"Straszne warunki". Byliśmy tam, gdzie znaleziono martwe niemowlę
Budynek, w którym znaleziono martwe dziecko, wygląda jak opuszczony pustostan, straszne warunki muszą tam panować – tak mówią mieszkańcy ul. Sienkiewicza w Radomiu. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia. Mieszkanie w chwili interwencji służb nie było ogrzewane, odczuwalna temperatura powietrza mogła wynosić 0 st. C.
Trzykondygnacyjna kamienica w śródmieściu Radomia, w której z soboty na niedzielę znajdowało się niemowlę, jest w opłakanym stanie. Elewacja rozpada się, w oknach brakuje szyb - w innych wiszą stare, brudne firanki. Budynek swoim zaniedbaniem wyróżnia się na tle przylegających do niego: kancelarii parafii katedralnej oraz drugiej kamienicy mieszkalnej.
- To jest rozwalająca się rudera, pustostan. Ja nawet myślałem, że tu nikt nie urzęduje, jednak czasami paliło się światło na pierwszym piętrze. Moja chrzestna tu mieszkała, ale to było 30 lat temu. Z tego co wiem, to w środku są oficyny, podobno panuje w nich jeszcze większy dramat niż widać tu, z zewnątrz – ocenia Tomasz i twierdzi, że prywatny właściciel całego budynku od lat próbuje go sprzedać.
Wersję tę potwierdza wiszący na balkonie banner z numerem telefonu i nazwą agencji nieruchomości. Przez całą środę podejmowaliśmy próby kontaktu, ale okazały się one bezskuteczne.
Bezskuteczna okazała się również nasza próba kontaktu z mieszkańcami kamienicy. Brama budynku pozostała zamknięta. Obdzwoniliśmy też wszystkie znajdujące się na domofonie numery mieszkań, ale nikt się nie odezwał. Podczas naszej obecności na miejscu słychać było jedynie, że ktoś wypuścił psa, który w pewnym momencie podbiegł do bramy i zaczął donośnie szczekać.
- Widziałem, jak rano zabezpieczali drzwi, żeby nikt nie wszedł i grzebali przy domofonie. Pewnie nie chcą rozmawiać z mediami – rzucił mężczyzna, który przechodził obok.
- Ten pies, który tam szczeka, ugryzł mnie w Wigilię, gdy niosłam starszej pani ciasto. Do dzisiaj biorę leki. Pies należy do mężczyzny, który też mieszka w tej kamienicy – dodała pani Grażyna, która mieszka w budynku obok. Dodaje, że według jej wiedzy zmarłe niemowlę było wnuczką wspominanej starszej pani.
- Starsza kobieta ma ok. 80 lat, mieszka tu od lat z niepełnosprawną córką. Znają je tu, bo codziennie wychodziły do sklepu, na spacery. Widać było, że im się nie przelewa. Druga, młodsza córka mieszka w Krakowie, przyjechała z dzieckiem dzień wcześniej w odwiedziny. Jak usłyszałam, co się wydarzyło, to nie mogłam uwierzyć. Straszna tragedia – dodaje.
- Nie wiem, jakie miały tam warunki, bo nie zapraszały mnie nigdy do środka, ale dla mnie niewyobrażalne jest, żeby zimą w mieszkaniu mieć mróz i jeszcze tam dziecko trzymać - podsumowuje.
- Ogromna tragedia, oby prokuratura wyjaśniła, co się dokładnie stało. Ktoś powinien przecież odpowiedzieć za śmierć tego dziecka. Dlaczego przez lata nikt nie zareagował na warunki, w jakich żyją tam ludzie? – pyta z kolei pan Jerzy.
Jest prąd, gaz i ogrzewanie
Z informacji, które dostaliśmy z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radomiu, wynika, że w mieszkaniu rodziny pojawili się pracownicy socjalni.
- Wedle mojej wiedzy lokal posiada wszystkie standardowe media niezbędne do tego, żeby przebywać w nim również w okresie zimowym. Ma działającą instalację ogrzewania, prąd, gaz. Osoby przebywające w lokalu nie oczekują pomocy. Z kolei osoby, której bezpośrednio dotyczy sprawa nie były mieszkańcami Radomia – przekazał nam Marcin Gierczak, dyrektor ośrodka.
Przedstawiciele Urzędu Miasta w Radomiu również umywają ręce. – Miasto nie jest ani właścicielem kamienicy, ani jej zarządcą. Nie mieliśmy informacji, żeby ten budynek był wyłączony z użytkowania. W ewidencji są osoby zameldowane pod tym adresem – stwierdziła Monika Skopek, kierownik biura prasowego Radomia.
Śledztwo po śmierci niemowlaka w Radomiu
W momencie naszej publikacji prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia. Nikomu nie zostały postawione zarzuty, bo śledczy czekają na szczegółowe wyniki sekcji zwłok. Oprócz tego, że w lokalu panowały nieludzkie warunki, nie wiadomo dlaczego dziecko zmarło.
- Biegły lekarz patomorfolog zadecydował o przeprowadzeniu dodatkowych, szczegółowych badań, na podstawie których wyda kompleksową opinię co do przyczyn zgonu. Oględziny i sekcja zwłok niemowlęcia nie wykazały obecności śladów urazowych. Jak wynika z ustaleń w mieszkaniu, w którym doszło do śmierci dziecka, panowały ciężkie warunki bytowe. Mieszkanie w chwili interwencji służb nie było ogrzewane, a odczuwalna temperatura powietrza w jego izbach mogła sięgać wartości 0 st. C. Matka dziecka i kobiety obecne w mieszkaniu były trzeźwe - poinformowała prok. Aneta Góźdź, rzecznik prokuratury okręgowej w Radomiu.
Z komunikatu prokuratury wynika, że do zdarzenia doszło w dniu 25 stycznia 2026 roku w godzinach porannych.
"Około godziny 6:00 nad ranem kobieta zauważyła, że jej syn ma wybroczyny na twarzy i nie oddycha. Kilka godzin wcześniej nakarmiła swoje dziecko i ułożyła je do snu w nosidełku. Pomimo reanimacji podjętej przez matkę i kontynuowanej przez załogę Pogotowia Ratunkowego, życia dziecku nie udało się uratować" – przekazała prokuratura.
Mateusz Dolak, dziennikarz Wirtualnej Polski