WP
Wprost
12-05-2003 (07:20)

Porządek Baraniny

Jeremiasz Barański (Baranina) odszedł z tego świata w chwili, gdy mógł zaszkodzić co najmniej kilkuset osobom w Polsce, a także w Austrii, Niemczech i Wielkiej Brytanii: od zwykłych policjantów, po polityków z pierwszych stron gazet. W procesie przed wiedeńskim sądem Baranina był w miarę niegroźny do momentu ogłoszenia wyroku. Skazany na dożywocie, co mu groziło, stawał się niebezpieczną bombą, bo mógł się mścić na tych, którzy nie potrafili go ochronić przed karą. Najbardziej niebezpieczny byłby podczas mających się niebawem odbyć przesłuchań przez polskich prokuratorów w sprawie zabójstwa Jacka Dębskiego, ministra sportu w rządzie Jerzego Buzka. Kto chciał śmierci Baraniny?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

W samobójstwo Barańskiego nie wierzy ani były minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki, ani obecny - Krzysztof Janik. - Nie mogę wykluczyć, że ten człowiek doszedł do ściany i uznał, że jego śmierć rozwiąże ręce jemu i jego mocodawcom. Ale też nie mogę wykluczyć, że jacyś nieznani mocodawcy przyspieszyli takie rozwiązanie - mówi Janik. - Baranina to był wyjątkowy bandzior, morderca bez skrupułów, mający na sumieniu szereg zabójstw na zlecenie. Dla niego życie ludzkie się nie liczyło, więc trudno mi uwierzyć, że popełnił samobójstwo, że nie wytrzymałby więzienia - mówi Biernacki. - To był człowiek twardy, wyrachowany, chłodny, który na samobójstwo miał dużo czasu. Wyrok jeszcze nie zapadł, czekały go badania psychiatryczne, a zwykle choroba psychiczna jest znakomitą ucieczką od odpowiedzialności. Biorąc to wszystko pod uwagę, śmierć Baraniny jest zaskakująca - dodaje gen. Adam Rapacki, zastępca komendanta głównego policji, nadzorujący Centralne Biuro Śledcze.

"Bo to jest specjalna czyjaś prowokacja. Po to, żeby mnie odstawić na odpierdol" - tak Barański kilka tygodni temu komentował w podsłuchanej rozmowie z Jerzym K., byłym wojskowym, to, co się z nim dzieje w wiedeńskim areszcie. Wbrew twierdzeniom Michaela Neidera, szefa austriackiego więziennictwa, nie wszystkim aresztowanym pozostawia się pasek. O tym decydują władze więzienne. Barańskiego najpierw paska pozbawiono, ale tuż przed znalezieniem go martwym pasek mu wydano wraz z ubraniem z więziennej pralni. Podobno przez przypadek. Przypadkiem miało być również to, że ciało Barańskiego znalazło dwóch strażników, podczas gdy zwykle w nocy funkcjonariusze robią obchód cel pojedynczo. Dziwnych przypadków dotyczących Baraniny jest zresztą więcej. Niedługo przed zabójstwem Jacka Dębskiego Barański skontaktował się z polską policją. Twierdził, że rozpowszechniane o nim informacje to obrzydliwe pomówienia. - Przyjadę do Polski, ze wszystkiego się wytłumaczę i oczyszczę - mówił funkcjonariuszom. Twierdził, że jest w
Wiedniu. Po sprawdzeniu billingów okazało się, że dzwonił z Warszawy, z automatu, w przerwie obiadu w restauracji w jednym z warszawskich hoteli. Po zabójstwie Jacka Debskiego był widziany we Wrocławiu. Jak przejechał przez granicę? Dlaczego nie bał się zatrzymania? Jak to się stało, że spokojnie wyjechał z powrotem? Z kim oprócz siostry spotkał się w Warszawie. - Jego ludzie podkreślają, że stwarzał wrażenie, iż jest nie do ruszenia, że ma takie układy, taką pozycję, że stoi za nim ktoś ważny - mówi gen. Adam Rapacki.

