Awantura z Trumpem. Hiszpania apeluje o "poszanowanie stanowiska"
Napięcie na linii Waszyngton-Madryt narasta. Donald Trump przyznał wprost, że zastanawia się nad utrzymaniem sił w bazach w Hiszpanii z powodu braku wsparcia dla jego operacji na Bliskim Wschodzie. Słowa amerykańskiego prezydenta skomentowała już szefowa hiszpańskiego resortu obrony Margarita Robles.
Najważniejsze informacje:
- Robles oceniła, że nie ma podstaw, by USA wycofały się z baz w Moron i Rota.
- Trump zasugerował możliwość opuszczenia baz po wezwaniu Lindseya Grahama.
- Madryt nie zgadza się na użycie baz przeciw Iranowi; uznaje wojnę z Iranem za nielegalną.
Dyplomatyczny kryzys zrodził się po głośnej wypowiedzi Donalda Trumpa z minionego piątku. Prezydent USA stwierdził wówczas publicznie, że absolutnie zasadne jest pytanie o to, czy Stany Zjednoczone powinny dalej utrzymywać swoje wojska w bazach na terytorium Hiszpanii czy Niemiec. Była to bezpośrednia i ostra reakcja na kategoryczną odmowę wysłania przez te kraje swoich okrętów bojowych do zablokowanej przez Teheran cieśniny Ormuz.
Apel senatora: "Wzywam do przeniesienia wszystkich naszych baz z Hiszpanii"
Głowa państwa swoimi groźbami odniosła się w ten sposób do postulatu wysuwanego przez senatora Lindseya Grahama. Polityk, w trakcie wywiadu dla stacji Fox News udzielonego 10 marca, zażądał całkowitego opuszczenia Półwyspu Iberyjskiego przez amerykańskie wojska, zarzucając rządowi w Madrycie świadome blokowanie ataków na Iran.
- Do Hiszpanii, jeśli nie pozwolą nam korzystać z ich baz, a właściwie naszych baz lotniczych w ich kraju, aby uniemożliwić morderczemu reżimowi zdobycie broni jądrowej, która terroryzuje świat (...). Dziś wieczorem wzywam prezydenta Trumpa do przeniesienia wszystkich naszych baz z Hiszpanii - apelował na antenie republikański polityk.
Hiszpania uspokaja. Ewakuacja dzięki wojskom USA
Na te twarde deklaracje płynące zza oceanu zareagowały hiszpańskie władze. W sobotę głos zabrała ministra obrony kraju Margarita Robles. Urzędniczka starała się obniżyć wysoką temperaturę tego sporu. Stwierdziła wprost, że osobiście nie przewiduje wycofania się Stanów Zjednoczonych z wojskowych baz zlokalizowanych na południu Półwyspu Iberyjskiego. Dodała, że traktuje słowa Trumpa jako "ogólną refleksję dotyczącą NATO".
Margarita Robles w swoim oświadczeniu stanowczo zaapelowała jednak do Białego Domu o "poszanowanie stanowiska Hiszpanii" w sprawie zbrojnego konfliktu w Zatoce Perskiej, który przez rząd w Madrycie wciąż uznawany jest za wojnę nielegalną. Wynika to z faktu, że Hiszpania odmówiła udziału w jakichkolwiek operacjach amerykańsko-izraelskich skierowanych przeciwko władzom Iranu. Donald Trump już wcześniej zresztą groził władzom w Madrycie m.in. radykalnym zerwaniem stosunków handlowych.
Mimo tych politycznych zgrzytów, współpraca wojsk obu państw trwa. Najlepszym tego przykładem są wydarzenia z minionej soboty. Szefowa resortu obrony witała na podmadryckim lotnisku Torrejon de Ardoz aż 200 hiszpańskich żołnierzy, których po wybuchu wojny bezpiecznie ewakuowano z ogarniętego chaosem Iraku. Dziękując za pomyślny finał tej trudnej akcji, ministra przyznała, że "pomoc amerykańskich żołnierzy była bardzo ważna".
Warto zaznaczyć, że wojska Stanów Zjednoczonych stacjonują w Hiszpanii nieprzerwanie od 1953 roku, kiedy to zawarto historyczny pakt z reżimem generała Francisco Franco (w zamian za gigantyczną pomoc gospodarczą). Obecnie, w ramach struktur obronnych NATO, na południu Andaluzji działają dwa potężne obiekty wojskowe: lotnicza baza w Moron oraz wchodząca w skład marynarki baza Rota.