Gościem programu "Tłit" był poseł PiS Janusz Kowalski. Polityk zapytany został m.in. o stawiane przez niego zarzuty wobec rządu o prorosyjskość. Czy Kowalski podtrzymuje te słowa w obliczu twardego popierania sankcji na Rosję przez szefa polskiego MSZ? - Dla mnie Radosław Sikorski jest reseciarzem. To najbardziej prorosyjski minister spraw zagranicznych od 1989 roku - mówił parlamentarzysta.
- To rząd Tuska jest odpowiedzialny za to, że rosyjska ropa, nieraz nazywana kazachską, ale to tak naprawdę jest rosyjska, płynie sobie przez Polskę do niemieckiej rafinerii Schwedt - zaznaczył gość Michała Wróblewskiego, odnosząc się do faktu, iż rafineria PCK zaopatrująca w benzynę i olej napędowy północne Niemcy i zachodnią Polskę pozostaje własnością rosyjskiego koncernu Rosneft (po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r. niemiecki rząd wprowadził w przedsiębiorstwie zarząd komisaryczny - red.).
Kowalski krytykuje rząd. "Czy był bardziej prorosyjski okres po 1989 r.?"
Janusz Kowalski przekonywał, że "nie interesują go słowa, ale czyny", stwierdzając, że te nie świadczą o antyrosyjskim nastawieniu obecnych rządzących, czego dowodem miał być wpis szefa MSZ Radosława Sikorskiego z 2015 r. w sprawie gazociągu Nord Stream.
- Proponował, żeby Polska miała tam miejsce w zarządzie i atakował Prawo i Sprawiedliwość, że blokowało Nord Stream. (...) Czy był bardziej prorosyjski okres po 1989 roku niż ten? - zastanawiał się Kowalski.
Chodzi o tweeta, w którym Radosław Sikorski pisał: "Sprzeciw rządu PiS wobec Nordstream był. Błędem było niedołączenie się do projektu, gdy jasnym się stało, że nie potrafimy go zatrzymać. Mogliśmy uzyskać miejsce w zarządzie i przebieg rurociągu po naszym terytorium. Ale urzędnika, który o tym napomknął, brutalnie usunięto (pisownia oryg.)".
W programie padło też pytanie o to, czy poseł PiS czuje się adresatem exposé szefa MSZ, w którym, według ustaleń Michała Wróblewskiego, ma on podkreślać znaczenie przynależności Polski do Unii Europejskiej w obliczu powstałych wyzwań.
- Marzy mu się stanowisko w Brukseli, marzy mu się stanowisko na arenie międzynarodowej. Oczywiście, chce się podlizywać Berlinowi czy Brukseli - ocenił te informacje polityk PiS.