Podczas śledztw w sprawie zabójstw Andrzeja Grzymskiego (Juniora, zginął w 1998 r.) i Rafała Kanigowskiego (zginął w 1998 r.), łączników Baraniny w Polsce, policjanci z Centralnego Biura Śledczgo przeszukali willę Barańskiego w Bratysławie. Wśród znalezionych tam rzeczy trafili na zdjęcie gangstera ściskającego się z byłym premierem Słowacji Vladimirem Me‹iarem. W 1992 r. Barański gościł w swojej willi jednego z posłów, później bardzo ważnego w Polsce polityka. Tak chciał go ugościć, że zaproponował mu własną żonę. Ta wpadła w furię i postrzeliła Barańskiego. O wpływach Barańskiego świadczą też osobistości zaproszone przez niego na otwarcie klubu bilardowego "Amadeusz" na warszawskim Żoliborzu. - Obserwowaliśmy imprezę, bo liczyliśmy, że sam Baranina się tam pojawi. Przed lokalem stało kilkanaście samochodów ze znakami korpusu dyplomatycznego - wspomina jeden z policjantów. We wrocławskim domu pracującego dla Baraniny Ryszarda K. przez lata organizowano z kolei głośne imprezy sylwestrowe, na których bywała
miejska elita, m.in. prokuratorzy, radni, najwyżsi miejscy urzędnicy.

WP

Jeremiasz Lech Barański urodził się 57 lat temu w Sopocie. Jego ojciec pracował w magazynie rolnym, matka była księgową. Na początku lat 70. założyli w Sopocie firmę produkującą okulary słoneczne, która nazywała się po prostu Barański. Jeremiasz Barański uczył się w technikum i w liceum ogólnokształcącym. Zaliczył dwa lata studiów ekonomicznych, po czym je rzucił. W 1971 r. zamieszkał w Poznaniu, gdzie się ożenił. W 1977 r. rozwiódł się i przeniósł do Warszawy. Od 1978 r. mieszkał w Austrii, jednak często pojawiał się w rodzinnym Sopocie. Niemal całe miasto widziało, kiedy przyjeżdżał, bo krążył po ulicach fordem explorerem - jedynym takim autem w Polsce. W porcie trzymał luksusowy jacht. Uchodził za światowca, świetnie się ubierał, biegle mówił po niemiecku i angielsku. Przestępcza kariera Barańskiego to praktycznie historia polskiej mafii. Od połowy lat 70. był współpracownikiem milicji, a potem Służby Bezpieczeństwa. Został zwerbowany, kiedy mieszkał w Poznaniu i był cinkciarzem. Potem z nadania SB
trudnił się cinkciarstwem w Budapeszcie. Współpracownikami milicji, SB bądź WSW byli także Andrzej Kolikowski (Pershing), Marek Medwesek (Oczko) i jego zastępca Sylwester Olejnik (Sylwek), Jarosław Sokołowski (Masa), Nikodem Skotarczak (Nikoś), Artur Rogoziński (Tuła). Naprawdę groźni stali się oni wówczas, kiedy zaczęli wykorzystywać policyjne informacje. Prowadzący gangsterów funkcjonariusze często stawali się ich źródłami informacji, a niektórzy potem zaczęli dla nich pracować. - Prawie 80 proc. znanych przywódców polskiego podziemia było informatorami bądź tajnymi współpracownikami SB, WSW i milicji - mówi były zastępca szefa Zarządu Śledczego UOP.

Kiedy w 1989 r. kończyła się PRL, Barański był jednym z tych, którzy pomagali się urządzić w nowej rzeczywistości swoim dawnym oficerom prowadzącym z SB i MSW. Do 1984 r. oficjalnie pracował jako przedstawiciel Kodaka. Potem założył kilka firm budowlanych i transportowych, m.in. w Belgii (Cargo-Express). Miał też udziały w Euro Baleksie - firmie założonej przez byłych pracowników UOP (m.in. Stanisława T., Wojciecha K. i Andrzeja G.). W Warszawie przy ulicy Kryształowej mieściła sięĘinna firma Baraniny - Wilms Transport International. W Wiedniu kupił m.in. warsztat samochodowy, dwie restauracje, kawiarnię i klub bilardowy. Następnie dla swoich mocodawców z SB kupował prywatyzowane firmy - łódzką fabrykę pończoch czy zakłady włókiennicze Bistona (Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, iż na sprzedaży Bistony skarb państwa stracił 30 mln zł).

