WAŻNE
TERAZ

Idzie uderzenie w Glapińskiego? Oto plan ukarania go za SAFE 0 proc.

Talibowie nas nienawidzili, ale szanowali. Trump nas "kocha", ale nie szanuje [OPINIA]

"Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali jednak trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu" – powiedział w Fox News o sojusznikach z NATO Donald Trump. Gdy świat wytknął mu, jak bardzo się myli, swoje trzy grosze dorzucił Andrzej Duda. Zapewne zabrakłoby mu odwagi, żeby powiedzieć je w oczy naszym żołnierzom - pisze Zbigniew Parafianowicz.

Andrzej Duda uważa Donalda TrumpaAndrzej Duda uważa Donalda Trumpa za "przyjaciela i sojusznika" . Słów prezydenta USA szkalujących naszych żołnierzy nie uznał za niestosowne
Źródło zdjęć: © East News, Getty Images, PAP
Zbigniew Parafianowicz
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Były polski prezydent i były zwierzchnik sił zbrojnych Andrzej Duda nie czuje się obrażony komentarzami płynącymi z USA a dotyczącymi sojuszniczego zaangażowania w Afganistanie. Co potwierdza generalny trend pałacu prezydenckiego w tej sprawie. Bo niespecjalnie o godność polskiego żołnierza upomniał się też Karol Nawrocki. W jego przypadku można jednak zrozumieć powściągliwość. Jest w polityce. Do pewnego stopnia nie ma wyboru. Na Donaldzie Trumpie – co tu dużo mówić – wisi znaczna część bezpieczeństwa Polski. Czy nam się to podoba, czy nie.

Andrzej Duda ma jednak papiery, by powiedzieć więcej. Jest byłym prezydentem. I osobą, której Trump słucha bardziej niż "lewactwa" z Europy. Duda, który od 19 stycznia jest ekspertem powiązanej z Trumpem Heritage Foundation, poszedł jednak w zupełnie innym kierunku.

Sceny w Senacie USA. Poszło o polskich żołnierzy

"Nie widzę tam w tej wypowiedzi (Donalda Trumpa o sojusznikach z NATO na zapleczu misji afgańskiej – ZP) niczego, co uzasadniałoby słowo, przepraszam. Bo prezydent Trump nikogo nie obraził. Jeżeli prezydent Trump patrzy z punktu widzenia tego, jak zaangażowana była armia amerykańska i ilu amerykańskich żołnierzy zginęło, to żadna armia NATO nie ma porównania" - stwierdził w RMF FM Andrzej Duda. Równocześnie - w kontekście zaangażowania w Heritage Foundation - ocenił, że uważa się za "przyjaciela i sojusznika" Donalda Trumpa.

Brytyjczyków Trump przeprosił

Zacznijmy od danych. Jeśli chodzi o liczbę ofiar w stosunku do liczby ludności, to dwa państwa wyprzedzają USA. To Gruzja i Dania. Licząca 3,8 miliona ludności zakaukaska republika straciła 32 żołnierzy. Co daje współczynnik śmiertelności na milion mieszkańców na poziomie 8,42. Gruzja uczestniczyła w misji, mimo że nie była nawet członkiem NATO. W przypadku Danii ten współczynnik wynosi 8. W sobotę weterani misji afgańskiej dali wyraz swojej frustracji organizując w Kopenhadze milczący marsz przeciw głupocie Trumpa.

Stany Zjednoczone są dopiero na trzecim miejscu w tym ponurym rankingu. Ze współczynnikiem na poziomie 7,96. Tuż za nimi – z niewiele niższym wynikiem – uplasowali się Brytyjczycy. Premier Keir Starmer za haniebne słowa Amerykanina oficjalnie zażądał przeprosin. I je dostał. Prezydent USA osobiście musiał się wycofać ze swoich chybionych tez. Nie wystawił Starmerowi ambasadora w Londynie, tak jak załatwił to w przypadku Polski, zlecając robotę Thomasowi Rose’owi.

  • Polscy i amerykańscy żołnierze w bazie Szaran podczas uroczystości przekazania odpowiedzialności Polakom za bezpieczeństwo nad częścią prowincji Paktika, zdominowanej przez wspierających talibską rebelię Pasztunów. Lipiec 2007 roku
  • Dowódca PKW Afganistan gen. Marek Tomaszycki (trzeci od lewej) oraz polski konsul w Kabulu i późniejszy szef Agencji Wywiadu Piotr Krawczyk (drugi od prawej) podczas uroczystości przekazania odpowiedzialności Polakom za bezpieczeństwo nad częścią prowincji Paktika. Lipiec 2007 roku
  • Gen. Edward Pietrzyk w Camp Echo w Diwaniji ochraniany przez żołnierzy sił specjalnych. Kilka miesięcy po zamachu na jego życie. Grudzień 2007 roku
[1/3] Polscy i amerykańscy żołnierze w bazie Szaran podczas uroczystości przekazania odpowiedzialności Polakom za bezpieczeństwo nad częścią prowincji Paktika, zdominowanej przez wspierających talibską rebelię Pasztunów. Lipiec 2007 roku Źródło zdjęć: WP | Zbigniew Parafianowicz

Kolejne w afgańskim rankingu śmierci – lecz blisko liderów – pozostawały Estonia i Kanada, z której Trump chce zrobić kolejny stan. Polska jest mniej więcej w środku stawki.

