Dlaczego Tusk wszedł w temat akt Epsteina? Znamy kulisy decyzji szefa rządu
Misję powołania specjalnego zespołu, mającego zbadać polskie wątki w opublikowanych przez Amerykanów aktach Epsteina, mogą otrzymać dwaj ministrowie: Waldemar Żurek i Tomasz Siemoniak. Donald Tusk miał uznać, że afera nabrała takich rozmiarów, że trudno było udawać, że jej nie ma, nawet jeśli negatywnie wpłynie to na relacje z administracją Trumpa. Przy okazji chce wytrącić prawicy jeden z jej głównych oręży, polegający na podpieraniu się dobrymi relacjami z amerykańskim przywódcą.
Przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk spuścił medialną bombę. Zapowiedział, że powstanie zespół roboczy, który ma zbadać polskie wątki w sprawie Jeffreya Epsteina. W ostatnich dniach w sieci znalazły się 3 mln dokumentów z akt sprawy dotyczącej amerykańskiego finansisty, który utrzymywał kontakty z bogatymi i wpływowymi ludźmi z całego świata, w tym z wieloma politykami czy celebrytami, a który zajmował się stręczycielstwem, afera ma także kontekst pedofilski. Pojawiają się także wątki łączące Epsteina z Kremlem, a na tej podstawie teorie, że cała jego działalność to koronkowa i rozpisana na lata akcja rosyjskich służb, które dziś mogą szantażować przedstawicieli zachodnich elit.
W dokumentach zaczęły pojawiać się polskie nazwiska kobiet, z którymi kontakty utrzymywał Epstein, ale także postaci z polskiego życia publicznego. Dokumenty są dopiero sczytywane i same wzmianki, czy pojawienia się nazwisk z Polski, nie musi jeszcze świadczyć o czymś nagannym w przypadku tych osób.
Z naszych informacji wynika, że specjalny zespół do analizy akt Jeffreya Epsteina nie zostanie powołany na takich samych zasadach, jak komisja gen. Stróżyka ds. badania rosyjskich wpływów. Na razie więc w planach nie ma tworzenia specjalnej uchwały rządu powołującej taki zespół, który składałby się z przedstawicieli obozu rządzącego i zewnętrznych ekspertów. Rozmówca z otoczenia Donalda Tuska przewiduje, że raczej będzie to roboczy zespół prokuratorski, który stosunkowo szybko przystąpi do prac, a zadanie jego utworzenia powierzone zostanie ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi i ministrowi koordynatorowi służb Tomaszowi Siemoniakowi.
- Nie wiemy nawet, czy będą jakieś konkretne efekty tych prac, np. w postaci zarzutów dla konkretnych osób. Ale od tego jest prokuratura, by takie rzeczy posprawdzać. A może po zapowiedzi premiera zaczną się zgłaszać sygnaliści? - zastanawia się rozmówca z kręgów rządowych. W skład zespołu mają wchodzić policjanci i prokuratorzy.
Dlaczego jednak Donald Tusk postanowił tak spektakularnie wejść w temat, który rozgrzewa opinię publiczną przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i wiedząc, że jest to sprawa niewygodna dla tamtejszego prezydenta Donalda Trumpa? Nasz rozmówca z otoczenia szefa rządu mówi wprost: "nie przypominamy sobie tak wielkiej afery dotyczącej tak wielu wpływowych ludzi". - Mamy gościa, który jest u szczytu władzy, chce sterować światem i ma w tym wsparcie czołobitnej, europejskiej prawicy. Do tego polskie media traktowały tę sprawę trochę po macoszemu. Ruch premiera powoduje, że media tym będą więcej żyć - wskazuje rozmówca.
Jest też wątek dotyczący stricte krajowej polityki. Tuskowi chodzi o osłabienie PiS, który w ostatnich miesiącach buduje się głównie na dobrych relacjach z amerykańską administracją i bezpośrednich relacjach Nawrockiego z Trumpem. - PiS jest w głupiej sytuacji. Jedyny ich oręż, odkąd przejęliśmy rządy, to Trump - podkreśla rządowy rozmówca.
Obecna sytuacja jest Tuskowi na rękę także z tego powodu, że często był krytykowany za to, jak w trakcie kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych - gdy Trump rywalizował o prezydenturę z Joe Bidenem, a następnie z Kamalą Harris - oskarżał Trumpa o rosyjską agenturalność. Dotąd stanowiło to polityczny kłopot i barierę do nawiązania bliższych relacji z głównym lokatorem Białego Domu dla polskiego premiera. Stąd oddanie tego pola w dużej mierze Karolowi Nawrockiemu. - Argumenty Tuska nie brały się znikąd, tyle że do tej pory mało kto się tym przejmował - przyznaje osoba z rządu i przyznaje, że obecna sytuacja stawia dotychczasowe wypowiedzi Tuska na temat Trumpa w innym świetle.
Przy czym Tusk, jak zwraca uwagę nasz rządowy rozmówca, podczas wtorkowego wystąpienia nie rzucał nazwiskami, zwłaszcza Trumpa.
- Wiadomo, że chcemy dobrze żyć z USA, ale nie da się udawać że czegoś nie ma. Nie będziemy się zajmować Trumpem, Gatesem czy Clintonem. Interesują nas tylko polskie wątki. Skoro jest to w papierach, to należy się tym zająć, niech w USA rozliczają kogo chcą. Podobnie w innych krajach, do czego premier zresztą sam dziś zachęcał - tłumaczy osoba z otoczenia szefa rządu.
Także od polityka KO słyszymy, że z punktu widzenia krajowej polityki taki zespół ma sens.
- Taki zespół zapewne będzie pracował długo i wnikliwie studiował akta, w końcu do przejrzenia jest olbrzymia liczba dokumentów - uśmiecha się polityk. Zwraca także uwagę na rosyjskie wątki w aktach Epsteina i pojawiające się podejrzenia, że jego wyspa, na której gościł celebrytów, była rodzajem pułapki, która służyła do tworzenia materiałów do ich kompromitacji lub szantażu. -Coraz więcej komentatorów i ekspertów zakłada, że jest bardzo prawdopodobne, że była to operacja rosyjskiego KGB — tzw. honey trap, słodka pułapka, zastawiona na elity świata zachodniego, głównie USA - mówił Tusk przed posiedzeniem rządu.
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze wp.pl