Groźna choroba wykryta na Wyspach. Co wiadomo do tej pory?
Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego poinformowała o pięciu nowych przypadkach zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, wskutek czego ich liczba wzrosła do 20. Uniwersytet Kent wprowadza szczepienia dla studentów w odpowiedzi na zagrożenie.
Najważniejsze informacje:
- 20 przypadków zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych zostało potwierdzonych przez Brytyjską Agencję Bezpieczeństwa Zdrowotnego.
- Źródłem infekcji może być popularny lokal Club Chemistry w Canterbury.
- Uniwersytet Kent rozpoczął szczepienia wśród studentów, by zahamować rozprzestrzenianie się choroby.
Jak informuje Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego, doszło do wykrycia kolejnych pięciu przypadków zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Łączna liczba potwierdzonych zachorowań wzrosła do 20. Uniwersytet Kent zaczął oferować swoim studentom szczepienia, starając się opanować sytuację i zapewnić bezpieczeństwo.
Jakie są działania zapobiegawcze?
Premier Keir Starmer apeluje do osób, które przebywały w miejscach związanych z epidemią, takich jak lokal Club Chemistry w Canterbury, aby zgłosiły się po antybiotyki. Jak podała w środę UKHSA, pierwsze przypadki wykryto właśnie w Canterbury, a według danych agencji, sześć z nich jest wynikiem zakażenia meningokokami grupy B.
Ta grupa infekcji jest uznawana za rzadką, ale szczególnie niebezpieczną i potencjalnie śmiertelną. Do tej pory zmarły dwie osoby: 18-letnia licealistka i 21-letni student.
Czy sytuacja jest pod kontrolą?
W reakcji na sytuację, antybiotyki są podawane wszystkim, którzy przebywali w Club Chemistry w dniach 5-7 marca. Według właścicieli, w tym czasie lokal odwiedziło około 2 tys. osób. Minister zdrowia, Wes Streeting, ostrzega przed możliwością wzrostu liczby zachorowań, ale ocenia, że ryzyko dla całej populacji jest niewielkie.
- W normalnym roku spodziewalibyśmy się co najmniej 350 przypadków, to mniej więcej jeden dziennie - mówił w rozmowie z BBC.
Pomimo rosnącej liczby przypadków, Streeting stara się uspokoić opinię publiczną, jednocześnie wskazując, że Wielka Brytania może nie być jedynym ogniskiem epidemii. - Nie zdziwiłbym się na przykład, gdyby w różnych częściach kraju pojawiły się przypadki niezwiązane z tą konkretną epidemią w Canterbury - podsumował.