W małej miejscowości jaką jest Sączów wszyscy płaczą. Nie ma osoby, która nie powiedziałaby dobrego słowa o rodzicach tych biednych dzieci.
- To uczciwi ludzie i tacy mili, dzieciaki wychowywali dobrze. W głowie się nie mieści, że spotkał ich tak okrutny los. Ojciec, który pracuje na tirach za granicą, właśnie zjechał do domu na święta. On chciał dobrze - mówią sąsiedzi z ul. Wolności. To tutaj, 200 metrów od rodzinnego domu doszło do tragedii.
- Nie wiemy dlaczego zapiął sanki do auta, musiał wiedzieć, że to ruchliwa droga, przecież mieszka tu od dziecka. Rozum mu chyba zaćmiło - dodają mieszkańcy Sączowa.
Na razie śledczy nie przesłuchali ojca, bo jest w szoku. Próbował ratować dzieci, które wpadły pod autobus. Krzyczał, że je zabił. Ten koszmar cały czas go prześladuje. Wraz z żoną są pod opieką psychologa.
Wczoraj był u nich lekarz, dał im silne zastrzyki uspokajające. Ich córeczka Paulinka przeszła operację neurochirurgiczną głowy. Jest na oddziale intensywnej terapii, lekarze utrzymują ją w farmakologicznej śpiączce. Stan jest bardzo ciężki. Cały Sączów modli się o zdrowie dla niej.
- To niewyobrażalna tragedia, nie tylko dla rodziny, ale i dla nas wszystkich - mówi Irena Garczarczyk, sołtys Sączowa. - Przeżywamy to i współczujemy całej rodzinie. Odwołujemy Sylwestra w sołectwie, którym miał być zorganizowany na Placu Strażackim.
Gdy tylko stan Rafała Ch. na to pozwoli, zostanie przesłuchany. Zaraz po świętach może usłyszeć zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Polecamy w wydaniu internetowym Fakt.pl:
Przez 3 dni siedział w kominie!