"Wilcza dyplomacja" Trumpa. Ambasadorowie USA na cenzurowanym

Seria incydentów z udziałem amerykańskich dyplomatów w Europie wywołuje coraz więcej kontrowersji. Od Paryża po Warszawę, wysłannicy Waszyngtonu, zamiast łagodzić spory, coraz częściej je zaogniają. - Mamy do czynienia z modelem "wilczej dyplomacji". Amerykanie walą pięścią w stół, oczekując, że sojusznicy staną na baczność - ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską Jerzy Marek Nowakowski. Według mediów, Francja we wtorek zgodziła się przywrócić pełny dostęp ambasadorowi USA Charlesowi Kushnerowi po rozmowie telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych Jean-Noëlem Barrotem.

Tom Rose, Donald Trump, Charles KushnerTom Rose, Donald Trump, Charles Kushner
Źródło zdjęć: © East News, PAP
Tomasz Waleński

Tom Rose w Polsce, Bill White w Belgii, Ken Howery w Danii i Charles Kushner we Francji. Co ich łączy? Wszyscy są ambasadorami USA z nominacji Donalda Trumpa i w ostatnim czasie o każdym z nich było głośno. Nie tylko w krajach, w których szefują amerykańskiej misji dyplomatycznej, ale i na całym Starym Kontynencie. Czy o taki rozgłos chodzi teraz amerykańskiej dyplomacji?

Rodzina i przyjaciele zamiast dyplomatów

Zacznijmy od początku. Ambasadorów USA nominuje prezydent Stanów Zjednoczonych. Proces ten wymaga następnie zatwierdzenia przez Senat USA. Procedurę tę musi przejść każdy z prezydenckich nominatów. Tak też było w przypadku ambasadorów USA w Polsce, we Francji, w Belgii czy Danii.

Ambasadorowie nie muszą być zawodowymi dyplomatami. Często są to osoby powiązane z prezydentem - formalnymi bądź mniej formalnymi ścieżkami. Dla przykładu Ken Howery - ambasador USA w Danii, to miliarder, wieloletni partner biznesowy niemiecko-amerykańskiego miliardera technologicznego Petera Thiela, blisko związany także z obecnym wiceprezydentem USA J.D. Vancem.

Innym przykładem jest natomiast człowiek Waszyngtonu w Paryżu. Charles Kushner - bo o nim mowa - to teść Ivanki Trump, córki prezydenta USA. Rodzina Kushnerów jest mocno zaangażowana w administrację prezydenta - mąż Ivanki, Jared Kushner negocjuje pokój w Ukrainie ze stroną rosyjską.

Na tę specyfikę amerykańskich kadr zwraca uwagę w rozmowie z Wirtualną Polską Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii. – Sporą część polityki prezydenta Trumpa prowadzi rodzina i przyjaciele, a nie normalne struktury państwa – zauważa dyplomata.

Jak przyznaje, taki model ma swoje zalety i wady. Wśród tych pierwszych mowa m.in. o bezpośrednim dostępie do ucha prezydenta. Wśród wad? Ludzie ci nie są zawodowymi dyplomatami.

- Istotą roli ambasadora jest bycie łącznikiem - podkreśla Nowakowski. Ambasador szefuje misji dyplomatycznej, reprezentując interesy swojego państwa oraz rząd swojego kraju za granicą, zazwyczaj - choć nie zawsze - zabiegając o dobre relacje bilateralne.

W tym kontekście głośno ostatnio zrobiło się o Kushnerze seniorze. Z jakiego powodu? Ambasador USA w Paryżu nie stawił się na wezwanie w tamtejszym MSZ, tłumacząc się "zobowiązaniami osobistymi". W reakcji na ten gest szef francuskiej dyplomacji podjął decyzję o odebraniu ambasadorowi bezpośredniego dostępu do ministrów rządu.

