"Ludzie płonęli żywcem". Dramatyczna relacja ze Szwajcarii
Pożar w kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii został wywołany przez zimne ognie umieszczone na butelkach szampana - twierdzą świadkowie, którzy uciekli z płonącego baru - podaje gazeta "Blick". - Ludzie płonęli żywcem - mówi 32-latek, który był na miejscu.
- Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar – powiedział jeden ze świadków w telewizji BFM.
- Jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera, a butelka i iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu – wyjaśnił drugi.
- Gdy zapalił się sufit, w ciągu około dziesięciu sekund cały klub nocny stanął w płomieniach – powiedziała jedna z obecnych na miejscu osób. - Wszyscy wybiegliśmy z krzykiem, a kiedy się odwróciliśmy, zobaczyliśmy płomienie - dodała.
Obaj świadkowie ocenili, że w lokalu przebywało co najmniej 200 osób. Stwierdzili, że straż pożarna i policja przybyły na miejsce zdarzenia "w ciągu kilku minut".
"Ludzie płonęli żywcem". Pożar w Crans-Montana
Dramatyczne chwile opisuje także 32-letni Leandre, który jako jeden z pierwszych pojawił się na miejscu. W rozmowie z gazetą "Blick" powiedział, że ludzie w środku "płonęli żywcem".
- Robiliśmy co mogliśmy, żeby ratować ludzi - relacjonuje. - Panował ogromny chaos, służby były przeciążone - dodaje.
Mężczyzna mówi, że słychać było co najmniej jedną "małą" eksplozję a wszystko wyglądało jak "ucieczka z piekła".
Pożar w kurorcie narciarskim Crans-Montana w kantonie Valais wybuchł w nocy ze środy na czwartek. Jego przyczyna nie została potwierdzona, ale prokuratorka generalna regionu Beatrice Pilloud zaznaczyła, że wyklucza zamach terrorystyczny. W pożarze zginęło kilkadziesiąt osób, a około 100 zostało rannych.
Źródło: PAP/BFM/"Blick"