Jeździł autem po zamarzniętym stawie. Samochód utonął
Policja ustaliła tożsamość kierowcy, który kilka dni temu wjechał autem na zamarznięty staw w Wodzisławiu Śląskim. Jego działania skończyły się załamaniem lodu i zatonięciem pojazdu. Do sieci trafiło wideo nagrane i opublikowane przez jego znajomego.
Do niebezpiecznej sytuacji doszło w minioną sobotę na prywatnym stawie przy ul. Młodzieżowej. Funkcjonariusze dowiedzieli się o sprawie po tym, jak w niedzielę natrafili na udostępnione w internecie nagranie przedstawiające samochód jeżdżący po zamarzniętym zbiorniku. We wtorek zamieszczono je na stronie śląskiej policji.
Jak przekazała aspirant sztabowy Małgorzata Koniarska z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim, "były głosy, że filmik został stworzony za pomocą sztucznej inteligencji". - Jednak postanowiliśmy sprawdzić, czy nagranie jest autentyczne - podkreśliła.
Wjechał samochodem na zamarznięty staw. Kolega nagrał film
Policjantka zwróciła uwagę, że na zamarzniętym zbiorniku nie było ewidentnych śladów kół samochodowych, jednak kiedy na miejsce skierowano strażaków, znaleźli oni zatopione auto.
Dzięki tablicy rejestracyjnej widocznej na nagraniu, funkcjonariuszom udało się znaleźć w systemach informatycznych dane właściciela auta. Okazało się, że niedawno je sprzedał, w końcu dotarli do obecnego właściciela i do autora nagrania, który specjalnie założył konto na platformie internetowej, by zamieścić tam filmik.
Jeździł po zamarzniętym stawie. Jego kolega nagrał wideo
- 45-letni mieszkaniec powiatu wodzisławskiego oraz 29-letni mieszkaniec Rybnika złożyli wyjaśnienia. Mężczyźni współpracowali ze śledczymi i wyjaśnili, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, bo liczyli, że pokrywa lodowa jest grubsza i nic złego się nie stanie - przekazała asp. szt. Koniarska, dodając, że "samochodem miał kierować starszy z mężczyzn, który opuścił pojazd, gdy ten zaczął tonąć".
Sprawa prowadzona jest pod kątem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Policja będzie też oceniała, czy nie doszło do naruszenia przepisów ustawy o ochronie środowiska i Kodeksu wykroczeń. Uczestnicy zajścia jak dotąd nie usłyszeli żadnych zarzutów. Dla policjantów na razie najważniejsze jest potwierdzenie, że nikogo nie było w zatopionym aucie. Nad jego wydobyciem ze stawu pracują strażacy.