Podobne "zaproszenie" otrzymał nieco wcześniej ambasador USA w Belgii. O co poszło? Bill White skrytykował kraj, w którym jest ambasadorem, za podejście do żydowskiego rytualnego obrzezania i oskarżył o antysemityzm. W długim wpisie na X, White zażądał interwencji w tej sprawie Franka Vandenbroucke, ministra zdrowia Belgii.

Reakcją na wpis było wezwanie do siedziby MSZ w Brukseli. White - w odróżnieniu od Kushnera - stawił się jednak na wezwanie.

- Sytuacja, w której ambasador wezwany do MSZ na "dywanik" nie przyjmuje zaproszenia, jest działaniem wbrew wszelkim standardom. Niekiedy przykrym obowiązkiem dyplomaty jest wysłuchanie reprymendy - tłumaczy Nowakowski.

Do grona ambasadorów, którzy otrzymali wezwanie do siedziby MSZ kraju, w którym rezydują, zalicza się także wspomniany wcześniej Ken Howery. Szef amerykańskiej misji w Danii został wezwany do siedziby tamtejszego MSZ w związku ze sprawą Grenlandii.

Uwadze światowych mediów nie uszła także postawa ambasadora USA w Polsce. Tom Rose poinformował w mediach społecznościowych, że zrywa wszelkie kontakty z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. "Z dniem dzisiejszym nie będziemy już utrzymywać kontaktów, ani komunikować się z marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem" - przekazał na początku lutego Rose. Ambasador nie został jednak wezwany do MSZ, a spór udało się - przynajmniej medialnie - wygasić.

"Wilcza dyplomacja"

- Zachowanie ambasadorów przypomina okres "wilczej dyplomacji" uprawianej przez Chiny około 2020 r. - mówi Nowakowski. Dyplomacja Państwa Środka świadomie i w skali globalnej przyjęła na pewien czas styl ostro konfrontacyjny.

- Chińskie placówki dostały instrukcje, żeby być bardzo asertywne. Na świecie pojawiło się określenie "wilcza dyplomacja". Myślę, że teraz mamy do czynienia z "wilczą dyplomacją" w wydaniu amerykańskim - diagnozuje były ambasador RP na Łotwie i w Armenii.

Ten nowy styl opiera się na dominacji i braku tolerancji dla krytyki. - Kraj urzędowania traktowany jest jako ten, który powinien grzecznie wysłuchiwać amerykańskich uwag, niekoniecznie mieć krytyczne uwagi wobec partnera amerykańskiego - podkreśla Nowakowski, który mówi, że taki styl dyplomacji można by także nazwać "imperialnym".

Osamotnione mocarstwo

Skutki takiej polityki są widoczne gołym okiem. Relacje transatlantyckie trzeszczą, a zaufanie do USA spada. Najnowsze badania nie pozostawiają w tej sprawie złudzeń.

- Polityka Trumpa prowadzi do tego, że Stany stają się coraz bardziej osamotnione – ostrzega Nowakowski.

Choć USA pozostają niekwestionowanym liderem Zachodu, sposób sprawowania tego przywództwa budzi opór. - Liderem się jest wtedy, kiedy inni w naturalny sposób to uznają, a nie wtedy, kiedy samemu się to ogłosi. Kiedy Amerykanie walą pięścią w stół, następuje naturalna reakcja obronna krajów, które same siebie szanują - tłumaczy ekspert.

Jak do tego mają się stosunki Polski i USA? Z danych panelu Ariadna wynika, że Polacy dostrzegają zmianę w sposobie prowadzenia polityki przez Waszyngton. Na pytanie, czy obecna prezydentura Donalda Trumpa wiąże się z próbami większej ingerencji władz USA w wewnętrzne sprawy Polski: Większość respondentów - 45 proc. - odpowiedziało, twierdząco (18 proc. "zdecydowanie tak", 27 proc. "raczej tak").

- W Polsce relacje ze Stanami Zjednoczonymi są nadużywane. To jest chyba właściwe słowo, w wewnętrznej rozgrywce politycznej. Część sceny politycznej twierdzi, że tylko oni dogadają się z Ameryką. Drudzy mówią: tak, ale nie bezkrytycznie i z rękami na baczność - mówi rozmówca WP.

