Niemcy, tak jak cała Europa Zachodnia, przeżywają gwałtowny kryzys religijności. Pustoszeją parafie, spada liczba powołań. W ubiegłym roku wyświęcono w Niemczech zaledwie 161 księży (15 lat wcześniej było ich 366). Według obliczeń niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" na 13 tysięcy istniejących parafii przypada zaledwie dziewięć tysięcy czynnych księży, a średnia ich wieku to 60 lat.
Niemiecki episkopat woła o ratunek do Watykanu. Podczas dorocznego Dnia Katolików, który w ubiegłym tygodniu zgromadził w Ulm 25 tysięcy ludzi, grupa reformatorów wystąpiła z żądaniem, by rozluźnić przepisy kościelne i dopuścić świeckich do sprawowania posługi kapłańskiej, w tym do udzielania sakramentów. Postulaty te stoją w całkowitej sprzeczności z wydanym w kwietniu dokumentem papieskim, w którym Jan Paweł II stanowczo piętnuje podobne praktyki jako "nadużycia liturgiczne".
Na razie Niemcom musi więc wystarczyć "import" księży. A Polska to od lat naturalny "eksporter" duchownych. Już dziś w Niemczech pracuje prawie pół tysiąca polskich księży, z tego 350 wśród niemieckich wiernych. - Kościół musi dzielić się tym, co ma - tłumaczy ksiądz Stanisław Budyń, rektor Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech. - A my mamy niezłą teologię i dużo kapłanów.
KSIĘŻA SIĘ NIE PCHAJĄ
Jak znaleźć pracę w niemieckiej parafii? Proces rekrutacyjny zaczyna się od biskupa niemieckiego, który wysyła do Polski prośbę o przysłanie kilku księży. Następnie polski biskup ogłasza w swojej diecezji ,ofertę pracy" i czeka na chętnych. Zainteresowanie jest umiarkowane. - Nie można powiedzieć, żeby księża się ,pchali" - mówi ksiądz Józef Pawliczek, kanclerz katowickiej kurii.
Wybrany kandydat składa wniosek o pozwolenie na pracę w Niemczech. Do wniosku wizowego dołącza zgodę na wyjazd od biskupa i Konferencji Episkopatu Polski oraz deklarację przyjęcia do pracy ze strony niemieckiej. Potem mieszczące się w Kolonii centralne biuro pośrednictwa pracy dla cudzoziemców sprawdza w docelowej kurii, czy ta rzeczywiście potrzebuje księdza z zagranicy, zawiadamia też rejonowy urząd pracy, który wydaje zgodę na zarobkowanie naszego duchownego.
Ostatnie słowo należy do biskupa w Niemczech. To on będzie co miesiąc płacił księdzu pensję - po podatkach około tysiąca euro (w Polsce w zależności od regionu księża otrzymują od dwóch do czterech tysięcy złotych). Duchowny musi się z tego wyżywić, opłacić telefony i - jeśli ma - samochód. Jak każdemu pracownikowi w Niemczech przysługuje mu też pełna ochrona socjalna.
GOETHE NIE WYSTARCZY
Polscy księża są w Niemczech poszukiwani zarówno do polskich, jak i niemieckich parafii. Przed wyjazdem warto więc określić swoje preferencje. - Polonia szuka tego, za czym tęskni - tłumaczy ksiądz Ryszard Głowacki z Brunszwiku. - Chcą mieć takiego księdza, jakiego co niedzielę widywali w kraju.
Jeśli chodzi o chętnych do ewangelizowania Niemców, sprawa jest już bardziej skomplikowana. Kontakt z wiernymi znacznie ułatwia odpowiednie nazwisko. Najlepiej swojskie, czyli niemieckie. Przed 1989 rokiem niemieckie pochodzenie praktycznie gwarantowało znalezienie pracy w niemieckiej parafii. Dziś nie ma ono już takiej wagi, ale ciągle jest brane pod uwagę. - Niektórzy mają już w Niemczech rodziny, więc chętnie wyjeżdżają - mówi ksiądz Zbigniew Zalewski, szef opolskiego "Gościa Niedzielnego".
