.
Na miejscu są również zespoły psychologów pomagające zrozpaczonym rodzinom. Bliscy zaginionych mają nadzieję, że ich bliscy nie znajdą się na liście ofiar śmiertelnych, ale osób, które trafiły do szpitali. Niektórzy z obecnych byli pogrążeni w modlitwie.
Do centrum kongresowego przybył w piątek rabin Crans-Montany Levi Pevzner. - W obliczu takiego cierpienia nie ma słów, ale ważna jest obecność. Cierpienie w samotności jest znacznie trudniejsze - mówił.