Kto zastąpiłby Łukaszenkę? Po głośnym wypadku kilka scenariuszy
Jedno niepozorne zdarzenie podczas meczu hokejowego – kontuzja sędziwego już Alaksandra Łukaszenki – stało się katalizatorem dyskusji o kruchości białoruskiej dyktatury.
Jak czytamy w "Rzeczpospolitej" incydent zwrócił uwagę na fundamentalną prawdę: system zbudowany na jednej osobie jest niebezpiecznie niestabilny, a Białoruś jest w zaskakujący sposób nieprzygotowana na nagłe odejście swojego autorytarnego lidera.
Dyktator na lodzie. Więcej niż kontuzja
27 grudnia drużyna hokejowa Łukaszenki zmierzyła się z zespołem z Brześcia. Choć mecz mógł przejść niezauważony, fakt, że 71-letni Alaksandr Łukaszenka, który w ostatnich latach znacznie przybrał na wadze, doznał kontuzji pleców, nabrał symbolicznego znaczenia.
Jak opisuje "Rzeczpospolita", dyktator od dawna zmaga się z widocznymi problemami z poruszaniem, a nawet proste czynności, jak zawiązanie łyżew, sprawiają mu trudność. Propaganda usiłuje podtrzymać mit wiecznego twardziela, ale coraz trudniej ukryć postępującą fizyczną dekompozycję.
Ryzyko braku następcy
Reżim Łukaszenki jest klasyczną dyktaturą personalistyczną, gdzie cała władza i stabilność systemu opierają się na jednej osobie. Brak wyraźnego następcy, niejasne procedury sukcesji i wszechobecna lojalność wobec dyktatora sprawiają, że jego nagłe zniknięcie mogłoby pogrążyć kraj w chaosie.
Scenariusze po Łukaszence
Jednym ze scenariuszy jest "aksamitna" sukcesja zorganizowana przez Moskwę, która z pewnością dążyłaby do instalacji swojego człowieka, lojalnego i posłusznego Kremlowi. Aparat państwowy Białorusi, złożony z prokuratorów, sędziów, urzędników i wojskowych, jest już głęboko związany z Rosją, co ułatwiłoby taką operację.
Alternatywnym, lecz mniej prawdopodobnym scenariuszem jest masowy protest i próba przejęcia władzy przez demokratyczną opozycję. Jednak opozycja na emigracji, podzielona i pozbawiona realnego wpływu w kraju, wydaje się być zbyt słaba, by skutecznie wypełnić próżnię władzy.
Międzynarodowe milczenie i brak strategii
Niepokojący jest również brak jasnej strategii ze strony mocarstw zachodnich, w tym USA i UE. Nikt, zdaje się, nie jest przygotowany na nagły upadek reżimu, a to tylko zwiększa ryzyko niekontrolowanego rozwoju wydarzeń.
Źródło: Rzeczpospolita