Siły specjalne i okręty rozminowania. Polska mogłaby pomóc w wojnie USA z Iranem?
Donald Trump bada sojuszników w NATO, na ile mogą zaangażować się w wojnę przeciwko Iranowi. Jak wynika z informacji WP, uwaga USA kieruje się nieoficjalnie również na Polskę. Może chodzić o nasze zdolności do rozminowywania akwenów morskich i siły specjalne. Jednak - jak przekazało nam Ministerstwo Obrony - żadne oficjalne prośby nie zostały sformułowane.
Od stycznia Standing NATO Mine Countermeasures Group 1 (SNMCG1), czyli natowskim zespołem Tarczy Przeciwminowej, dowodzi Polak, komandor Kacper Sterne. Okrętem flagowym zespołu jest ORP "Kontradmirał Xawery Czernicki", który ma za sobą doświadczenia na Bliskim Wschodzie. Pozostałe to niemiecki FGS "Fulda" i holenderski HNLMS "Schiedam".
SNMCG1 to grupa natychmiastowego reagowania. Jeśli byłaby zgoda na użycie art. 5 NATO lub innej procedury pozwalającej uruchomić siły Sojuszu, okręty Tarczy szybko mogłyby zostać rozlokowane w rejonie Zatoki Perskiej. Dla Polski rodzi to poważny dylemat. Jak wynika z nieoficjalnych informacji Wirtualnej Polski, ani Pałac Prezydencki, ani rząd nie rozpatrują zaangażowania na Bliskim Wschodzie.
Tymczasem Trump i jego administracja naciska na NATO, strasząc ograniczeniem pomocy USA dla tych, którzy nie deklarują współpracy w wojnie przeciwko Teheranowi. Publicznie Trump łączy również zaangażowanie amerykańskie w wojnę w Ukrainie z tym, co dzieje się wokół Iranu. Wobec Polski takie groźby i sugestie nie padły.
USA zrzucą bombę atomową na Iran? Parafianowicz wprost o planach Trumpa:
Do tej pory nie było też oficjalnych pytań w kwestii użycia polskich sił zbrojnych przeciw Iranowi.
- Ani przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, ani instytucje Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego nie zwracali się do Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawie ewentualnej możliwości wykorzystania polskich sił i środków - zarówno funkcjonujących na terenie Polski, jak i poza jej granicami - do działań przeciwko Islamskiej Republice Iranu - napisało Ministerstwo Obrony w odpowiedzi na pytania WP. Pałac Prezydencki również przekonuje WP, że nacisków USA nie ma i nie było.
Były za to oficjalne żądania ze strony amerykańskich dyplomatów pod adresem sojuszników na forach organizacji międzynarodowych. Ambasador USA przy ONZ Michael Waltz oświadczył w niedzielę, że Stany Zjednoczone "zachęcają, a nawet żądają" udziału innych państw w otwarciu Cieśniny Ormuz.
Priorytet - zwalczyć zagrożenie minami
Do tej pory Polskę z Iranem łączyła raczej współpraca niż gotowość do walki. Chodziło głównie o temat okrętu podwodnego. Nasza przestarzała jednostka ORP "Orzeł" to produkcja sowiecka klasy Kilo. Jeszcze do niedawna - z powodu sankcji poprzez sieć pośredników - ściągaliśmy do niego części z Iranu, bo flota ajatollahów dysponowała modernizowanym m.in. przez Rosjan IRIS Tareq, czyli identycznym okrętem klasy Kilo wyprodukowanym i dostarczonym przez Bałtyk na Zatokę Perską przez Rosjan. Dziś sytuacja jest jednak odwrotna. Amerykanie naciskają na zaangażowanie sił morskich i specjalnych NATO w operację przeciw Iranowi.
Niebawem może się jednak okazać, że w zainteresowaniu Waszyngtonu jest użycie ORP "Kontradmirał Xawery Czernicki" do misji w Cieśninie Ormuz. Tym bardziej, że jednostka ma już doświadczenia na Bliskim Wschodzie i podczas wojny w Afganistanie. W 2001 r. w ramach operacji Enduring Freedom nasz okręt wchodził w skład amerykańskiej 5. Floty i pływał po wodach Oceanu Indyjskiego.
