Dubaj atakowany. Władze zamiatają niebezpieczeństwo pod dywan
Seria irańskich ataków rakietowych i dronowych uderzyła w Dubaj i jego infrastrukturę. Mieszkańcy i turyści wyjeżdżają, linie lotnicze wstrzymują loty, a władze ostrzegają przed publikowaniem nagrań z ataków.
Najważniejsze informacje:
- W ostatnich tygodniach Iran miał wystrzelić 1,7 tys. pocisków w kierunku ZEA. W Dubaju doszło do eksplozji, uszkodzeń i przerw w lotach.
- Władze ścigają osoby publikujące filmy z ataków.
- Część ekspatów i turystów wyjeżdża, a niektóre biura i hotele doświadczyły skutków uderzeń.
Dubaj, dotąd reklamowany jako bezpieczne i podatkowo korzystne miejsce do życia, mierzy się z konsekwencjami serii ataków. Tylko w środę rano trzy potężne eksplozje miały wstrząsnąć miastem, a międzynarodowe lotnisko odnotowało uszkodzenia po uderzeniu dronów, gdzie cztery osoby zostały ranne.
W sferze biznesu pojawiły się zakłócenia: pracownicy zachodnich banków, w tym Standard Chartered i Citi, ewakuowali biura po groźbach dalszych ataków. Coraz więcej ludzi opuszcza miasto, co stanowi dla niego poważny problem. Dubaj opiera się na populacji przyjezdnych, którzy stanowią ok. 90 proc. mieszkańców, dlatego odpływ ludzi i ograniczenia w ruchu lotniczym uderzają w lokalne usługi i turystykę.
Jak wskazuje "Daily Mail", władze prowadzą kampanię informacyjną, podkreślając działanie obrony powietrznej i komunikaty o bezpieczeństwie, jednak część mieszkańców i gości decyduje się na wyjazd.
Władze zamiatają niebezpieczeństwo pod dywan
Władze w Dubaju reagują niezwykle ostro. Służby postawiły zarzuty 21 osobom za rozpowszechnianie nagrań z pociskami i eksplozjami. Policja ostrzegła, że publikacje mogące wywoływać panikę mogą skutkować karą do dwóch lat więzienia oraz grzywną w wysokości około 40 tys.
W sieci ostatnio pojawiły się jednak liczne wpisy twórców internetowych podkreślające bezpieczeństwo w emiracie. "Daily Mail" wskazuje, że eksperci podejrzewają płatną "propagandę".
Źródło: "Daily Mail"