"Spełnia oczekiwania Kremla". Siewiera krytycznie o planie Trumpa
Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego krytycznie odnosi się do propozycji pokojowej dla Ukrainy i Rosji, jaką sporządziły Stany Zjednoczone. - Większość punktów, które zostały zaprezentowane, spełnia oczekiwania Kremla jeszcze sprzed inwazji - mówił Jacek Siewiera.
Były szef BBN Jacek Siewiera w rozmowie z TVN24 stwierdził, że pierwotna propozycja planu pokojowego USA była jak "menu degustacyjne spełniające większość oczekiwań i pragnień władzy na Kremlu".
- Moja ocena tych propozycji jest raczej pesymistyczna. To znaczy one nie doprowadzą do zawieszenia broni, ani do zaprzestania działań wojennych - powiedział Siewiera
“Standardy dzikiego państwa”. Człowiek Nawrockiego uderza w Putina
- Myślę, że tu rola Unii Europejskiej jest naprawdę istotna, bo prezydent Zełenski jest pod ogromną presją ze strony Waszyngtonu. Może szukać oparcia w zasadzie w sojusznikach, przede wszystkim sojusznika europejskich, którzy finansują dzisiaj w zasadzie całkowicie pomoc zbrojeniową dla Ukrainy. Nie są w stanie dostarczyć pewnych elementów wywiadowczych, pewnych elementów operacyjnych do dalszego podtrzymywania wysiłku obronnego Ukrainy - dodał.
- Natomiast rola Europy w tym momencie jest absolutnie kluczowa (…) Niestety obawiam się, że konstruktywne zmiany, o których poniekąd słyszymy, nie spotkają się z akceptacją ze strony Federacji Rosyjskiej, co już zostało zresztą zapowiedziane - dodał.
Pierwotny plan korzystny dla Rosji
- Większość punktów, które zostały zaprezentowane, spełnia oczekiwania Kremla jeszcze sprzed inwazji. Te oczekiwania, które były komunikowane w trakcie pełnoskalowej inwazji, jeszcze wtedy, gdy wojska nacierały na Kijów, bo to była właśnie kwestia odebrania dużej części suwerenności, zapisania w konstytucji nie wstępowania do NATO, czyli podważenia możliwości wyboru sojuszy. To była kwestia oddania i uznania terytoriów za rosyjskie - mówił Siewiera.
- Nasz narodowy interes realizuje się w tym, aby po pierwsze utrzymać front jak najdalej od granic Rzeczypospolitej i jak najdalej od linii Sojuszu Północnoatlantyckiego. W tych planach ten front, za zgodą i akceptacją prezydenta Zełenskiego, miałby zostać przesunięty bliżej naszych granic - mówił. Wskazał też, że w ten sposób ograniczana jest zdolność odparcia ataku.
- Niezwykle istotna jest kwestia naszego udziału Polski, który został uwzględniony w tym planie. Został opisany w tym planie w formie niby pozytywnej informacji o stacjonowaniu europejskich myśliwców, ale niestety, tak jak Federacja Rosyjska zawsze czyni na arenie międzynarodowej, będzie stosowała w przyszłości interpretację zawężającą. Co to oznacza? To prawie równoważy nadpisanie aktu stanowiącego NATO-Rosja, powtórzenie pewnych ustaleń, to znaczy nie rozlokowanie stałych baz lądowych z wsparciem logistycznym wojsk lądowych, ciężkich brygad, ciężkich, dużych związków taktycznych NATO na naszym terytorium. To wielki problem - stwierdził.
Źródło: TVN24