Doradca Trumpa uciekł prywatnym lotem. Zwykli obywatele uwięzieni
Biały Dom pomógł doradcy Donalda Trumpa oraz influencerce uciec z Bliskiego Wschodu na pokładzie wyczarterowanego odrzutowca. W tym samym czasie ponad milion obywateli USA pozostaje uwięzionych w regionie objętym wojną, a wielu z nich skarży się na brak realnej pomocy ze strony rządu.
Alex Bruesewitz (doradca z otoczenia Trumpa), były lobbysta Jay Footlik oraz Sarah Daither (znana w sieci z wyprowadzania psów) znaleźli się w sześcioosobowej grupie, której udało się uciec czarterowym lotem z regionu objętego paraliżem komunikacyjnym.
Bruesewitz, wykorzystując swoje kontakty w Białym Domu, pomógł zorganizować ewakuację lotniczą, mimo że wiele lotnisk w okolicy zostało zamkniętych, a ambasada USA początkowo nakazywała swojemu personelowi szukanie schronienia.
- To było z pewnością najbardziej szalone doświadczenie w moim życiu - powiedział Bruesewitz portalowi Politico po wylądowaniu w Grecji.
Czeka nas powtórka z Iraku? Ekpsertka: "Wszyscy się tego boją"
- Jestem wdzięczny wszystkim osobom, które odegrały rolę w wydostaniu nas z aktywnej strefy działań wojennych w bezpieczne miejsce. Nie mogę się doczekać powrotu do USA, najwspanialszego kraju na świecie - dodał doradca.
Na platformie X podziękował również premierowi Kataru za "wyjątkową pomoc" oraz Arabii Saudyjskiej za "zapewnienie najwyższej klasy bezpieczeństwa". "Ostatnie 72 godziny były całkowicie surrealistyczne. To było coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Irańskie pociski latały bezpośrednio nad moją głową" - napisał Bruesewitz.
Według portalu The Daily Beast wspomniana Sarah Daither, mająca ponad 40 tys. obserwujących na Instagramie, wracała z safari w Afryce. Utknęła podczas przesiadki w Katarze, z powodu militarnej eskalacji. Wtedy skontaktował się z nią Bruesewitz i zaoferował jej miejsce w prywatnym samolocie.
"Osobiście zorganizowałem i sfinansowałem prywatny samolot, a na pokładzie nie było żadnych 'wpływowych osób z MAGA'. Z powodzeniem ewakuowałem też siedmiu innych uwięzionych Amerykanów - w tym DEMOKRATÓW. Tylko chory i obłąkany lewak przekręciłby ten akt dobrej woli w coś negatywnego. Dlaczego też odmawiasz komentarza na temat tego, jak administracja Trumpa ewakuowała ponad 17 500 Amerykanów od 28 lutego?" - napisał Bruesewitz, odnosząc się do sprawy.
Zwykli Amerykanie pozostawieni sami sobie?
Awaryjna ewakuacja nielicznej grupy budzi jednak kontrowersje, ponieważ Departament Stanu USA wezwał obywateli amerykańskich do opuszczenia 14 krajów Bliskiego Wschodu, nakazując im korzystanie z "dostępnych komercyjnych środków transportu".
Wielu obywateli krytykuje jednak brak realnej pomocy ze strony rządu. - Jesteśmy po prostu uwięzieni. To naprawdę frustrujące, że teraz Stany Zjednoczone mówią: "Amerykanie, wracajcie do domu", podczas gdy w rzeczywistości nie możemy tego zrobić - powiedziała w rozmowie z CBS Sasha Hoffman z Chicago, która spędzała wakacje w Dubaju, gdy wybuchł konflikt.
- Mieliśmy zarezerwowane loty na dzisiaj, jutro, wszystkie są odwołane. Cała przestrzeń powietrzna jest zamknięta do jutra w nocy, jeśli jesteś w ZEA - relacjonowała sfrustrowana turystka.
Departament Stanu: 9 tysięcy osób wróciło
Z danych amerykańskiego rządu wynika, że w ciągu ostatnich kilku dni z Bliskiego Wschodu do kraju wróciło ponad 9 tysięcy Amerykanów, w tym ponad 300 z samego Izraela. Jednak szacuje się, że w zapalnym regionie wciąż przebywa ponad milion obywateli USA.
Paraliż na Bliskim Wschodzie to efekt izraelsko-amerykańskiego uderzenia na Iran z minionej soboty, w wyniku którego zginął najwyższy przywódca kraju, ajatollah Ali Chamenei. W odwecie Teheran przeprowadził zmasowane ataki rakietowe.
Prezydent Donald Trump komentuje operację w optymistycznym tonie. - Mogę wam powiedzieć, że radzimy sobie bardzo dobrze, to bardzo dominująca siła - mówił Trump.
- Jesteśmy potęgą dominującą nad wszystkimi innymi i jak pewnie zauważyliście, radzimy sobie świetnie - podsumował działania USA prezydent.
Źródło: lbc.co.uk