Mniejsza jednak o statystykę. Przez ostatnie dni rozmawiałem z osobami zaangażowanym w misję afgańską i w Irak. Pytałem, czy rzeczywiście Trump "nikogo nie obraził", jak twierdzi Andrzej Duda. Wielu z nich pracowało właśnie dla tego prezydenta.

Szczególnie uderzająca była relacja żołnierza, który stacjonował w bazie Ghazni, gdy w 2013 r. szturmowali ją rebelianci talibscy. Po wysadzeniu zapory z hesco (moduły z siatki wyłożone włókniną, wypełnione piachem czy żwirem) na obrzeżach fortu i walkach wewnątrz bazy zginęli Polak i Amerykanin. Bo Ghazni była de facto bazą wspólną. Nie było zatem – jak twierdzi Trump - mowy o ukrywaniu się za kimkolwiek. Nie było dalszego i bliższego planu. Wojna w Afganistanie była i dla nas, i dla Amerykanów tak samo bolesna.

Frustracji nie krył również dyplomata, który organizował ewakuację personelu polskiego i naszych afgańskich współpracowników z Kabulu latem 2021. Przypominał, jak sojusznicy kradli sobie nawzajem butelkowaną wodę, która była wówczas na wagę złota. Mówił o zepsutym Herculesie, który cudem został przywrócony do użytku, lecz do ostatniej chwili rozważano wysadzenie go w powietrze, aby nie przejęli go rebelianci. Wspominał również o przedziwnym pomyśle suflowanym wówczas Andrzejowi Dudzie.

  • Żołnierze PKW Irak w Camp Echo w Diwaniji. Grudzień 2007 roku
  • Głównodowodzący siłami USA w Iraku, znany z agresywnej taktyki wobec rebeliantów generał Raymond Odierno i gen. Mieczysław Bieniek w bazie w Diwaniji. Październik 2008 roku
  • Polska baza w Diwaniji
[1/3] Żołnierze PKW Irak w Camp Echo w Diwaniji. Grudzień 2007 roku Źródło zdjęć: WP |

– Gdy wszyscy byliśmy spakowani, z MON przyszedł pomysł, aby przedłużyć jeszcze o kilka miesięcy polską misję w Afganistanie. To było "lodziarstwo" pod adresem Amerykanów. I to "lodziarstwo" w złym stylu, bo sami Amerykanie nie rozumieli tego pomysłu, gdyż nie planowali obecności dłuższej niż do końca sierpnia 2021 roku. Miałem wrażenie życia w Matrixie. Udało nam się wycofać całkowicie z Kabulu tuż przed zamachem na bramę Abbey Gate na lotnisku, którego 26 sierpnia dokonało Państwo Islamskie. Równocześnie w pałacu ktoś chciał przedłużać misję afgańską o kolejne miesiące. Nadgorliwie i bez sensu – relacjonuje rozmówca WP.

Nawet dla talibów byliśmy "psami CIA"

Jeśli prezydent Duda uważa, że Trump nikogo nie obraził, to niech powie to nie w RMF FM, tylko w bezpośredniej rozmowie z żołnierzami z bazy Szaran, którzy w 2007 roku trzymali posterunki na mieście z naćpanymi opium afgańskimi policjantami. Niech opowie to byłemu szefowi Agencji Wywiadu, który podczas pracy w Afganistanie jako doradca gubernatora prowincji Ghazni – notorycznie trafiał pod ostrzał.

Wypada to też powiedzieć żołnierzom Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, którzy w 2012 odbijali w Paktice zakładników uwięzionych przez zamachowców-samobójców w głośnej operacji Sledgehammer. I wszystkim tym, którzy codziennie wsiadali w Rosomaki i patrolowali kluczowy odcinek autostrady Kabul-Kandahar.

Nawet dla talibów byliśmy "niewiernymi" lub "psami CIA". Sam słyszałem takie sformułowanie pod adresem Polaków, będąc w Kabulu już po przejęciu władzy przez nich jesienią 2021 roku. Fundamentaliści może nas nienawidzili, ale równocześnie szanowali. Trump nas "kocha", ale nie szanuje. A były prezydent Polski puszcza to mimo uszu. Legenduje jego ignorancję.

