Tragiczny pożar w Crans-Montanie. Młodzi Włosi zwrócili uwagę na warunki
Po pożarze w Crans-Montanie w Szwajcarii nie milkną komentarze i spekulacje, które wskazują na przyczyny tragedii. Okazuje się, że lokal Le Constellation budził obawy młodych Włochów, którzy zwrócili uwagę na niebezpieczne warunki.
Najważniejsze informacje:
- Warunki w barze Le Constellation zaniepokoiły młodych Włochów i skłoniły ich do rezygnacji z wyboru lokalu na miejsce imprezy sylwestrowej.
- Wiele osób nie dostrzegało zagrożeń, ale uwagę zwracały niskie sufity i bardzo wąskie przejścia.
- Tragiczne skutki: w pożarze zginęło 40 młodych osób, ponad setka odniosła poważne obrażenia.
Grupa młodych Włochów w rozmowie z PAP podzieliła się swoimi wnioskami dotyczących warunków w barze Le Constellation w Crans-Montanie w Szwajcarii. Przyznali się oni, że zrezygnowali z powitania nowego roku w tym miejscu. Przeraziły ich tłumy, nisko zawieszone sufity i wąskie schody.
Jakie były obawy odwiedzających?
Młodzi ludzie, którzy odwiedzili bar przed sylwestrem, stwierdzili, że ciasne przejścia oraz nisko zawieszony sufit budzą niepokój. - Przyszliśmy, by się rozejrzeć i zdecydować, gdzie chcemy powitać nowy rok. Uznaliśmy, że jest zdecydowanie za mroźno na zabawę pod gołym niebem. Poszliśmy więc do tego baru. Nie spodobał się nam. Choć wtedy nie myślałem zupełnie o jakiejś drastycznej sytuacji, pamiętam wąskie przejście i schody - wspomniał Flavio, młody mieszkaniec Rzymu, Włoch polskiego pochodzenia.
Co wydarzyło się po pożarze?
Do tragedii doszło w sylwestrową noc. Pożar w kurorcie narciarskim Crans-Montana w kantonie Valais wybuchł w nocy ze środy na czwartek. Zginęło 40 osób, a 115 zostało rannych, wiele z nich - ciężko.
Według medialnych doniesień, ogień pojawił się w momencie, gdy kelnerka niosąca szampana z zapalonymi racami (zimnymi ogniami) przypadkowo podpaliła dekoracje sufitowe nad zatłoczonym barem. Francuska telewizja opublikowała zdjęcie ukazujące moment, gdy ogień błyskawicznie objął łatwopalne elementy wystroju.
Wśród rannych w pożarze w alpejskim kurorcie Crans-Montana jest Polak - przekazała tamtejsza policja. Według lokalnych władz identyfikacja wszystkich ofiar może potrwać jeszcze kilka dni. W wielu przypadkach konieczne jest przeprowadzenie badań na postawie pobranych próbek DNA.
Młodzi Włosi, którzy wcześniej odwiedzili miejsce i zrezygnowali z zabawy, mają gorzkie refleksje. - Teraz rozumiem, co się tam działo wtedy, kiedy pojawiły się płomienie i dym - mówi rozmówca PAP.