Tragiczny wypadek podczas lotu balonem. Prokuratura podaje fakty i apeluje po tragedii w Zielonej Górze
W rozmowie z Wirtualną Polską prokuratura ujawnia nowe fakty w sprawie tragicznego wypadku, w którym zginęła 28-letnia instruktorka Jagoda Gancarek. - Bierzemy pod uwagę wszystkie wersje. Będą badane m.in. kwestie techniczne i sposób prowadzenia lotu - mówi na wstępie prok. Ewa Antonowicz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.
Do tragicznego zdarzenia doszło w poniedziałek nad ranem. Balon Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, w którego koszu znajdowały się trzy kobiety, uderzył w 30-metrowy wieżowiec przy ulicy Krzywoustego. Ze wstępnych ustaleń wynika, że najpierw zahaczył o elewację, a następnie o komin na dachu.
Siła uderzenia sprawiła, że 28-letnia instruktorka kierująca lotem wypadła z kosza na dach budynku. Mimo podjętej reanimacji zmarła. Balon z dwiema pozostałymi uczestniczkami lotu przeleciał jeszcze kilkaset metrów i opadł w okolicach ulicy Chrobrego, uderzając w autobus miejski. Dwie kobiety opuściły kosz o własnych siłach, następnie trafiły do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Ofiarą wypadku jest Jagoda Gancarek, 28-letnia pilotka i instruktorka związana z Aeroklubem Ziemi Lubuskiej. Była doświadczoną baloniarką - w ubiegłym roku wraz z koleżanką zdobyła pierwsze miejsce na XI Balonowych Mistrzostwach Kobiet w Nałęczowie. Bezpośrednią przyczynę zgonu ma wskazać biegły z zakresu medycyny sądowej.
Tragiczny lot balonem. "W koszu znajdywały się trzy kobiety"
Wirtualna Polska zebrała najnowsze informacje w sprawie - prokuratura ujawnia w rozmowie z nami kierunki śledztwa, trudności z zabezpieczeniem dowodów oraz tajemniczy incydent z udziałem tego samego balonu sprzed kilku dni.
To nie był lot komercyjny
Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze - we współpracy z Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL), prowadzi szeroko zakrojone śledztwo. Na tym etapie śledczy nie zdradzają szczegółowych hipotez, czekają na pisemne wyniki sekcji zwłok.
- Mogę potwierdzić, że ten lot to nie był lot komercyjny, tylko raczej szkoleniowy. Obie panie, które również leciały tym balonem, uczyły się. Jedna już od dłuższego czasu uczyła się latać, druga dopiero zaczynała swoją przygodę - przekazała w rozmowie z Wirtualną Polską Ewa Antonowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.
Czynności operacyjne rozpoczęły się natychmiast po zdarzeniu. Służby przeprowadziły dokładne oględziny na miejscu lądowania balonu oraz przed wieżowcem. We wtorek śledczy pracowali na terenie aeroklubu, gdzie w hangarze rozłożono i przebadano czaszę balonu. Zabezpieczono pełną dokumentację lotu oraz nośniki elektroniczne.
Wyzwaniem dla śledczych może być analiza danych z urządzeń nawigacyjnych, które spadły z dużej wysokości.
- Samo odzyskanie danych z tableta, który uległ zniszczeniu i został znaleziony przed wieżowcem, o który zahaczyły dziewczyny, może potrwać. Nie wiemy, na ile będzie możliwe techniczne otwarcie i dostęp do zawartych w nim danych. Mamy jednak zapewnienie ze strony komisji, że postara się to zrobić - wyjaśniła prokurator Antonowicz.
Jak dodaje rzeczniczka, wspomniany sprzęt służył najprawdopodobniej do analizy wiatru i nawigacji. Prokuratura zapowiada również powołanie biegłego, który szczegółowo zbada m.in. butle z gazem, które były używane w balonie.
Apel prokuratury i tajemnicze lądowanie w lesie
Wypadek wywołał falę spekulacji w internecie. Część komentujących sugeruje awarię sprzętu, inni zarzucają zmarłej pilotce "brawurę". Prokuratura stanowczo odnosi się do tych komentarzy.
- Apelowałabym o powstrzymanie się od stawiania tutaj jakichkolwiek tez, dlatego że na chwilę obecną nic nie wiemy. Wszystkie wersje są badane. Bierzemy pod uwagę kwestie techniczne, styl prowadzenia lotu - podkreśliła stanowczo Ewa Antonowicz.
Śledczy potwierdzili również, że weryfikują informacje o innym incydencie. Kilka dni wcześniej miało dojść do awaryjnego lądowania z udziałem tego samego balonu - w okolicach lasu, poza terenem lotniska. Charakter tego zdarzenia jest obecnie wnikliwie analizowany przez prokuraturę.
Władze zapowiadają, że na ostateczne wnioski i wyniki pracy biegłych oraz komisji lotniczej trzeba będzie poczekać co najmniej kilka tygodni, a i niewykluczone, że nawet kilka miesięcy.
Co wiemy - kalendarium wydarzeń:
- Poniedziałek, 9 marca, godz. 7:36- lubuscy strażacy otrzymują zgłoszenie o wypadku balonu w centrum Zielonej Góry. Balon leciał od strony Zatonia.
- Godz. 8:00 - służby odnajdują 28-letnią pilotkę na dachu wieżowca przy ul. Krzywoustego. Reanimacja nie przynosi skutku, lekarz stwierdza zgon. Dwie pozostałe uczestniczki trafiają do szpitala — ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
- Godz. 14:00 - na miejsce dociera przedstawiciel Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL).
- Poniedziałek, wieczór - prokuratura potwierdza, że czynności prowadzone są w kierunku spowodowania wypadku w ruchu powietrznym ze skutkiem śmiertelnym. Zabezpieczono telefon pilotki oraz tablet będący częścią wyposażenia nawigacyjnego balonu, który spadł z wysokości i uległ zniszczeniu. Przesłuchano pierwszego świadka - mieszkańca pobliskiego budynku.
- Wtorek, 10 marca - śledczy pracują na terenie Aeroklubu Ziemi Lubuskiej. W hangarze rozłożono i przebadano czaszę balonu. Zabezpieczono pełną dokumentację lotu. Aeroklub oficjalnie potwierdza tożsamość ofiary - to Jagoda Gancarek, mistrzyni Polski w lotach balonowych z 2025 roku.
- Środa i czwartek, 11-12 marca - prokuratura zapowiada powołanie biegłego do zbadania butli z gazem. Trwa próba odzyskania danych ze zniszczonego tableta nawigacyjnego.
Kamila Gurgul, dziennikarka Wiadomości Wirtualnej Polski