Z kolei w 2003 r., podczas inwazji na Irak, "Czernicki" operował w rejonie ujścia Eufratu. Okręt był bazą wypadową dla sił specjalnych i odegrał istotną rolę w zajęciu jedynego głębokowodnego portu Iraku w Umm Kasr przez żołnierzy GROM oraz siły amerykańskie i brytyjskie. Polacy odpowiadali wówczas za przejęcie kontroli nad terminalem naftowym Khawr Al-Amaya. Misja zakończyła się pełnym sukcesem.
Dziś do natowskiej operacji w ramach Tarczy Przeciwminowej oprócz tego okrętu oddelegowano również dwie inne polskie jednostki - ORP "Drużno" i ORP "Hańcza". Oba trałowce służą do poszukiwania i zwalczania min. Czyli do tego, czego dziś w Cieśninie Ormuz Amerykanie potrzebują najbardziej.
Oprócz polskich zdolności do rozminowania - jak wynika z informacji WP - Amerykanie nieoficjalnie mieli interesować się również możliwością potencjalnego udziału sił specjalnych w działaniach przeciwko Iranowi i ich sił proxy. Takie zaangażowanie mogłoby być szczególnie interesujące w kontekście planów USA wobec strategicznej wyspy Chark. To niewielki teren - liczący zaledwie 25 km kw. - na północy Zatoki Perskiej. Znajduje się na nim kluczowa irańska infrastruktura naftowa. Według dziennika "The Wall Street Journal", jeśli Amerykanie zdecydują się na działania lądowe, wówczas będzie ona pierwszym celem.
Częściowa zgoda Bukaresztu
Dotychczas Amerykanom do współpracy udało się namówić Rumunię, która udostępniła bazę Mihail Kogălniceanu nad Morzem Czarnym. Z punktu widzenia USA to kluczowa lokalizacja z długim - liczącym 3,5 km - pasem startowym, który pozwala przyjmować bombowce strategiczne. Może z niej operować jednocześnie eskadra maszyn F16.
- Baza nr 57 (Mihail Kogălniceanu) ma strategiczne położenie. Będzie stanowiła wsparcie, które Rumunia zapewni rozlokowanym tu sojuszniczym wojskom - powiedział cytowany przez dziennik "Adevărul" jej dowódca, komandor Gabriel Goagă.
Jak wynika z informacji podawanych przez prasę rumuńską, Amerykanie są zainteresowani rozmieszczeniem tam latających cystern Boeing KC-46 Pegasus. Rumuński parlament przed kilkoma dniami zatwierdził udostępnienie bazy USA na 90 dni. Oprócz tego na wybrzeżu Morza Czarnego pojawią się dodatkowe amerykańskie radary stanowiące element systemu Aegis, który pełni rolę tarczy antyrakietowej. Rumunia - podobnie jak Polska - ma na swoim terenie stałą bazę tarczy. W położonym na południu kraju przy granicy z Bułgarią Deveselu.
USA są zainteresowane również poligonem w rumuńskim Smîrdan położonym niedaleko Gałacza i delty Dunaju. Z komunikatu ambasady USA w Bukareszcie wynika jednak, że będzie on wykorzystywany jako baza treningowa dla sił pancernych Rumunii i Stanów Zjednoczonych. To oznacza, że może stanowić jakąś formę nagrody za udostępnienie Mihail Kogălniceanu.
Według centrolewicowego prezydenta Rumunii Nicușora Dana oferta rumuńska dotyczy tylko współpracy obronnej, a nie tego, co jest konieczne do ataków na Iran. Teheran jednak widzi to inaczej. - Jeśli Rumunia udostępni swoje bazy Stanom Zjednoczonym, będzie to równoznaczne z udziałem w agresji militarnej przeciwko Iranowi - powiedział w poniedziałek Esmaeil Baghaei, rzecznik irańskiego MSZ.
"To nie jest nasza wojna". Tak odpowiadają Trumpowi
W najnowszym wywiadzie dla "Financial Times" Donald Trump ostrzegł, że jeśli sojusznicze państwa nie włączą się w działania na rzecz otwarcia Cieśniny Ormuz, będzie to "bardzo złe dla przyszłości NATO".