To odbija się ze szkodą na stosunkach polsko-amerykańskich - uważa Nowakowski.

- Niewątpliwie dla nas Stany Zjednoczone są absolutnie kluczowym partnerem, bo Amerykanie gwarantują jednak bezpieczeństwo Europy, a my jesteśmy bardziej zagrożeni od Francji - zaznacza. - W naturalny sposób powinniśmy być zatem szalenie delikatni w relacjach dyplomatycznych i nie zaostrzać ich bez absolutnej potrzeby - dodaje były ambasador RP.

Berlińskie preludium?

Za przedsmak tej sytuacji możemy uznać kadencję poprzedniego ambasadora USA w Niemczech, który do dziś w Berlinie nie jest najlepiej wspominany. Richard Grenell piastował stanowisko ambasadora w Niemczech w latach 2018-2020.

Dyplomata publicznie krytykował rząd w Berlinie, co dla niemieckiego rządu było nowością. Niechęć do obecnego specjalnego wysłannika prezydenta ds. misji specjalnych urosła do tego stopnia, że ówczesna opozycja coraz śmielej mówiła o uznaniu go persona non grata.

Sprawa rozwiązała się jednak sama. Grenell rezygnował ze stanowiska na rzecz posady w Waszyngtonie, gdzie przejął obowiązki Dyrektora Wywiadu Narodowego (Director of National Intelligence, DNI).

Po jego rezygnacji przez prawie dwa lata na stanowisku ambasadora panował wakat. W 2022 roku na stanowisko nominowana została Amy Gutmann, która piastowała je do lipca 2024 r. Od tamtej pory USA ponownie nie mają ambasadora w Berlinie.

We wtorek wieczorem zgodziła się przywrócić pełny dostęp ambasadorowi USA Charlesowi Kushnerowi po rozmowie telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych Jean-Noëlem Barrotem. Ambasador obiecał więcej nie ingerować w sprawy wewnętrzne Francji.

Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
"Nieprawda". Tak Ukraińcy zaatakowali rosyjskie porty
"Nieprawda". Tak Ukraińcy zaatakowali rosyjskie porty
Włochy. Matka pozwała syna. 31-latek musi się usamodzielnić
Włochy. Matka pozwała syna. 31-latek musi się usamodzielnić
Kuriozalne słowa Trumpa. "Możecie pytać mnie o wszystko"
Kuriozalne słowa Trumpa. "Możecie pytać mnie o wszystko"
"Zawsze będziemy na pierwszym miejscu". Kijów może zostać bez broni
"Zawsze będziemy na pierwszym miejscu". Kijów może zostać bez broni
Napięta wymiana zdań między USA a UE na tle Rosji
Napięta wymiana zdań między USA a UE na tle Rosji
"Nie na to głosowaliśmy". Ruch MAGA pęka, Trump zawiódł wyborców
"Nie na to głosowaliśmy". Ruch MAGA pęka, Trump zawiódł wyborców
Iran zgłasza atak na zakład obróbki uranu. MAEA potwierdza
Iran zgłasza atak na zakład obróbki uranu. MAEA potwierdza
Trump zaskoczył podczas wystąpienia. "Tematy związane z seksem"
Trump zaskoczył podczas wystąpienia. "Tematy związane z seksem"
Tiger Woods zatrzymany. Policja publikuje słynne "mugshot"
Tiger Woods zatrzymany. Policja publikuje słynne "mugshot"
Działo się w nocy. Poważnie ranni Amerykanie, atak na Izrael
Działo się w nocy. Poważnie ranni Amerykanie, atak na Izrael
Nawrocki już w USA. Taki ma plan wizyty w Teksasie
Nawrocki już w USA. Taki ma plan wizyty w Teksasie
Kontrola graniczna z Niemcami i Litwą przedłużona. Nowa data
Kontrola graniczna z Niemcami i Litwą przedłużona. Nowa data