Schetyna o decyzji premiera ws. PIP. "Ma długopis w ręce"
Premier Donald Tusk oświadczył we wtorek, że podjął decyzję, aby nie kontynuować prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. - Nie jestem rzecznikiem rządu. Uważam, że ta decyzja była wynikiem spojrzenia na to, jaki będzie efekt finansowy wprowadzenia tych zmian, tego, jak mocno mogłyby uderzyć w rozwijające się polskie firmy, które dzisiaj są motorem napędu naszej sytuacji gospodarczej, dają gwarancję stabilności budżetowej - tłumaczył decyzję premiera w programie "Tłit" senator KO Grzegorz Schetyna.
- Dyskusja w sprawie tego projektu trwała, pewne decyzje zostały już podjęte, wycofano się z całkowitego uzusowienia umów śmieciowych, później zmieniono projekt na reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Wydawałoby się, że to jest dogadane, bo marszałek Włodzimierz Czarzasty kilka dni temu mówił w Polsat News, że to jest wypełnianie standardów europejskich, po drugie, to realizacja KPO - zagrożona karą 11 miliardów, a po trzecie to jest obrona polskich pracowników. I nagle wychodzi premier i jednoosobowo mówi: nie będzie tego - zwrócił uwagę prowadzący program Michał Wróblewski.
- To jest kwestia po prostu takiej oczywistej analizy, co jest niezbędne do tego, żeby dawać gwarancje rozwoju firm, realizacji wydatków budżetowych w kontekście zagrożeń wojennych i tak ogromnych wydatków na obronę. Uważam, że zawsze jest na końcu decyzja premiera. On ma długopis w ręku i on podejmuje ostateczną decyzję - stwierdził gość programu.
- Można mówić, że rzeczywiście może trzeba było wcześniej tę sytuację analizować, ale sprawa doszła do ostatniego szeregu i po prostu decyzja premiera zamyka tę sprawę, i tyle. Ta decyzja jest odpowiedzialna, to chcę powiedzieć, wynika z prostej kalkulacji: nie mamy dzisiaj możliwości, miejsca na to, żeby po prostu w taki sposób pochylać się nad sprawami pracowniczymi, jeżeli są potrzeby, które wynikają z gwarancji bezpieczeństwa naszego kraju. Musimy po prostu coś wybrać i gdzieś położyć konkretny akcent, w coś bardziej zainwestować, a część rzeczy przenieść na przyszłość. To jest odpowiedzialność polityków, którzy takie decyzje muszą podejmować. I tak się stało w tej sytuacji - tłumaczył Grzegorz Schetyna.