Stworzył polski butelkomat. Inżynier Wiesław chce poprawić wady systemu kaucyjnego
Polacy magazynują w domach powietrze. Tak przynajmniej mówią o sobie w internecie, gdy pokazują worki pełne niezgniecionych butelek z kaucją. - Można poprawić system kaucyjny, aby był bardziej wygodny dla ludzi - twierdzi w rozmowie z WP Wiesław Galwas, twórca polskiego butelkomatu EcoAction.
Ponad połowa badanych źle ocenia system kaucyjny uruchomiony jesienią 2025 roku, a niemal co druga osoba w ogóle z niego nie korzysta - wynika z sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej". Jak wynika z najnowszego badania Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna dla Wirtualnej Polski, ponad połowa respondentów czuje zniechęcenie do oddawania opakowań. Główną barierą okazuje się zakaz zgniatania butelek przed zwrotem.
W praktyce oznacza to trzymanie w mieszkaniach lekkich, ale zajmujących przestrzeń worków. Zamiast segregacji - domowe składowiska, "magazyny powietrza". Prześmiewcze nagrania Polaków o "magazynowaniu powietrza" w domach zdobywają tysiące odsłon w social mediach. Jest jednaka ktoś, kto uwzględnił ten problem w projekcie butelkomatu.
"Wymyśliłem to w pięć minut"
Jego rozwiązanie jest proste. – Wystarczyło do butelkomatu dodać kompresorek i dyszę. Można przynieść, dowolnie zgniecioną butelkę, przystawić do dyszy, lekko nacisnąć, a powietrze przywróci jej kształt. Rozdmucha ją z powrotem i wtedy system może ją rozpoznać - przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską Wiesław Galwas, twórca polskiego butelkomatu EcoAction.
Inspiracja przyszła w samochodzie. - Jak tylko usłyszałem o zgniecionych butelkach, pomysł wpadł mi do głowy. To było pięć minut jazdy. Na drugi dzień miałem już prowizoryczny kompresor i działało - wspomina. Do dziś zastanawia się, dlaczego globalni producenci - jak mówi - "nie wzięli pod uwagę wygody klienta".
Z jakiej przyczyny więc obecne maszyny nie przyjmują zgniecionych butelek? Rozmówca WP wskazuje, że chodzi o bezpieczeństwo systemu kaucyjnego. Automaty wyposażone są w kamery i systemy rozpoznawania kształtu, które w kilku czynnościach mają zapobiegać oszustwom. Operatorzy obawiają się, że bez identyfikacji pełnej formy opakowania wzrosłaby liczba nadużyć.
Pieniądze z kaucji prosto na konto
Wiesław Galwas już pracuje nad kolejnym rozwiązaniem, które ma odebrać krytykom argument o "kuponach na 50 groszy". Ujawnia, że trwają rozmowy z jedną z instytucji finansowych - a jeśli zakończą się sukcesem, jego butelkomat mógłby zwracać kaucję bezpośrednio na kartę bankową.
W tej chwili żaden z operatorów kaucyjnych nie oferuje takiego rozwiązania. Planują je dwa podmioty: Czysta Polska Recyklomaty oraz Fiserv Polska, które chcą umożliwić bezpośredni zwrot kaucji za butelki na kartę płatniczą. Według ich deklaracji do końca 2028 roku w całym kraju uruchomią około 1200 takich urządzeń. Przypomnijmy, że na razie wydrukowany przez maszynę paragon - w sklepach takich jak Kaufland, Lidl czy Auchan - można zrealizować wyłącznie w obrębie danej sieci.
Wiesław Galwas zakłada jednak szerszy scenariusz wykorzystania maszyn. Butelkomaty mogłyby instalować samorządy, gminy, spółdzielnie mieszkaniowe. Zamiast kuponu do wykorzystania przy kasie, mieszkańcy zbieraliby punkty wymienialne na zniżki w lokalnym kinie czy bilety na basen.
- To może być lokalny ekosystem korzyści - przekonuje. Nie widzi też przeszkód, by urządzenia stawiali prywatni właściciele. Jak wylicza, maszyna ustawiona w dobrym punkcie jest w stanie wygenerować 45 tys. zł rocznego obrotu z odsprzedaży surowca. Tak niegdyś działały skupy butelek.