W latach 1989-1992 powstał mafijny układ, którego mózgiem byli dawni oficerowie służb specjalnych. Barański funkcjonował w drugim szeregu, ale po cichu usamodzielniał się i uzależniał od siebie dawnych oficerów prowadzących i ich kolegów. Już w połowie lat 90. układ wymknął się spod kontroli, pojawiły się sprzeczne interesy. Ich wyrazem były nie tylko strzelaniny między pospolitymi gangsterami, ale także zagadkowe śmierci. Ginęli przede wszystkim ludzie dysponujący wiedzą o polskiej mafii. Już w 1991 r. przed własnym domem zastrzelono Andrzeja Stuglika, byłego wysokiego funkcjonariusza kontrwywiadu MSW, potem głównego specjalistę ds. rozliczeń dewizowych w Ministerstwie Finansów, a wreszcie doradcę finansowego w Towarzystwie Handlu Międzynarodowego DAL SA, które sprzedawało m.in. broń. W 1993 r. zginął Walerian Pańko, prezes NIK. Auto, którym jechał, rozpadło się na dwie części. Wkrótce po wypadku policyjna agentura doniosła, że w półświatku mówiono o zamrożeniu części ramy samochodu służbowego Pańki ciekłym
azotem lub o podłożeniu ładunku gazowego. W 1998 r. zastrzelony został gen. Marek Papała, były komendant główny policji. Zginął też Mieczysław Zapiór (Pancernik), były funkcjonariusz oddziałów antyterrorystyczych milicji, chroniący Andrzeja Stuglika, potem kluczowy świadek w sprawie śmierci generała Papały. Zapiór znał też dobrze oficerów BOR ochraniających Pańkę. Prowadził również wspólne interesy z Ireneuszem Sekułą, który zginął w tajemniczych okolicznościach w marcu 2000 r. Latem 2000 r. Zapiór zaginął podczas wycieczki do Egiptu, gdzie pojechał nurkować.

W 1993 r. mafia dysponowała już ogromnym kapitałem - wartości około miliarda dolarów - zarobionym głównie na przemycie alkoholu i handlu narkotykami. W handlu narkotykami wykorzystywano kanały, z których służby specjalne PRL korzystały w latach 70., na przykład w głośnej aferze "Żelazo". Po towar nie wysyłano zresztą byle kogo. Jeden z najbardziej znanych obecnie poznańskich biznesmenów spędził kilka miesięcy w krajach złotego trójkąta, a po powrocie zaczął robić interesy na wielką skalę.

WP

Najważniejsze dla mafii były wpływy polityczne, bowiem dawały one naprawdę duże pieniądze, głównie dzięki licencjom, kontraktom, zamówieniom publicznym, koncesjom, wpływowi na kształt ustaw i aktów wykonawczych - tłumaczy policjant z CBŚ. Gdy w lutym 1998 r. zastrzelono w Warszawie Wiesława Niewiadomskiego (Wariata), brata Dziada, ujawniono, że w jego notesie znajdują się nazwiska zaprzyjaźnionych polityków i biznesmenów, prokuratorów oraz policjantów, sumy wypłat dla różnych osób, na przykład "prokurator - 1000" i "prokurator X - 2000 dolarów". Z kolei w laptopie Leszka Danielaka (Wańki) znaleziono takie wpisy: "wybory - K. i O. razem 70 tys., "prokurator - 12 000", "telewizja - wycofać- 500 tys.", "senator - nie przedłużać- ". W poczcie elektronicznej Wańki były kopie listów wysyłanych do kilku polityków.

