Ratownik medyczny skazany. Znów pracuje w karetce, jeździ z dziećmi
Ratownik medyczny, skazany za posiadanie i rozpowszechnianie pornografii dziecięcej, nadal jeździ karetkami. Mimo zapewnień, że nic takiego nie ma miejsca, Tomasz W. wciąż bierze także udział w transporcie dzieci - podaje tvn24.pl.
Historię Tomasza W. przytacza portal tvn24.pl. Mężczyzna, uważany za społecznika, zaangażowany w swoją pracę, w której pomagał dorosłym i dzieciom, od lat jeżdżący karetką, został zatrzymany po informacji sporządzonej przez jednego z policjantów. W notatce służbowej przekazał on, że w czasie wolnym od służby otrzymał on informację, iż "Tomasz W. posiada na prywatnym dysku treści pedofilskie, to znaczy kilkadziesiąt zdjęć i filmów z pornografią dziecięcą z dziećmi w wieku 5-8 lat. Osobie przekazującej informację udało się przejrzeć zawartość dysku i wykonać telefonem kilka zdjęć znajdujących się tam plików (zdjęcia w załączeniu do notatki)".
Po interwencji funkcjonariuszy w miejscu pracy podejrzewanego odnaleziono komputer, dyski, pendrive'y, a w aucie - kolejne nośniki pamięci. Tomasz W. miał wówczas oświadczyć, że "na komputerze posiada treści pornograficzne z udziałem małoletnich, na swój własny użytek". W sumie zabezpieczono 48 334 pornograficzne pliki - podaje tvn24.pl.
Zatrzymany latami pracował jako ratownik
Jak informuje portal, mężczyzna w momencie zatrzymania (styczeń 2022 roku) miał 46 lat, z czego 24 lata stażu jako ratownik i 15 lat wypracowanych z dziećmi w ramach wielu szkoleń z pierwszej pomocy. Mężczyzna wkrótce usłyszał zarzut posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego i przyznał się do winy. Jak próbował tłumaczyć, gdy początkowo dotarł do treści pornograficznych z nieletnimi, "wstrząsnęło to nim". Według jego twierdzeń, "w pewnym momencie uświadomił sobie, że to już nie jest próba pomocy w ujęciu sprawców pornografii, ale nagrania oglądał dla własnej satysfakcji".
Jeszcze w styczniu 2022 roku na Tomasza W. nałożono dozór policyjny, poręczenie majątkowe i zakaz "kontaktowania się i przebywania z dziećmi, a w szczególności zakaz uczestnictwa i prowadzenia instruktaży pokazowych z ratownictwa z osobami małoletnimi".
W marcu tego samego roku na stronie jednej ze szkół pojawiły się zdjęcia z udziałem mężczyzny podczas prowadzenia szkoleń z udziałem dzieci. Kilkadziesiąt godzin po opublikowaniu fotografii, Tomasz W. trafił do aresztu. Mężczyzna tłumaczył się z całego zdarzenia, mówiąc, że "nie pomyślał kompletnie o tym zakazie", a na miejscu miało okazać się, że "inni wykładowcy, straż pożarna, nie mogli uczestniczyć w zajęciach i są grupy, które nie będą miały się z kim spotkać". On - "żeby nie zawieść dzieci, które liczyły na pokazy, przeprowadził to spotkanie".
Tomasz W. spędził w areszcie kilka miesięcy. Portal podaje, że sąd uwzględnił wniosek oskarżonego o dobrowolne poddanie się karze dwóch lat i miesiąca bezwzględnego więzienia za posiadanie i rozpowszechnianie dziecięcej pornografii.
Pracodawca: Swoje odsiedział, natomiast pracować gdzieś musi
Mężczyzna po wypuszczeniu na wolność, mimo wyroku, ciągle pracuje w karetce, opiekując się w niej również dziećmi. Według tvn24.pl współpracuje z firmą NZOZ SAL-MED, która organizuje transporty medyczne i sanitarne na Dolnym Śląsku.
Pracodawca Tomasza W. w rozmowie z portalem przekazał, że wie o tym, że jego pracownik był skazany za przestępstwo seksualne, którego ofiarami są dzieci. - Swoje odsiedział, swoje zrobił, natomiast pracować gdzieś musi, żyć z czegoś musi. Nie można mu odbierać prawa do życia i prawa do pracy - mówił dyrektor zarządzający NZOZ SAL-MED Aleksander Sala, cytowany przez portal, dodając, że "jest świetnym ratownikiem". Po słowach o tym, iż prawo zabrania pracy na stanowisku ratownika osobie skazanej za przestępstwa ścigane z urzędu, stwierdził, że "ustawę zna, ale tak czy inaczej ratowników nie ma na rynku usług medycznych, a ci co są, to nie nadają się do pracy".
Pytany o transport dzieci, przekazywał, iż "są to sytuacje krytyczne, kiedy było zagrożenie życia i zdrowia dziecka". - Sytuacja podbramkowa, czas grał rolę. Najszybsza karetka musiała podjąć kurs bez względu na wszystko - mówił, uzasadniając pracę skazanego z dziećmi. Według portalu Tomasz W. "jak gdyby nigdy nic pracuje i nikt mu prawa do pracy nie zabrał, chociaż powinien".
Źródło: tvn24.pl