Mieli pobić osadzonego. Kontrowersje wokół oskarżeń strażników
Funkcjonariusze z warszawskiego Aresztu Śledczego na Służewcu zostali oskarżeni o brutalne pobicie jednego z osadzonych, do którego miało dojść podczas kontroli osobistej. W rozmowie z "Faktem" sami strażnicy zaprzeczają tej wersji wydarzeń i przekazują, że mieli paść ofiarą intrygi osadzonego, który wolał przebywać w szpitalu niż w areszcie. - Ten człowiek po prostu chciał nam zniszczyć życie i karierę zawodową - mówili.
Rafał M. w lutym 2024 r. został deportowany z Holandii do Polski. Miał do odsiadki 99 dni zasądzonych przez sąd. Mężczyzna z powodu podjętej wcześniej, jeszcze w pomieszczeniach Straży Granicznej na lotnisku Okęcie, próby samobójczej, trafił do szpitala na specjalistyczne badania. W areszcie śledczym na Służewcu trafił do celi monitorowanej 24 godziny na dobę.
Jak podaje "Fakt", Rafał M. miał od początku przysparzać problemów strażnikom, m.in. chowając się w celi w miejscach niewidocznych dla kamer. Jeden z funkcjonariuszy przekazał dziennikowi, że w pewnym momencie "osadzony groził, że się potnie". W związku z tym zapadła decyzja o natychmiastowej kontroli celi, a Rafała M. skierowano do rewizji osobistej. Według strażników cała procedura "przebiegała standardowo". - Chcieliśmy sprawdzić, czy osadzony nie ma przy sobie niebezpiecznych przedmiotów. W trakcie przeszukania zachowywał się opieszale, ale nie stawiał oporu - mówili funkcjonariusze.
Wówczas zauważono na ciele osadzonego zasinienia na plecach i nodze, nie było jednak widać innych obrażeń. - Uznaliśmy, że mogły powstać podczas wcześniejszej próby samobójczej. Po sprawdzeniu osadzony normalnie wyszedł z pomieszczenia i udał się w stronę celi. Nie zgłaszał bólu ani problemów z poruszaniem się. Nie doszło do żadnego podejrzanego incydentu, nikt go nie bił, co jest uwiecznione na nagraniach z kamer - przekazywali strażnicy w rozmowie z dziennikiem.
Niedługo po kontroli Rafał M. zaczął jednak wspominać o dolegliwościach bólowych, nie mówił jednak o pobiciu, do którego według niego miało dojść w pomieszczeniu do kontroli osobistej. - Następnego dnia w celi pojawił się dyrektor aresztu wraz z funkcjonariuszką i zapytał, czy złożę zeznania przeciwko funkcjonariuszom. Opisałem przebieg zajścia, a potem zostałem zabrany do lekarza i na SOR szpitala - mówił Rafał M. W czasie transportu ze szpitala do aresztu mężczyzna podjął kolejną próbę samobójczą. Został przewieziony do szpitala w Tworkach.
Strażnicy: Nie mieliśmy z nim żadnego konfliktu
Wskutek zgłoszenia incydentu o rzekomym pobiciu, pojawiła się kontrola z Okręgowego Inspektoratu, a wobec funkcjonariuszy wszczęto postępowanie dyscyplinarne, które zostało zawieszone do czasu zakończenia śledztwa. - Nie mieliśmy z nim żadnego konfliktu. Mówił jedynie, że "będzie robił problemy", jeśli nie dostanie papierosów i leków - mówił jeden z oskarżonych strażników. "Fakt", odwołując się do opinii psychiatrycznej, podaje, że Rafał M. miał wykazywać zachowania autoagresywne i chciał, żeby jego prośby były realizowane natychmiast.
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów zdecydowała jednak o umorzeniu śledztwa przeciwko strażnikom z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa.
- Zgodnie z treścią art. 17 par. 1 pkt 1 in fine k.p.k., nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia - wyjaśnił cytowany przez portal prokurator Michał Zduńczyk.
Odnosząc się do całej sprawy, przekazał, że "nie jest możliwe uznanie, że do pobicia pokrzywdzonego doszło i że to podejrzani mieli się tego dopuścić". - Mając na uwadze powyższe, niniejsze postępowanie należało umorzyć wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa - dodał.
Źródło: Fakt