Drugi front Trumpa: wojna z mediami [OPINIA]
W wizji Donalda Trumpa to nie media mają patrzeć władzy na ręce. To władze mają patrzeć na ręce mediom, by za bardzo nie odbiegały od "patriotycznej linii".
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Program specjalny stacji CNN poświęcony wojnie w Iranie. Trzy gwiazdy telewizji, Christine Amanpour, Fareed Zakaria i Wolf Blitzer, w nienagannie skrojonych mundurach US Army, przez godzinę zachwalają "specjalną operację wojskową" przeciwko reżimowi ajatollahów. Rozpływają się nad "strategicznym geniuszem" prezydenta Donalda Trumpa, oratorskimi gejzerami sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, dyplomatycznymi talentami Steve’a Witkoffa.
Swoje wypowiedzi gęsto przeplatają sformułowaniami typu "fully obliterated", "totally decapitated", "completely humiliated". Wszystkie zasoby wroga już zostały w 100 procentach zniszczone, a irańscy liderzy upokorzeni i "wyeliminowani".
Kuriozalne nagranie Białego Domu. "Mój Boże"
Przełączamy się na CBS News, gdzie Margaret Brennan, prowadząca słynne pasmo "Face the Nation", ostro przepytuje sekretarza stanu, Marca Rubio:
- Jak udało Wam się wygrać tę wojnę tak szybko?
- Szkołę w Minab zrównali z ziemią sami Irańczycy, prawda?
- Dlaczego nasi europejscy sojusznicy są tak bardzo niewdzięczni i nie chcą pomóc Ameryce?
Znów sięgamy po pilota. Mika Brzezinski (w uniformie U.S. Marine Corps) i Joe Scarborough (jako porucznik sił powietrznych) opowiadają o bohaterskich pilotach bombowców B-2, którzy przemierzają tysiące kilometrów, spędzając w swoich kokpitach bez odpoczynku 36 godzin i ratując cały świat przed zagładą z rąk islamskich terrorystów. Owszem, wywołują przy tym pewne perturbacje na rynkach surowców, które jednak będą na szczęście przejściowe i krótkotrwałe. Dzięki prezydentowi Trumpowi rzecz jasna.
Putin przetarł szlaki
Tak zapewne przywódca USA wyobraża sobie, jak powinny wyglądać idealne, wojenne relacje rodzimych mediów. I jak mają postępować "patriotyczne" kanały i gazety, w przeciwieństwie do tych "niepatriotycznych", które ośmielają się powątpiewać w słuszność decyzji Donalda Trumpa, bezczelnie powielają informacje o amerykańskich ofiarach i stratach w sprzęcie, a nawet - o zgrozo - pozwalają sobie na cytowanie irańskich oficjeli.
Gdyby Trump miał do dyspozycji pewne konstytucyjne narzędzia, dzięki którym mógłby zmusić CNN, CBS News lub MSNBC do "odpowiedniej" narracji, najpewniej by z nich skorzystał. Tak jak używa ich Władimir Putin, w krystalicznie demokratycznej i miłującej wolność słowa Rosji, gdzie wystarczy nazwać dziennikarza "zdrajcą", oskarżyć o działalność "antyrosyjską", aż w końcu wypalić na czole cyrylicą "Inostrannyj agient". Tak jak obdarowano tym mianem trzy dni temu… Ninę Chruszczową, prawnuczkę dawnego sowieckiego premiera i sekretarza generalnego KPZR, przez lata krytycznie wypowiadającą się na temat obecnych władz na Kremlu.
"Obcy agent". I sprawa załatwiona
Prezydent Trump równie ochoczo używa podobnej nomenklatury. "Media, które rozsiewają fake newsy, powinny zostać oskarżone o zdradę" - napisał w ub. niedzielę na swojej platformie Truth Social. Użył słowa "treason", które pojawia się w amerykańskiej konstytucji (Artykuł III). Najwyższą sankcją za zdradę, przewidzianą w kodeksie karnym USA, jest kara śmierci.
Podczas niedzielnej konferencji prasowej na pokładzie Air Force One jedna z dziennikarek indagowała prezydenta, czy zamierza wysłać w region Zatoki Perskiej oddział piechoty morskiej.
Na inne pytanie, tym razem zadane przez przedstawiciela ABC News, Trump po prostu nie odpowiedział: - Jaką organizację Pan reprezentuje? ABC? Najbardziej skorumpowane medium na tej planecie. Jesteście okropni. Nie chcę mieć już z wami więcej do czynienia.
Poza tym, według Trumpa, irańskie "drony-kamikadze" nie istnieją, bo "zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję", nie było też żadnych marszów żałobnych po śmierci Alego Chameneiego (także AI), a klipy wideo, pokazujące płonące tankowce zaatakowane irańskimi rakietami, to ordynarne "fejki".
W uniwersum Trumpa media są elementem machiny państwa i powinny podlegać tym samym regułom gry, co większość instytucji, na które prezydent USA ma mniejszy czy większy wpływ. Począwszy od Sądu Najwyższego, poprzez poszczególne departamenty w jego rządzie, a skończywszy na NASA, Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom czy Archiwach Państwowych. To nie media mają patrzeć władzy na ręce.
To władze mają patrzeć na ręce mediom, by za bardzo nie odbiegały od "patriotycznej linii". A gdy wierzgają, zawsze można im odebrać licencję (jak zagroził kilka dni temu Brendan Carr, szef Federal Communications Commission, z grubsza odpowiednika naszej KRRiT), wytoczyć proces na dziesiątki milionów dolarów, albo tak pokierować niektórymi biznesowymi transakcjami, by stacje TV, rozgłośnie radiowe czy portale trafiły do zaprzyjaźnionych oligarchów. Stosując polityczny szantaż, wywierając nieformalny nacisk tu i ówdzie, wydając lub nie wydając jakiejś zgody.
"Obcych agentów" należy za wszelką cenę usunąć z newsowego i publicystycznego krajobrazu. Rosjanie używają skrótu "Inoagient". Jak brzmiałoby to po angielsku? "Foragent"? Mam nadzieję, że wydawcy Oxford Dictionary nie będą musieli wkrótce wprowadzać do swoich opasłych tomów nowego neologizmu, gdzieś między "fool" a "forbidden".
Marek Magierowski