Burza po słowach Czarnka. Temat "OZE-sroze" wywołał emocje w Sejmie
Słowa Przemysława Czarnka o odnawialnych źródłach energii wywołały spore poruszenie w Sejmie. Poseł PiS, komentując rozwój zielonej energetyki w Polsce, użył sformułowania "OZE-sroze" i krytycznie odniósł się m.in. do inwestycji w fotowoltaikę, którą, jak się okazało, sam posiada. Sprawdziliśmy w Sejmie, co o tym wszystkim myślą politycy.
- Jest to żenujące. Przemysław Czarnek przegrywa jakieś batalie w swojej głowie. Nie tylko już z podstawową wiedzą o energetyce, ale też z prostą matematyką. Jego słowa, że będzie demontował panele fotowoltaiczne, kiedy zyskuje z nich tysiąc złotych rocznie. Naprawdę nikt mu nie kazał obliczać masy słońca - rzucił Łukasz Michnik z Nowej Lewicy.
- Wtedy zaczynaliśmy od minimalnego poziomu, a teraz propozycje rządu są takie, żeby w naszym miksie OZE stanowiło 60 proc., albo nawet 70 proc. To oznacza, że żeby stabilizować tak duży udział energii odnawialnej, trzeba mieć zbudowaną energetykę rezerwową. Jaką, jaką? - tłumaczył Zbigniew Kuźmiuk.
Wśród posłów, z którymi rozmawiał reporter WP Mateusz Urban, można odczuć, że nawet temat odnawialnych źródeł energii może wywołać spore emocje. Ironiczne słowa Czarnka "OZE-sroze" o popularności instalacji fotowoltaicznych szybko zostały podchwycone przez polityków innych ugrupowań, którzy uznali je za dowód lekceważenia transformacji energetycznej.
Spór przeniósł się do Sejmu i stał się kolejnym elementem większej dyskusji o przyszłość polskiej energetyki.
- Co nie będziemy węgla wydobywać, bo nam wariaci z Brukseli kazali, żebyśmy nie wydobywali. A dlaczego, przepraszam? Przecież to jest nośnik energii, stosunkowo tani - stwierdził Michał Wójcik z PiS.
- Czarnek jest po to potrzebny Kaczyńskiemu w całym swoim spektrum chamstwa politycznego, które uprawia, żeby upomnieć się o skrajnie prawicowych wyborców, wyborców przywiązanych do węgla - skomentował Witold Zembaczyński z KO.
Więcej komentarzy w tej sprawie w materiale wideo.