Mafię ze światem polityki kontaktował także inny dobry znajomy Baraniny, były senator Aleksander Gawronik. Poznał on Barańskiego, kiedy ten mieszkał w Poznaniu. Na przełomie lat 80. i 90. Gawronik miał za sobą krótki okres służby w wydziale śledczym poznańskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem był zastępcą dyrektora w Wydziale Spraw Wewnętrznych Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu i nadal pracował dla SB, tyle że na niejawnym etacie. W 1989 r. od oficerów SB dowiedział się o zmianach w prawie dewizowym, umożliwiających założenie pierwszej w Polsce sieci kantorów. Zanim tę operację przeprowadzono, Gawronik poznał Ireneusza Sekułę, wtedy wicepremiera w rządzie Mieczysława Rakowskiego. SB poinformowała Sekułę, że Gawronik ma założyć pierwszą sieć kantorów, zdominować rynek i ułatwić służbom specjalnym kontrolę operacji na tym rynku. Barański był jedną z ważniejszych osób w tym przedsięwzięciu. Kiedy Sekuła był posłem SLD, pożyczył od "Pruszkowa", a właściwie od Andrzeja Kolikowskiego, milion dolarów. Po śmierci
Pershinga w 1999 r. "Pruszków" zażądał zwrotu pożyczki (z milionem dolarów odsetek). Pół godziny przed tym, jak w marcu 2000 r. Sekułę znaleziono rannego, złożyli mu wizytę dwaj gangsterzy "Pruszkowa".

Na początku 1994 r. Baranina poznał Gawronika z bossami gangu pruszkowskiego. Pershing i Baranina byli głównymi inwestorami w kolejnym przedsięwzięciu Gawronika, czyli sieci firm zajmujących się zwrotem na granicy podatku VAT cudzoziemcom. Kiedy zamordowano Pershinga, Jeremiasz Barański, Andrzej Zieliński i Zygmunt Raźniak zażądali od Gawronika zwrotu pieniędzy, grożąc mu przestrzeleniem kolan. Gawronik zwrócił się o pomoc do UOP, a kiedy ten odmówił - do policji. Gawronik był jednak wobec policji nielojalny, co przesądziło o jego aresztowaniu (w areszcie siedzi do dzisiaj). Robił też interesy z Markiem Kolasińskim, byłym posłem AWS, który dostał się do otoczenia Wałęsy i byłego wicepremiera Janusza Tomaszewskiego. Dopiero w drugiej połowie 1999 r. większość z nich zorientowała się, że Kolasiński biznesmenem stał się dzięki pieniądzom pruszkowskiego gangu.

Jeremiasz Barański zaczynał jako informator SB, potem był agentem służb niemieckich, brytyjskich i austriackich, a nawet pracował dla FBI. Po zatrzymaniu w Niemczech na wielkim przemycie papierosów, przestępcę zwerbował Federalny Urząd Kryminalny (BKA). W zamian za zgodę na współpracę otrzymał symboliczny wyrok - dwa lata więzienia w zawieszeniu. BKA pomógł mu też w uzyskaniu austriackiego obywatelstwa. Barański rozpoczął działalność informatora od zadenuncjowania konkurencji - wydał siatkę handlarzy narkotyków Richarda Habryki. Po trzech latach (w 1997 r.) BKA zerwał jednak z nim współpracę. Niemcy zdali sobie sprawę, że Baranina wykorzystuje kontakty z policją do eliminowania konkurentów.

WP

Następnie Barański zaoferował usługi austriackim służbom (EDOK). Austriacy chwalili go za dostarczanie cennych informacji o działalności gangów z Europy Wschodniej i Środkowej. Prawda była taka, że Barański z nimi współpracował, a rękami policji znowu pozbywał się rywalizujących grup. W ubiegłym roku okazało się, że policjanci z EDOK faktycznie dla Baraniny pracowali. Dwóch skazano za to na 2 lata więzienia. Już w Wiedniu Baranina zaczął współpracować z polskim wywiadem wojskowym. Jego głównym zadaniem miało być zakładanie spółek, które filtrowały pieniądze wywiadu wojskowego, wykorzystywane później do działań operacyjnych. Barański miał też epizod współpracy z FBI. Amerykanom obiecał pomoc w rozpracowaniu grup przestępczych z Ukrainy i Rosji, specjalizujących się w przemycie materiałów rozszczepialnych. Operacja, której nadano kryptonim "Aurora" okazała się klapą. Barański po prostu oszukał FBI.

O ile Masa stanowi wielkie zagrożenie dla osób uwikłanych we współpracę z polską mafią, o tyle Baranina - szczególnie skazany na dożywocie - stanowiłby zagrożenie śmiertelne. Czy dlatego nie żyje?

Janina Blikowska
Violetta Krasnowska

Polub WP Wiadomości
WP
WP