– Bunt konsumentów wobec systemu wynika stąd, że kaucję płaci się od razu, ale jej odzyskanie wymaga wysiłku. Trzeba ten zwrot maksymalnie ułatwić - podkreśla w rozmowie z WP. Gdy rozmawiamy, udziela wykładu przy tablicy i markerem rysuje: strzałki, procenty, przepływy pieniędzy. Kto zarabia, ile, jak system może napędzać polską gospodarkę, że nie trzeba tylko naśladować Niemiec, Norwegii czy Austrii, ale też dodać.
Zgniatacz butelek ze złomowiska
60-letni Wiesław Galwas nie jest inżynierem z korporacyjnego laboratorium. Przez lata pracował w motoryzacji, nawet jako kierowca. – Ciężka praca. Po latach mnie znużyło. Szukałem czegoś innego – wspomina. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy w tygodniku "Polityka" przeczytał o unijnej dyrektywie na temat plastiku. - Nie było tam słowa o butelkomatach. Ale coś mi zaświtało w głowie - opowiada.
- Następnego dnia wziąłem kanister na paliwo, przeciąłem stalowy pojemnik, dospawałem jakieś uszy oraz kilka detali. I tym moim urządzeniem zgniotłem 30 butelek. Zmierzyłem objętość tego, co zostało. I już wiedziałem, że moim celem jest stworzenie urządzenia, które przyjmie i na miejscu sprasuje tysiące butelek do formatu kostki – mówi.
Gdy zobaczył technologie innych urządzeń na rynku, wiedział, że chce zrobić to inaczej. Jego maszyna od początku miała kompresować opakowania już w momencie przyjęcia w sklepie. Redukuje to objętość transportu opakowań od sklepu do przetwórni. To zmniejsza koszty całego systemu.
Zanim w Polsce wprowadzono system kaucyjny, próbował zainteresować swoim projektem różne firmy. Ostatecznie rozwiązanie zostało podjęte przez grupę kapitałową Action – spółkę notowaną na giełdzie, działającą w obszarze usług i obsługi handlu. Strony uzgodniły współpracę przy rozwijaniu projektu, który w ich ocenie ma potencjał wyjścia poza rynek krajowy i wejścia na rynki europejskie. Efektem jest m.in. rozwój urządzenia Butelkomat EcoAction, określanego jako polska konstrukcja.
Setki tysięcy testów przyjętych butelek
Butelkomat stanął przed siedzibą firmy. Pracownicy przynosili nawet po tysiąc opakowań dziennie. - Mamy za sobą setki tysięcy sztuk i urządzenie działa praktycznie bez usterek - podkreśla konstruktor. Zebrane bony realizować można było w firmowym bufecie.
W jego ocenie problemem polskiego systemu będzie logistyka. Obecnie działające automaty pakują 200-300 opakowań do worka. Pracownik musi go zawiązać, zaplombować, wynieść na zaplecze. Operator odbiera worki zbiorczo i zawozi do sortowni. - Już są sygnały, że logistycznie sobie nie radzą. Wożą powietrze, spalają paliwo, generują ogromne koszty - dodaje.
W tradycyjnym modelu opakowania trafiają do centrum sortowniczego, gdzie są wysypywane z worków i dopiero tam prasowane w kostki. W jego urządzeniu kompresja odbywa się od razu. - Redukujemy koszty transportu do minimum. Jeśli zmniejszymy objętość, to na palecie mogę zmieścić butelki, które do sklepu przywiózł TIR – mówi.
Dla Galwasa system kaucyjny nie jest zły z definicji. - On musi być wydolny i jak najtańszy - uważa. Jego zdaniem dziś jest zbyt mało wygodny dla użytkowników. - Ludzie dmuchają w butelki, żeby przyjął je automat. To absurd - mówi. I przekonuje, że technologia może to zmienić.
Butelkomaty EcoAction już są instalowane w pierwszych sklepach. Czy rozwiązanie to stanie się standardem? Pewny swego dodaje, że zamierza zrealizować swój "American dream": – Kochany, ja mam najlepsze urządzenie na rynku. Po prostu spokojnie czekam, aż najwięksi gracze przyjdą i to kupią – mówi i odkłada flamaster pod tablicę. Kończy prezentację, żegna się energicznym uściskiem dłoni.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski