Nagły zwrot na linii MSZ-Pałac. Jest opinia, której domagał się Nawrocki. Ale nie taka, jakiej oczekiwał
Resort spraw zagranicznych udzielił Pałacowi Prezydenckiemu odpowiedzi dotyczącej naszego ewentualnego przystąpienia do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Problem w tym, że - jak wynika z naszych ustaleń - Karol Nawrocki nie miał z niej żadnego użytku przy spotkaniu z amerykańskim przywódcą.
Wcześniej nasze rządowe źródła przekonywały, że zdecydowano się nie ułatwiać życia Nawrockiemu i postanowiono odwlekać odpowiedź na prośbę jego Kancelarii, by MSZ wydał opinię dotyczącą Rady i tego, czy powinniśmy do niej przystąpić. Rządzący mieli dojść do wniosku, że prezydent chce mieć w ręku papier, który pozwoli mu obarczyć winą rząd za ewentualną negatywną odpowiedź dla Donalda Trumpa. Jednocześnie Pałac miał wywierać presję, by opinia była gotowa, zanim dojdzie do spotkania obu głów państwa na szczycie w Davos.
Taktyka polskiego MSZ uległa zmianie
Jak informuje rzecznik resortu Maciej Wewiór na platformie X, wczoraj po południu udzielono odpowiedzi Kancelarii Prezydenta. Rzecz w tym, że - jak ustaliliśmy - z tej informacji nie wynika właściwie nic, co Karol Nawrocki mógłby wykorzystać w odbytej już rozmowie z Trumpem.
Jak słyszymy, opinia jest dość zwięzła i niczego nie przesądza w kontekście tego, czy powinniśmy do Rady Pokoju przystąpić, czy nie albo jeśli przystąpić, to czy warto postawić jakieś własne warunki. Opinia raczej sprowadza się do stwierdzenia ogólnie znanych faktów, że mowa o nowym gremium międzynarodowym, na przystąpienie, do którego konieczna jest zgoda Rady Ministrów oraz że sprawa jest na tyle poważna, że wymaga dalszych, pogłębionych analiz.
- Dalej stoimy na stanowisku, że nie ma co wychodzić w tej sprawie przed szereg, a Karol Nawrocki nie powinien składać tu żadnych wiążących deklaracji. Oczekujemy za to, że prezydent pozyska więcej szczegółów na temat planowanej przez Donalda Trumpa inicjatywy, co pomoże w podjęciu decyzji - słyszymy w MSZ.
Alternatywa dla ONZ?
Rada Pokoju, którą prezydent USA chce powołać, ma teoretycznie dotyczyć stabilizowania i monitorowania sytuacji w Strefie Gazy, jednak w praktyce może być próbą budowania przez Trumpa alternatywy dla ONZ, którą amerykański prezydent mocno krytykuje. Trump chce też sobie przyznać nieograniczone uprawnienia jako zwierzchnik Rady Pokoju (w tym dożywotnią kadencję) i zapewnić dominację amerykańskich polityków w jej gremiach decyzyjnych.
Kontrowersje budzi też oczekiwany miliard dolarów "wpisowego" od krajów, które będą zainteresowane dołączeniem do Rady. Póki co, reakcje są mieszane. Z jednej strony są takie kraje jak Francja, Norwegia czy Szwecja już powiedziały Trumpowi "nie", z drugiej pojawiają się pierwsi chętni - to m.in. Izrael, Węgry, Argentyna, Armenia czy Azerbejdżan. Gotowość do dołączenia inicjatywy wyraził białoruski przywódca Alaksandr Łukaszenka, podobne sygnały wysyła Kanada, choć z zastrzeżeniem, że nie zamierza płacić za ewentualne członkostwo.
Przedstawiciele Białego Domu poinformowali, że zaproszenie do Rady przyjęli liderzy 35 zaproszonych państw (zaproszenia otrzymało ok. 60 krajów).
Póki co, nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami prezydenta.
Tomasz Żółciak, dziennikarz wp.pl i money.pl