Nawrocki wciąż bez opinii rządu w sprawie Rady Pokoju. Rośnie napięcie na linii Pałac-MSZ
Rośnie irytacja w otoczeniu Karola Nawrockiego w związku z przedłużającym się oczekiwaniem na opinię rządu w sprawie tego, czy przystępować do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Ale, jak nieoficjalnie słyszymy, prędko jej nie dostanie. A przynajmniej póki jest na szczycie w Davos, gdzie mogą zapaść pierwsze decyzje o powołaniu nowego międzynarodowego gremium.
Pałac Prezydencki naciska na resort spraw zagranicznych, by jeszcze w trakcie trwającego szczytu w Davos dostarczył prezydentowi Karolowi Nawrockiemu wiążącą opinię w sprawie tego, czy przystępować do ogłoszonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju.
Wszystko dlatego, że Nawrocki będzie przebywać w Davos do czwartku włącznie, a międzyczasie może tam dojść do jego spotkania z Donaldem Trumpem. A amerykański przywódca oczekuje, że zaproszeni do Rady (około 60 przywódców, z czego kilkunastu już odpowiedziało pozytywnie) właśnie na trwającym szczycie udzieli mu odpowiedzi. Przy czym Trump kiepsko znosi odpowiedź odmowną - takiej udzielił mu już prezydent Francji Emmanuel Macron, a w odpowiedzi Trump zagroził wprowadzeniem 200-proc. ceł na francuskie wina i szampany.
- Wysłaliśmy prośbę do MSZ jeszcze w poniedziałek po południu. To niepoważne, że resort nie jest w stanie w tak kluczowej sprawie przeanalizować sprawy i udzielić odpowiedzi - słyszymy z otoczenia Karola Nawrockiego.
Obawa jest taka, że gdy Trump będzie oczekiwać odpowiedzi od polskiego prezydenta, ten nie będzie w stanie jej udzielić w sposób wiążący, powołując się na stanowisko MSZ.
W samym resorcie nieoficjalnie słyszymy jedynie zapewnienia, że analizy trwają i że opinia w końcu będzie.
- Mówimy o nowym międzynarodowym gremium, potencjalnej konieczności ratyfikacji polskiej obecności w nim oraz zobowiązaniach finansowych z tego wynikających, nie znamy wszystkich szczegółów funkcjonowania Rady. To są za poważne sprawy, by ocenić je w tak krótkim czasie, jak oczekuje Kancelaria Prezydenta - zwraca uwagę rozmówca z MSZ.
Polityczny klincz
Obie strony - Pałac i rząd - na razie trzymają się w szachu. Prezydent nie zajmuje, póki co, klarownego stanowiska w sprawie Rady Pokoju, oczekując na opinię rządu i nerwowo odliczając czas do ewentualnego spotkania z Trumpem w Davos. Rząd z kolei nie spieszy się z jej wydaniem, obawiając się, że Nawrocki wykorzysta opinię, by otwarcie przerzucić winę na obóz rządzący, gdyby przyszło odmówić Trumpowi. Z tego powodu, jak słyszymy, nie ma szans, by Pałac otrzymał odpowiedź z MSZ jeszcze w trakcie trwającego szczytu. Nie jest też powiedziane, że dostanie ją wkrótce po jego zakończeniu.
- Najpierw niech Nawrocki ustali, do czego i na jakich zasadach został zaproszony. Niech zrobi rozeznanie w Davos, zbierze wszystko do kupy i wyposaży MSZ w tę wiedzę. Wtedy dopiero będzie można taką opinię wydać - przekonuje rozmówca z koalicji rządzącej.
O tym, jak wygląda przeciąganie liny pomiędzy Pałacem a MSZ, świadczy korespondencja między nimi. MSZ początkowo twierdziło, że oficjalna prośba ze strony Pałacu o wydanie opinii wyszła dopiero we wtorek po godz. 11. To miało oznaczać, że prezydencki minister odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe Marcin Przydacz pospieszył się, mówiąc w poniedziałkowe popołudnie na konferencji prasowej, że prośba już została wysłana. Tylko że ze strony Pałacu słyszymy, że MSZ podaje nieprawdę, bo pierwszy raz prośbę o wydanie opinii przesłano w poniedziałek, tuż po godzinie 17.
