Dramat w Ustce. Są zdjęcia miejsca tragedii
Wszędzie pełno krwi, plomby policyjne na drzwiach i znicze przed blokiem - tak we wtorek wygląda budynek przy ulicy Bałtyckiej w Ustce, w którym doszło do rodzinnej tragedii.
Dramat w Ustce rozegrał się w poniedziałek około godziny 21.30. Prokuratura nie ujawnia jeszcze dokładnych okoliczności zdarzenia, ale wiadomo, że 44-letni funkcjonariusz SOP miał nożem zaatakować swoich członków rodziny.
Zginęła jego 4-letnia córeczka, a żona, syn, teściowie i on sam trafili do szpitala. Najmniej poszkodowany został syn mężczyzny, który został we wtorek wypisany do domu.
W środę podejrzanemu mają zostać przedstawione zarzuty. Czynności te mają być przeprowadzone po wykonaniu sekcji zwłok czterolatki. Prokurator Patryk Wegner z Prokuratury Okręgowej w Słupsku ujawnił też, że planowane jest przesłuchanie jednego z poszkodowanych członków rodziny, pod warunkiem, że na to pozwolą lekarze.
Kilkanaście godzin po tragedii w bloku przy ulicy Bałtyckiej w Ustce nadal trwają działania służb. Policjanci wraz z prokuraturą zabezpieczają ślady i prowadzą czynności w mieszkaniu.
Klatka schodowa wygląda jak po scenach z horroru. Krew jest na schodach, drzwiach. Mieszkanie zostało zaplombowane. Przed wejściem do budynku pojawiają się pierwsze znicze.
Kim był 44-letni funkcjonariusz SOP?
Jak nieoficjalnie ustalił Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, sprawca rodzinnej tragedii w Ustce to 44-letni funkcjonariusz SOP to Piotr K., który pracował w Zarządzie Pirotechników. W służbie był od dawna, w 2012 r. został odznaczony przez prezydenta Polski "Gwiazdą Iraku".
Z naszych ustaleń wynika, że razem z żoną i dziećmi pojechał do teściów na ferie do Ustki. Są małżeństwem od 2013 roku. Rodzina mieszkała w Warszawie.
W mediach społecznościowych rodzina wyglądała na szczęśliwą. Wspólne wyjazdy i wakacje – nie tylko w Polsce, ale także za granicą, spacery, randki, udział w akcjach charytatywnych. Na każdym zdjęciu Piotr K. sprawia wrażenie kochającego ojca i męża zadowolonego ze swojego życia.
Rzecznik prasowy SOP płk Bogusław Piórkowski powiedział z kolei, że zostanie wszczęta procedura mająca na celu wydalenie funkcjonariusza ze służby. Poinformował jednak, że mężczyzna nie zajmował się bezpośrednio ochroną osób. Miał on ważne badania okresowe, na które składają się także badania psychologiczne.