Zełenski w noworocznym orędziu. "Rosja nie kończy swoich wojen sama"
W swoim orędziu noworocznym w środę wieczorem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podkreślił, że Ukraińcy dążą do zakończenia wojny, lecz nie do likwidacji państwa, i nigdy nie ulegną Rosji.
- Chcemy zakończenia wojny, ale nie zakończenia (istnienia) Ukrainy. Czy jesteśmy zmęczeni? Bardzo. Czy to znaczy, że jesteśmy gotowi się poddać? Głęboko myli się ten, kto tak myśli. I on przez te wszystkie lata nie zdołał zrozumieć, kim są Ukraińcy - powiedział prezydent.
Ukraiński przywódca przypomniał, że naród ukraiński żyje już 1407 dni w warunkach pełnowymiarowej wojny. - To więcej niż nazistowska okupacja wielu naszych miast podczas drugiej wojny światowej. 1407 dni niepokonanej Ukrainy - podkreślił.
Dodał, że choć Ukraińcy pragną końca wojny, nie chce tego Rosja, jednak świat może ją do tego zmusić. - Rosja nie kończy swoich wojen sama. W historii nie było wojny, którą zakończyliby z własnej woli. Tylko nacisk ze strony innych, tylko przymus ze strony innych - stwierdził Zełenski.
Zełenski w noworocznym orędziu
Wołodymyr Zełenski poruszył również temat gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy w przypadku zawarcia porozumienia pokojowego.
- Zamiary muszą stać się gwarancjami bezpieczeństwa. A zatem zostać ratyfikowane przez Kongres Stanów Zjednoczonych, europejskie parlamenty - przez wszystkich partnerów. Budapeszteński świstek papieru Ukrainy nie zadowoli. Misternie spisana pułapka mińska Ukrainie nie jest potrzebna. Podpisy pod słabymi umowami tylko podsycają wojnę. Mój podpis będzie widniał pod silną umową. I właśnie temu poświęcone jest teraz każde spotkanie, każda rozmowa telefoniczna, każda decyzja - powiedział Zełenski.
W noworocznym orędziu podkreślił jednocześnie, że większość europejskich przywódców nie zadaje sobie pytania, czy wspieranie Ukrainy jest konieczne.
- Mamy dziś pełne prawo mówić: Ukraina to w istocie jedyna tarcza, która obecnie oddziela komfortowe europejskie życie od ruskiego miru. I u większości przywódców nie pojawia się pytanie, po co wspierać Ukrainę, bo jeśli - nie daj, Boże - Ukraina upadnie, pojawią się kolejne pytania: po co wspierać Polskę i kto będzie walczył za państwa bałtyckie, i co robić bez Ukrainy w NATO? - pytał Zełenski.