  • Polscy i amerykańscy żołnierze w bazie Szaran w prowincji Paktik
  • Polscy żołnierze w bazie Ghazni, wiosna 2009 roku. Za tę - podzieloną między szyickich Hazarów i sunnickich Pasztunów - prowincję Polacy przejęli całkowitą odpowiedzialność jesienią 2008 roku. Przebiegała przez nią autostrada łącząca stołeczny Kabul z Kandaharem. Ghazni miała opinię jednej z najtrudniejszych prowincji, w których stacjonowały wojska koalicyjne
  • Talibowie z Wardaku pełniący wartę na obrzeżach Kabulu. Listopad 2021 roku
[1/3] Polscy i amerykańscy żołnierze w bazie Szaran w prowincji Paktik Źródło zdjęć: WP |

To samo dotyczy Iraku. Jeśli byliśmy dekownikami – jak twierdzi Trump – to dlaczego rebelianci sunniccy w 2007 roku niemal żywcem spalili nam w Bagdadzie ambasadora, którego osobiście na placówkę wysyłał prezydent Lech Kaczyński.

Nie wydaje mi się, aby gen. Edward Pietrzyk podzielał rewizjonistyczną wizję Trumpa i miłosierny stosunek do tej wizji Andrzeja Dudy. W konwój Pietrzyka wjechał samochód-pułapka. Kierowca ambasadora, który zasłaniał dyplomatę własnym cialem – podporucznik BOR Bartosz Orzechowski – zginął. Pietrzyk doznał wówczas ciężkich obrażeń. Wszystko działo się w centrum irackiej stolicy, w dzielnicy Arasat. Nie podczas jedzenia hamburgera lub pizzy na difaku bezpiecznego Camp Victory na lotnisku. Zresztą Pietrzyk wrócił do Iraku tuż po rekonwalescencji, późną jesienią 2007 roku. Rozmawiałem z nim w Diwaniji. Nie oczekiwał laudacji. Był skromnym oficerem, który znał swoją robotę.

Andrzej Duda wybrał wazeliniarstwo

Jeśli byliśmy dekownikami, to dlaczego świętej pamięci gen. Waldemar Skrzypczak w rozmowach ze mną wspominał o codziennie wyławianych w Diwanii z kanału nawadnianego przez Eufrat ciałach maltretowanych przez szyitów Irakijczyków, współpracujących z koalicją, której byliśmy częścią.

Polscy żołnierze sił specjalnych osłaniają ewakuację z Kabulu.
Polscy żołnierze sił specjalnych osłaniają ewakuację z Kabulu. © Archiwum autora

O ile ignorancja Donalda Trumpa nie dziwi, o tyle pobłażliwość prezydenta Dudy już tak. Powtórzmy to jeszcze raz - jako były prezydent miał szansę oficjalnie i nieoficjalnie przypomnieć amerykańskiej głowie państwa, jaki był nasz udział w tzw. wojnie z terroryzmem. Ma z nim chemię. Trump go szanuje. Nie skorzystał z tej okazji. Wybrał wazeliniarstwo, za które grillują go zarówno premier Donald Tusk, jak i szef MSZ Radosław Sikorski. I słusznie.

"Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali jednak trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu" – mówił w Fox News o sojusznikach Trump. Prawda jest inna. Polacy nigdy nie byli z dala od linii frontu. Poza pewnym wyjątkiem potwierdzającym regułę nie gościli też u Epsteina. Szkoda, że były zwierzchnik sił zbrojnych RP nie chce o to się upominać.

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend
Łukaszenka u Kim Dzong Una. Zwrócili uwagę na znaczący gest
Łukaszenka u Kim Dzong Una. Zwrócili uwagę na znaczący gest
Orlen reaguje na słowa Obajtka ws. cen paliw. "Odkłamujemy"
Orlen reaguje na słowa Obajtka ws. cen paliw. "Odkłamujemy"
Jednostka GROM z nowym dowódcą. Szef MON ogłosił
Jednostka GROM z nowym dowódcą. Szef MON ogłosił
Orban już się nie hamuje. Zadziwiające słowa na wiecu wyborczym
Orban już się nie hamuje. Zadziwiające słowa na wiecu wyborczym
Jak wyemigrować do Polski. Brytyjska gazeta podaje przepis
Jak wyemigrować do Polski. Brytyjska gazeta podaje przepis
Atak Nawrockiego na reportera TVN. Dziennikarze reagują
Atak Nawrockiego na reportera TVN. Dziennikarze reagują
Odwołany prezes Poczty Polskiej zaskoczony decyzją. Jest komentarz
Odwołany prezes Poczty Polskiej zaskoczony decyzją. Jest komentarz
Niepokojące sygnały z USA i Iranu. Kolejny etap wojny na Bliskim Wschodzie?
Niepokojące sygnały z USA i Iranu. Kolejny etap wojny na Bliskim Wschodzie?
Szef MSZ Iranu o rozmowach z USA. Nie takiej odpowiedzi oczekuje Trump
Szef MSZ Iranu o rozmowach z USA. Nie takiej odpowiedzi oczekuje Trump