Tak jak w wypadku innych Polaków emigrujących za pracą w głąb Unii, gołe studia nie wystarczą i warto pochwalić się czymś jeszcze. - Dobrze, jeśli ksiądz studiował wcześniej w Niemczech - mówi ksiądz Andrzej Mittmann, od dziewięciu lat za granicą, najpierw w Holandii, teraz w niemieckim Erfurcie. - Taki ksiądz zna niemiecką terminologię teologiczną i umie wczuć się w miejscową kulturę. - Nie wystarczy znać dzieł Goethego, Mannów czy Kafki, by dobrze mówić do niemieckich wiernych - uważa z kolei ksiądz Budyń. Znajomość niemieckiej literatury teologicznej to oczywiście podstawa. - Jeśli ksiądz nie zna miejscowej kultury, powinien być na nią przynajmniej otwarty - dodaje Mittmann.
Przy wyborze niemieckiej diecezji nie można też zapominać o regionalnej specyfice. Na przykład w północnych landach trzeba być przygotowanym na częste kontakty ekumeniczne z ewangelikami. W Bawarii już niekoniecznie.
W kwestii poziomu znajomości niemieckiego zdania są podzielone. - Po niemiecku trzeba mówić tak jak w języku ojczystym - mówi ksiądz Alfons Skowronek, profesor teologii. - Gdy ksiądz będzie kaleczył kazanie, wierni popatrzą po sobie znacząco i więcej nie przyjdą. Brałem udział w mszy odprawianej przez jakiegoś ciemnoskórego księdza. Czytał kazanie z kartki, a mimo to Niemcy nie mogli nic zrozumieć.
Jeśli polski ksiądz w rubryce "niemiecki" nie może wpisać ,perfekt", musi nastawić się na kursy językowe na miejscu i liczyć na wyrozumiałość wiernych. - Po przyjeździe do Holandii w 1995 roku mój holenderski był "nul", czyli zero - śmieje się ksiądz Mittmann. Zanim pozwolono mu tam wygłosić pierwsze kazanie, przeszedł ośmiomiesięczny kurs językowy. - Najważniejsze, żeby ludzie słyszeli postęp. Jeśli język kapłana nie będzie się poprawiał, grozi to zniechęceniem wiernych.
OSTROŻNIE Z MARYJĄ
Kluczowa jest też znajomość mentalności niemieckich katolików i klimatu duszpasterskiego. - Błędem niektórych polskich księży są próby zaszczepienia w Niemczech kultu maryjnego w polskim wydaniu - ostrzega Skowronek. Trzeba być też przygotowanym na to, że ksiądz rzadziej niż w Polsce będzie prowadził lekcje religii w szkole. - W tutejszych parafiach odbywa się za to bardzo dużo spotkań grup świeckich, na przykład seniorów czy młodych - tłumaczy rektor Budyń. - A na każdym z tych spotkań musi być ksiądz.
Duchowni z Polski muszą też być świadomi innego statusu niemieckich parafii - w Niemczech określa się je mianem ,urzędu parafialnego". Ksiądz zarządza parafią we współpracy ze świeckimi. Wywierają oni rzeczywisty wpływ na sprawy finansowe i życie religijne wspólnoty. - Są księża, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić - mówi ksiądz Budyń.
Ksiądz Andrzej Mittmann uważa, że w porównaniu z Holendrami Niemcy i tak są konserwatywni. Wspomina, jak w Holandii grupka wiernych zażądała, aby podczas mszy za duszę zmarłego piłkarza na ołtarzu znalazły się się jego buty, koszulka i piłka. - Trzeba było pójść na kompromis - opowiada Mittmann. - W końcu strój piłkarski znalazł się u stóp ołtarza.
O ile więc formalności związane z wyjazdem do niemieckiej parafii są stosunkowo niewielkie, o tyle wymagania stawiane kandydatom - ogromne. A okresy przejściowe w dostępie do niemieckiego rynku pracy? Księży nie dotyczą. - Jak go biskup niemiecki przyjmie, to ksiądz po prostu ma pracę - mówi ksiądz Zalewski. - U nas nie ma bezrobocia.
RAFAŁ MADAJCZAK
NA NIEMIECKIEJ PLEBANII
- Około 100 polskich duchownych ma długookresowe pozwolenia na pracę w Niemczech. Zajmują się oni głównie duszpasterstwem Polonii. Mogą pracować w Niemczech 10, 15, a niektórzy nawet 25 lat. Pobyt tych księży jest regulowany porozumieniem między episkopatami Polski i Niemiec;
- Około 350 polskich księży pracuje w Niemczech na podstawie cztero- do ośmioletnich zezwoleń. Są to głównie tak zwani "kapłani gościnni" (Gastpriester), którzy zastępują brakujących księży w zwykłych niemieckich parafiach. Warunki ich pracy określa indywidualnie każda zapraszajaca diecezja.