Co się wydarzyło w Ustce? "Coś zatrważającego"
- W tym przypadku widać jakiś niezrozumiały dysonans między jego zachowaniem a obrazem rodziny – ocenia kryminolog, psychiatra Jerzy Pobocha. W Ustce 44-letni funkcjonariusz SOP zaatakował swoją rodzinę. Zginęła jego 4-letnia córka.
Jak nieoficjalnie ustalił Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, sprawca rodzinnej tragedii w Ustce to 44-letni funkcjonariusz SOP to Piotr K., który pracował w Zarządzie Pirotechników. W służbie był od dawna, w 2012 r. został odznaczony przez prezydenta Polski "Gwiazdą Iraku".
Z naszych ustaleń wynika, że razem z żoną i dziećmi pojechał do teściów na ferie do Ustki. Są małżeństwem od 2013 roku. Rodzina mieszkała w Warszawie.
W mediach społecznościowych rodzina wyglądała na szczęśliwą. Wspólne wyjazdy i wakacje – nie tylko w Polsce, ale także za granicą, spacery, randki, udział w akcjach charytatywnych. Na każdym zdjęciu Piotr K. sprawia wrażenie kochającego ojca i męża zadowolonego ze swojego życia.
"Coś zatrważającego"
- W tym przypadku widać jakiś niezrozumiały dysonans między zachowaniem a obrazem rodziny – ocenia Jerzy Pobocha, psychiatra, kryminolog.
- Jeżeli został przyjęty do SOP, musiał przecież przejść też przez badania. Między innymi psychiatryczne, psychologiczne. Badana była m.in. jego odporność psychiczna, prawidłowość osobowości. To jest coś zaskakującego, co tam się wydarzyło – mówi w rozmowie z WP Pobocha.
SOP zaznaczyło w komunikacie: "Funkcjonariusz od 23 lat służy w formacji, na początku października 2025 roku przeszedł badania okresowe, w tym psychologiczne i został dopuszczony do dalszej służb".
- To jest coś zatrważającego, bo często są takie przypadki, że mamy szczęśliwą, piękną rodzinę i nagle spada taka bomba. Moim zdaniem musiało tu dojść do ostrej psychozy albo jakiegoś twardego nagłego konfliktu – dodaje ekspert.
- Z tego obrazka wynika, że rodzina była normalna, szczęśliwa, nie była w konflikcie, że trzymali się razem. Tam musiało się wydarzyć coś nagłego, niezrozumiałego, niezwykłego, dla nas niepojętego. Badania i śledztwo na pewno to wyjaśnią – podsumowuje.
Koszmar w Ustce
Zgłoszenie o awanturze w jednym z mieszkań w nadmorskiej Ustce policjanci otrzymali w poniedziałek około godz. 21.30. Prokurator Patryk Wegner z prokuratury okręgowej w Słupsku potwierdził, że w lokalu znajdowali się mężczyzna, jego żona, dwójka dzieci i teściowie.