"To niedopuszczalne". Sikorski krytykuje USA
Radosław Sikorski na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa ocenił, że USA próbują narzucać Europie własne rozumienie wolności słowa. Skrytykował też ingerencję w politykę sojuszników i wskazał na przykład z polskiej sceny.
Najważniejsze informacje:
- Sikorski stwierdził, że USA próbują forsować amerykańską koncepcję wolności słowa w Europie.
- Skrytykował ingerencję administracji Trumpa w politykę sojuszników, wskazując przykład z Polski.
- W debacie uczestniczyli m.in. Hillary Clinton i Petr Macinka; spór dotyczył także wojny w Ukrainie.
Szef MSZ i wicepremier Radosław Sikorski wziął udział w panelu o relacjach transatlantyckich na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Zaznaczył, że Zachód jako wspólnota istnieje, ale różnice między Europą a USA są trwałe.
Odwołał się do odmiennych tradycji w sprawie wolności słowa i wskazał, że w Europie obowiązuje odpowiedzialność za słowo z przyczyn historycznych. - W Europie, z ważnych powodów historycznych, na przykład w Polsce, opowiadanie się za faszyzmem i komunizmem jest zabronione. Wierzymy w wolność słowa i odpowiedzialność za słowo. Rok temu wiceprezydent Stanów Zjednoczonych powiedział nam, że nasza koncepcja wolności słowa to cenzura, a ja po prostu tego nie akceptuję - powiedział Sikorski.
- I tak trudność, z którą się teraz zmagamy, polega na tym, że jedna strona Atlantyku próbuje narzucić swoje wartości drugiej stronie i to jest niedopuszczalne - dodał.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Zamknięta kolacja w Monachium. Wśród gości Radosław Sikorski
Czy Europa i USA różnią się w sprawie wolności słowa?
Sikorski podkreślił, że w Ameryce granice wypowiedzi są szersze. Wspomniał osobiste doświadczenia z Waszyngtonu, gdzie jego europejskie poglądy na opiekę zdrowotną - czy dostęp do broni, lokowały go po "przeciwnej stronie lokalnego sporu". Według niego podobnie jest z definicją wolności słowa, która w USA bywa niemal nieograniczona. Ta rozbieżność, jak argumentował, nie powinna jednak prowadzić do presji na europejskie państwa.
W dalszej części dyskusji szef polskiej dyplomacji zarzucił administracji Trumpa odejście od niepisanej zasady niewtrącania się w wewnętrzne procesy polityczne sojuszników. Przywołał przykład poparcia udzielonego Karolowi Nawrockiemu w wyborach prezydenckich, określając takie działania jako nieakceptowalne. - Dawniej nie ingerowaliśmy albo ingerowaliśmy, ale w imię demokracji w politykę autokracji. Teraz jest odwrotnie - ocenił. - To całkowicie oburzające. I w Polsce, na przykład, jest to irracjonalne - dodał.
Jak wojna w Ukrainie wpływa na spór transatlantycki?
Panel zdominowały też różnice podejść do wojny w Ukrainie. Była sekretarz stanu USA Hillary Clinton nazwała to główną linią podziału.
- Uważam, że stanowisko administracji Trumpa wobec Ukrainy jest haniebne. Uważam, że próba zmuszenia Ukrainy do kapitulacji z Putinem jest haniebna. Uważam, że wysiłki Putina i Trumpa, by czerpać zyski z nieszczęścia i śmierci narodu ukraińskiego, są historycznym błędem i korupcją do entej potęgi - stwierdziła Clinton.
Spór wywołały też kwestie etykietowania przeciwników politycznych. Gdy czeski minister spraw zagranicznych Petr Macinka krytykował przyklejanie łatki faszystów, Sikorski ripostował, że problem skrajnej prawicy w Europie jest realny. - Tak, wykluczamy faszystów - powiedział Radosław Sikorski. W odpowiedzi na uwagę amerykańskiego politologa Gladdena Pappina, by nie nazywać Trumpa "apologetą Putina", polski wicepremier wskazał na zdjęcie Trumpa z Putinem, które zostało powieszone w Białym Domu. - Ja nie mam zdjęcia z Putinem w moim domu - zaznaczył.
W debacie obok Sikorskiego uczestniczyli m.in. wspomniana Hillary Clinton, czeski szef dyplomacji Petr Macinka oraz amerykański politolog Gladden Pappin. Wątek różnic cywilizacyjnych i sporu o wolność słowa przeplatał się z ocenami polityki wobec Ukrainy.