Pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Przydacz zdał relację
- Polska wzięła udział w tej dyskusji w charakterze obserwatora w imię solidarności i wspólnego stanowiska z naszymi kluczowymi partnerami i sojusznikami - powiedział po pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju Marcin Przydacz. Przyznał, że rozmawiał m.in. z Marco Rubio i zaprosił go do Polski.
W czwartek odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Pokoju, na którym Polskę w charakterze obserwatora reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz.
Przydacz zabrał głos po Radzie Pokoju
- Dyskusja oczywiście głównie dotyczyła kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie - tego, co zrobić z Gazą na przyszłość. W jaki sposób reagować na potencjalne pojawiające się zarzewia konfliktu. Stąd też liczna obecność państw arabskich, co nie powinno nikogo dziwić - powiedział na konferencji po posiedzeniu Przydacz.
Jednocześnie prezydencki minister podkreślił, że "nie było w żaden sposób artykułowane żadne oczekiwanie dotyczące wpłaty jakiegokolwiek miliarda dolarów" ani "oczekiwania wysyłania jakichkolwiek wojsk do Strefy Gazy".
- Pan prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią - tym, co się dzieje wokół Ukrainy i tym, co się dzieje w agresywnej postawie Rosji, warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach, a nie tylko myśleć egoistycznie o tym, co jest tu i teraz. Bo może się zdarzyć taki moment, kiedy będziemy potrzebowali aktywności naszych partnerów i sojuszników - mówił Przydacz, wyjaśniając obecność na czwartkowym spotkaniu.
- Myślę, że ten status, który wywalczyliśmy, czyli obserwatora (...) na pewno Polsce się przysłuży - podkreślił.
Prezydencki minister dodał, że w Waszyngtonie rozmawiał m.in. z sekretarzem stanu USA Marco Rubio o jego niedawnej wizycie w Monachium i zaprosił go do Polski.