- Mamy coś, co nazywa się NATO. Byliśmy bardzo mili. Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą. Ukraina jest tysiące mil od nas (...). Ale pomogliśmy im. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam. Bo od dawna mówię, że będziemy dla nich, ale oni nie będą dla nas. I nie jestem pewien, czy byliby - stwierdził. - Pomagamy im i będzie ciekawie zobaczyć, jaki kraj nie pomoże nam z tym bardzo małym przedsięwzięciem, które polega po prostu na utrzymaniu cieśniny otwartej - mówił prezydent Trump.
Przekonywał, że jest to "małe przedsięwzięcie", bo irańskie wojsko zostało niemal zniszczone.
Jak do tej pory pomocy USA kategorycznie odmówiła Hiszpania. Przeciw był lewicowy premier Pedro Sanchez, który wykluczył udostępnienie baz Moron i Rota. W odpowiedzi Trump oświadczył, że jest gotowy zerwać z Hiszpanią relacje handlowe.
Wielka Brytania, Francja i Niemcy zadeklarowały gotowość do działań obronnych przeciwko irańskim atakom na Bliskim Wschodzie, przy czym Londyn zgodził się na wykorzystanie swoich baz przez USA, ale wykluczył udział w ofensywie na terytorium Iranu.
- Czego Donald Trump oczekuje od garstki europejskich fregat, a nie może tego zrobić potężna marynarka wojenna USA? To nie jest nasza wojna, to nie my ją rozpoczęliśmy - mówił minister obrony Niemiec Boris Pistorius.
Brytyjski premier Keir Starmer zapewnił w poniedziałek, że kraj nie da się wciągnąć w wojnę na Bliskim Wschodzie, ale pracuje wraz z sojusznikami nad wiarygodnym planem przywrócenia swobody żeglugi przez cieśninę Ormuz. - Współpracujemy ze wszystkimi naszymi sojusznikami, w tym z partnerami europejskimi, nad opracowaniem realnego wspólnego planu, który pozwoli jak najszybciej przywrócić swobodę żeglugi w regionie i złagodzić skutki gospodarcze - mówił.
Spoza NATO - Japonia i Australia oświadczyły, że wysłanie okrętów w rejon Zatoki Perskiej nie wchodzi w grę.
MON: to decyzja prezydenta
Wirtualna Polska zapytała Ministerstwo Obrony o oficjalne stanowisko w kwestii użycia naszego wojska w wojnie przeciwko Iranowi i jaki jest stosunek rządu do takiego pomysłu.
Zapytaliśmy również, czy możliwa jest zmiana charakteru polskiej obecności w Turcji lub Iraku, aby przekierować te siły na rzecz operacji izraelsko-amerykańskiej w wojnie z Iranem.
W Turcji nasze siły powietrzne mają za zadanie patrolowanie wschodniej części Morza Śródziemnego i Morza Czarnego. Kontyngent zasilają żołnierze z 2 Bazy Bezzałogowych Statków Powietrznych z Mirosławca. Wykorzystują oni m.in. drony Bayraktar, stacjonujące w bazie Incirlik, która podczas najnowszej wojny Trumpa była już ostrzeliwana.
W Iraku w bazach w Irbilu i al Asad stacjonują m.in. polskie siły specjalne. Mogą one działać również w Jordanii, Katarze i Kuwejcie. W ćwiczeniach w Jordanii regularnie bierze udział polska Jednostka Wojskowa Komandosów z Lublińca.
MON odpowiada, że ewentualna zmiana charakteru misji musiałaby być decyzją prezydenta.
- Działania realizowane przez Polskie Kontyngenty Wojskowe poza granicami państwa wynikają bezpośrednio z dokumentów normujących użycie Sił Zbrojnych RP poza granicami kraju (ustawa z 17 grudnia 1998 r. o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej poza granicami państwa) i są każdorazowo określane w postanowieniach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej - napisano w odpowiedzi na pytania WP.
Jest mało prawdopodobne, aby polska głowa państwa zdecydowała się na taki krok.
Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski