Karol "Weto" Nawrocki. Prezydent ma konkretny cel [OPINIA]
Kadencja Karola Nawrockiego ledwo się rozpoczęła, a już wiadomo, że będzie on tą głową państwa, która zastosuje w czasie sprawowania przez siebie urzędu największą liczbę wet. Warto zadać sobie dwa pytania: po co to robi i jakie będą tego konsekwencje? - pisze w opinii dla WP Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
W ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że Jarosław Kaczyński praktycznie zniknął z polskiej polityki, a główny spór toczy się na linii kancelaria premiera-kancelaria prezydenta. To tu najczęściej iskrzy oraz dochodzi do ostrej wymiany zdań i "uprzejmości". To Donald Tusk i Karol Nawrocki są dzisiaj protagonistami rodzimej rzeczywistości społecznej. W tle tego sporu pozostają inni gracze, także prezes PiS.
Czemu Nawrocki ciągle wetuje ustawy?
I o to właśnie w tym wszystkim chodzi! W zgodzie z zasadą, którą wymyśliłem przed laty, w polityce gdzie dwóch się bije, tam trzeci traci. Bijący się ogniskują na sobie uwagę mediów, a tym samym wyborców, i siłą rzeczy spychają w cień pozostałych walczących o zainteresowanie. Taka "ustawka" opłaca się zatem obu przeciwnikom, natomiast jest śmiertelnym zagrożeniem dla innych podmiotów obecnych na scenie politycznej.
"Zachód nas zdradzi". Skąd się wzięło to przekonanie u Polaków?
I z taki procesem mamy obecnie do czynienia – ważni są Tusk i Nawrocki, a reszta odgrywa role biernych widzów tego starcia gigantów. Odpowiedź zatem na pytanie o to, po co prezydent wetuje aż tyle ustaw uchwalanych przez koalicję 15 października, brzmi następująco: bo go to buduje. Zwłaszcza kosztem Kaczyńskiego.
Weta Nawrockiego. Co będzie dalej?
Przejdźmy zatem do drugiego pytania sformułowanego na początku: jakie mogą być tego konsekwencje? Pierwsza jest nieoczywista – dostarczenie obecnemu obozowi rządzącemu powodów do pozostania u władzy. Dlaczego?
Bo za dwa lata, w czasie kampanii poprzedzającej najbliższe wybory parlamentarne, Tusk i jego ludzie będą mogli tłumaczyć "niedowiezienie" wielu obietnic z 2023 roku właśnie obstrukcją ze strony głowy państwa. Idealne alibi! Liderzy KO, PSL czy Lewicy dostają usprawiedliwienie do niespełnienia wszystkich postulatów przedstawianych przez nich dwa lata temu. Mało zrobiliśmy, bo pisowski prezydent wetował nam już uchwalone ustawy – tak właśnie będą mogli argumentować w czekającej nas w 2027 roku kampanii do Sejmu i Senatu. To zaś może ułatwić im pozostanie u władzy!
Czy prezydent tego nie rozumie? Pewnie rozumie, ale wcale nie musi mu to przeszkadzać (i to drugi powód, dla którego to robi). Brzmi paradoksalnie? Tylko na pierwszy rzut oka. Bo co się stanie, jeśli rzeczywiście za dwa lata Tusk pozostanie u władzy? Kogo będzie to wina? Bohaterskiego prezydenta, który walczył z nim jak lew czy też może…nieudolnego prezesa PiS, który - mimo że ma takiego wspaniałego sojusznika w Belwederze - po raz kolejny dał się pokonać "niemiecko-brukselskiemu nominatowi"? No właśnie!
Nawrocki może grać na porażkę PiS w 2027 roku, bo to wcale nie obniża jego szans na reelekcję trzy lata później, a może nawet je zwiększa. Wszak wówczas będzie startował przeciwko kandydatowi obozu, który w 2030 roku będzie u władzy już siódmy rok. Poza tym zwycięstwo KO da mu pretekst do wypowiedzenia posłuszeństwa Kaczyńskiemu i stanięcia już formalnie na czele polskiej prawicy! Dziś musi dzielić się władzą w tej części polskiej sceny politycznej z prezesem PiS (o dwóch Konfederacjach nie wspominając), ale gdyby rzeczywiście Tusk pozostał u władzy na drugą kadencję, dałoby to pretekst prezydentowi do obarczenia winą za ten fakt starzejącego się Kaczyńskiego i objęcia samodzielnego rządu dusz na prawicy.
Teraz nie może tego zrobić, bo byłby okrzyknięty zdrajcą i to jego by obciążono odpowiedzialnością za klęskę PiS w 2027 roku. Ale gdyby koalicja 15 października pozostała u władzy na drugą kadencję, będzie mógł z czystym sercem i mocnymi "papierami" zdetronizować Kaczyńskiego i stanąć na czele całego obozu prawicowego.
Tak zatem wyglądają odpowiedzi na pytania o to, po co Nawrocki nadużywa wet oraz jakie mogą być tego faktu polityczne konsekwencje. Ciekawe, prawda?
Dla Wirtualnej Polski Marek Migalski
Marek Migalski jest politologiem, prof. Uniwersytetu Śląskiego, byłym europosłem (2009-2014), wydał m.in. książki: "Koniec demokracji", "Parlament Antyeuropejski", "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja. Polska w latach 2005-2010", "Nieludzki ustrój", "Mgła emocje paradoksy", "Naród urojony".