Kadyrow zaprzecza wysyłaniu poborowych. Jednak tylko po rosyjsku
Przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow po raz kolejny wywołał kontrowersje. Choć oficjalnie zaprzeczył, by czeczeńscy poborowi byli wysyłani na front, w ojczystym języku przekazał zupełnie inny komunikat. Jak ustaliły niezależne media, polityk wezwał rodziców, by ci cieszyli się z udziału swoich dzieci w "świętej wojnie".
Do zaskakującej sytuacji doszło podczas ostatniej transmisji na żywo z udziałem czeczeńskiego lidera. Kadyrow został zapytany wprost, czy miejscowi poborowi są rekrutowani na tzw. specjalną operację wojskową (jak propaganda Kremla nazywa inwazję na Ukrainę).
Odpowiadając w języku rosyjskim, Kadyrow kategorycznie zaprzeczył. Nazwał te doniesienia "absolutną bzdurą". Aby uwiarygodnić swoją wypowiedź, poprosił nawet o potwierdzenie tego faktu obecnego na miejscu komisarza wojskowego republiki Rusłana Numachadżyjewa.
Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie, gdy Kadyrow przeszedł na język czeczeński i udzielił bardziej szczegółowego komentarza.
Oficjalne tłumaczenie a rzeczywistość
Propagandowa telewizja TV Grozny przedstawiła wypowiedź swojego lidera w łagodniejszym tonie. Według oficjalnego tłumaczenia na antenie, słowa Kadyrowa miały oznaczać, że rodzice powinni cieszyć się z wysyłania swoich synów na wojnę, ponieważ "nie ma nic ważniejszego niż obrona Ojczyzny".
Dziennikarze niezależnego portalu Wierstka odkryli jednak, że w tłumaczeniu doszło do znaczącej manipulacji. W oryginale czeczeński przywódca użył zupełnie innego sformułowania, nadającego wypowiedzi charakter religijny, a nie patriotyczny.
Według ustaleń portalu, Kadyrow wcale nie mówił o "obronie Ojczyzny". Stwierdził raczej, że "nie ma nic cenniejszego niż możliwość udziału w ghazawacie (dżihadzie)" i wezwał rodziców, aby byli z tego dumni.
Źródło: Biełsat