Gdy zapytaliśmy o sprawę w MSZ, okazało się, że rzeczywiście tak było i doszło do nieporozumienia. - Pierwszy mail z Pałacu faktycznie wyszedł w poniedziałek po południu, tyle że został wysłany na sekretariat jednego z departamentów i został przeoczony - przyznaje rozmówca z resortu. Wskazuje jednak, że w ważnych sprawach wypracowane są też inne, bardziej bezpośrednie ścieżki kontaktu między MSZ a Pałacem. - Niestety tak się złożyło, że minister Sikorski i jego ludzie wracali akurat z Indii, więc kontakt był czasowo utrudniony - wskazuje rozmówca.
Gra na czas
Zdaniem Krzysztofa Szczuckiego z PiS, jakaś opinia, choćby "wstępna", z MSZ powinna wyjść, by zarysować kierunek dalszych rozważań. - Jeżeli Donald Trump proponuje podjęcie nawet wstępnych ustaleń na trwającym forum w Davos, to prezydent Nawrocki, chcąc współpracować z rządem, powinien mieć jakiś pogląd rządu w tej sprawie, by móc wypowiadać się w imieniu państwa polskiego - ocenia polityk. - Jeżeli tej opinii nie będzie, to nie dlatego, że MSZ potrzebuje nie wiadomo, jak wiele czasu, tylko nie będzie tej opinii celowo, bo być może resort nie będzie chciał wziąć odpowiedzialności za taką czy inną rekomendację. Prędzej czy później i tak będą musieli się ujawnić z jakąś opinią, dobrze by było, gdyby to stało się już teraz - dodaje Szczucki.
Krzysztof Paszyk z PSL uspokaja, że opinia w końcu będzie, a najważniejsze jest to, by i Pałac, i rząd trzymały wspólny front w tej sprawie. - Przede wszystkim jestem w ciężkim szoku, jeśli chodzi o gorliwość Pałacu Prezydenta w kontekście opinii od MSZ. Z pewnością resort prezydentowi właściwie rekomendacje przekaże, ważne, aby to było stanowisko wypracowane wspólnie, by nie było dwugłosu w Polsce wobec spraw dziejących się w przestrzeni międzynarodowej. Liczę na jakiś consensus i uzgodnienia w tej sprawie - mówi Paszyk.
W środę w Polskim Radiu rzecznik rządu Adam Szłapka potwierdził, że MSZ pracuje nad opinią, a prezydent i premier kontaktowali się bezpośrednio w tej sprawie. Nie wiadomo jednak, jakie są efekty tej rozmowy. Podkreślił jednak, że "tu nie jest wskazany pośpiech" i że sprawa będzie zapewne poruszona na czwartkowym posiedzeniu Rady Europejskiej z udziałem premiera. - To właśnie tam Donald Tusk namawia liderów europejskich do wykazywania większej asertywności względem Trumpa - zwraca uwagę nasz rozmówca z rządu.
Kontrowersyjna Rada
Rada Pokoju, którą prezydent USA chce powołać, ma teoretycznie dotyczyć stabilizowania i monitorowania sytuacji w Strefie Gazy, jednak w praktyce może być próbą budowania przez Trumpa alternatywy dla ONZ, którą amerykański prezydent mocno krytykuje. Trump chce też sobie przyznać nieograniczone uprawnienia jako zwierzchnik Rady Pokoju (w tym dożywotnią kadencję) i zapewnić dominację amerykańskich polityków w jej gremiach decyzyjnych. Kontrowersje budzi też oczekiwany miliard dolarów "wpisowego" od krajów, które będą zainteresowane dołączeniem do Rady w roli stałego członka.
Póki co, reakcje są mieszane. Z jednej strony są takie kraje jak Francja, Norwegia czy Szwecja już powiedziały Trumpowi "nie", z drugiej pojawiają się pierwsi chętni - to m.in. Izrael, Węgry, Argentyna, Armenia czy Azerbejdżan. Gotowość do dołączenia inicjatywy wyraził też białoruski przywódca Aleksandr Łukaszenka, podobne sygnały wysyła Kanada, choć z zastrzeżeniem, że nie zamierza płacić za ewentualne członkostwo. Przedstawiciele Białego Domu poinformowali, że zaproszenie do Rady przyjęli liderzy 35 zaproszonych państw (zaproszenia otrzymało ok. 60 krajów).
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl