Sukcesja. Wersja meksykańska [OPINIA]
Szefa kartelu Jalisco Nueva Generación nic już nie uratuje przed piekłem, nawet najgorliwsze modlitwy jego krewnych do Matki Boskiej z Guadalupe. Co uratuje samych Meksykanów przed "piekłem" na Ziemi?
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Głowa "El Mencho" kosztowała 15 milionów dolarów. Taką nagrodę wyznaczyły władze USA za informacje, które miałyby doprowadzić do aresztowania bossa najgroźniejszego i najbardziej brutalnego gangu narkotykowego w Meksyku: kartelu Jalisco Nueva Generación (CJNG).
Oferta już nieaktualna. Nemesio Oseguera Cervantes, bo tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko, dokonał żywota w ubiegłą niedzielę. Zmarł od ran odniesionych podczas operacji meksykańskich sił specjalnych, 130 km od Guadalajary, drugiego co do wielkości miasta kraju.
Meksyk po śmierci "El Mencho". Fala przemocy przetoczyła się przez kraj
Atmosfera terroru i paniki
Oprócz "El Mencho" nieświętej pamięci szef CJNG posługiwał się jeszcze kilkoma innymi przydomkami. Między innymi prostym Don Nemesio, ale był też nazywany "El Señor de los Gallos" ("Władca kogutów"), gdyż jego pasją były walki tego, skądinąd sympatycznego, ptactwa.
Nie wiadomo, czy ktoś dostanie wspomnianą nagrodę. "El Mencho" został prawdopodobnie namierzony przez samych Meksykanów albo współpracujących z nimi kolegów ze służb amerykańskich. A jeśli rzeczywiście ktoś uprzejmie na niego doniósł, to na pewno nigdy nie zostanie to ogłoszone. Ktoś taki w jednej sekundzie stałby się chodzącym trupem.
Niewykluczone także, że i Meksykanie, i Amerykanie od lat śledzili każdy krok Don Nemesio, i doskonale wiedzieli, gdzie znajduje się w poniedziałek rano czy w piątek po południu, czy je akurat śniadanie w Cancún, czy spędza noc z kochanką w Acapulco. Już rok temu, pewien anonimowy rozmówca z kręgu prezydentki Meksyku Claudii Sheinbaum, mówił dziennikarzowi hiszpańskiego "El País": "Niestety, musimy pamiętać o ludzkich kosztach ewentualnego ujęcia [Cervantesa]. Taka operacja wymagałaby wkalkulowania wielu ofiar śmiertelnych".
To, co wydarzyło się w niedzielę w kilkunastu miejscach Meksyku, tylko potwierdziło tamten scenariusz. Regularne uliczne bitwy, atak na lotnisko w Guadalajarze, podpalone sklepy i samochody, zablokowane autostrady. Atmosfera terroru i paniki. A może być gorzej: kiedy ginie przywódca kartelu, zawsze zaczyna się krwawa rywalizacja o sukcesję. To zaś pociąga za sobą eskalację przemocy. Gdy dodamy, że dla meksykańskich narkobaronów nie ma granic okrucieństwa, to łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego władze nie kwapią się, żeby ich seriami "eliminować" (choć pewnie mogłyby).
Bezlitosna wojna o schedę
Claudia Sheinbaum, mimo że zapowiada "zaostrzenie walki z biznesem narkotykowym", także doskonale pamięta lekcję historii. Jeden z jej poprzedników, rządzący w latach 2006-12 Felipe Calderón, wypowiedział kartelom wojnę, wysyłając przeciwko nim wielotysięczne oddziały armii.
Za jego kadencji "wyeliminowano" 25 spośród 37 najważniejszych kacyków narkotykowego półświatka. Doprowadziło to jednak do bezlitosnej wojny o schedę, do aktów zemsty, do podziałów w samych kartelach. Powstały dziesiątki nowych organizacji, które, aby przetrwać, musiały działać w sposób jeszcze bardziej bestialski. Po sześciu latach okazało się, że liczba zabójstw w Meksyku wzrosła dwukrotnie - do ok. 120 tys. - w porównaniu z okresem 2000-2006. Ocenia się, że co roku nawet połowa takich przypadków może mieć związek z konfliktami między gangami.
W 2024 roku w Meksyku wybierano nie tylko prezydenta, lecz także deputowanych izby niższej Kongresu i senatorów. W trakcie kampanii, 34 kandydatów i kandydatek zostało zamordowanych. 40 polityków cudem przeżyło zamachy na siebie. 10 kolejnych porwano. 32 osoby otrzymywały groźby śmierci. W 2025 roku zastrzelono 10 merów meksykańskich miast.
Głowy na mostach
Te zatrważające statystyki są jednak niczym w porównaniu z losem "szeregowych" ofiar wojen między narkotykowymi korporacjami. Kilka lat temu w średniej wielkości mieście Zacatecas (ok. 150 tys. mieszkańców), w ciągu 12 miesięcy natrafiono na 56 ciał, zwisających z okolicznych mostów. Widok odciętych głów, wciskanych w beczki lub wrzucanych do kontenerów na śmieci, jest na porządku dziennym.
Z kolei we wrześniu 2024 Gwardia Narodowa przeprowadziła atak na ranczo Izaguirre, zarządzane przez Cartel Jalisco Nueva Generación. Znaleziono w nim ludzkie szczątki, stosy porzuconych ubrań i butów, a także… krematoria. Okazało się, że na ranczu podwładni "El Mencho" torturowali, gładzili i palili zwłoki swoich więźniów, zarówno cywilów, jak i "żołnierzy" innych karteli. Izaguirre zyskało w mediach miano "meksykańskiego Auschwitz".
Nemesio Oseguerę Cervantesa nic już nie uratuje przed piekłem, nawet najgorliwsze modlitwy jego krewnych do Matki Boskiej z Guadalupe. Co uratuje samych Meksykanów przed "piekłem" na ziemi?
Marek Magierowski
*Marek Magierowski jest analitykiem Wirtualnej Polski ds. geopolityki, dyrektor programu "Strategia dla Polski" w Instytucie Wolności, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych.