Europa obawia się szantażu Trumpa. Waszyngton może zagrać gazem
Europa już jedną czwartą gazu sprowadza z USA, a do 2030 r. ten udział może wzrosnąć do prawie połowy całkowitego zużycia - ostrzega we wtorek Politico. Analitycy i dyplomaci coraz bardziej widzą w tym nie szansę, ale zagrożenie ryzykowną zależnością geopolityczną. Zwłaszcza w dobie nieprzewidywalnej polityki Waszyngtonu.
Politico przypomina, że po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Unia Europejska drastycznie zmniejszyła import gazu z Rosji, przestawiając się na dostawy surowca ze Stanów Zjednoczonych. Teraz, gdy Donald Trump rozpoczął ryzykowną grę o Grenlandię, bezpieczeństwo energetyczne Europy znów stanęło pod znakiem zapytania.
Unia polega na amerykańskim gazie. Trump ma argument
Dziennikarze podkreślają, że ostatnie ruchy amerykańskiego przywódcy mogą prowadzić do zniszczenia NATO i pogrążenia transatlantyckich relacji w kryzysie. Dziś USA odpowiadają za ok. 27 proc. importu gazu do UE (wobec pięciu proc. w 2021 r.), dostarczając LNG przede wszystkim do Francji, Hiszpanii, Włoch, Holandii i Belgii. Duże wolumeny trafiają też do Wielkiej Brytanii. Wkrótce ten odsetek może wzrosnąć jednak do nawet 80 proc. całkowitego importu LNG.
Rosnące uzależnienie UE od importu amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego "stworzyło potencjalnie ryzykowną nową geopolityczną zależność", uważa Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka energetyczna w Instytucie Ekonomii Energetycznej i Analizy Finansowej.
Niepokój rośnie także wśród krajów członkowskich, a niektórzy dyplomaci UE obawiają się, że Trump wykorzysta swoją przewagę do realizacji celów polityki zagranicznej USA. W kuluarach słychać o sporym ryzyku odcięcia dostaw do Europy w następstwie najazdu na Grenlandię.
Europa "nie ma innej opcji"? Gaz z USA może być zagrożeniem
Unia formalnie stawia na dywersyfikację, redukcję popytu i OZE. Urzędnicy ostrzegają jednak, że w krótkim terminie jest to niemożliwe, biorąc pod uwagę, że globalne zasoby LNG ograniczają się do zaledwie kilku krajów. W tym samym czasie UE podpisuje kolejne umowy handlowe z USA. W planach są m.in. projekty infrastrukturalne łączące m.in. Maltę i Cypr z Europą kontynentalną.
Część polityków widzi wyjście w przyspieszeniu zielonej transformacji. Inni podkreślają, że przy obecnych cenach surowca UE trudno odrzucić tańsze dostawy z USA. Oficjalna linia jest jednak taka, że USA pozostają "strategicznym sojusznikiem i dostawcą".
- Zależność z pewnością istnieje, ale utknęliśmy tam, gdzie jesteśmy - powiedział Politico jeden z urzędników rządu europejskiego. - Naprawdę nie ma innej opcji - dodał.
Źródło: Politico