Propaganda umilkła [OPINIA]

W poniedziałek, 6 lipca, o godz. 16.00 Péter Magyar spełnił jeden ze swoich najważniejszych postulatów, ogłaszając tymczasowe zawieszenie emisji programów informacyjnych. Uciszenie propagandowych mediów publicznych zajęło mu niespełna dwa miesiące od zaprzysiężenia. O tym, że "kłamały one w dzień i w nocy", mówił wielokrotnie podczas dwuletniej kampanii wyborczej - pisze dla Wirtualnej Polski Dominik Héjj.

 Péter Magyar spełnił jeden ze swoich najważniejszych postulatów, ogłaszając tymczasowe zawieszenie emisji programów informacyjnych6 lipca 2026 r. Péter Magyar spełnił jeden ze swoich najważniejszych postulatów, ogłaszając tymczasowe zawieszenie emisji programów informacyjnych
Źródło zdjęć: © Getty Images
Dominik Héjj

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Widzowie, którzy we wtorek po południu włączyli państwowy kanał informacyjny M1, mogli przeżyć szok. O godz. 16.00 przerwano nadawanie programu, a na ekranach pojawiła się plansza:

"Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że przez długie lata jednak to robiliśmy! Media publiczne przechodzą obecnie transformację, aby w przyszłości stać się niezależnymi i wiarygodnymi. Serwis informacyjny zostaje tymczasowo zawieszony. Zostańcie z nami!".

Podobny komunikat opublikowano na portalu informacyjnym hirado.hu, natomiast w radiu Kossuth rozbrzmiewa obecnie wyłącznie muzyka. Jednocześnie kanał M1 całkowicie zniknął z platformy internetowej, na której można było oglądać węgierską telewizję.

Emocje na Węgrzech. Nagranie z Budapesztu: Obaliliśmy reżim Orbana

Po kilku godzinach, dokładnie o 19.56 - co stanowiło jasne nawiązanie do roku wybuchu powstania węgierskiego (23 października) i zostało odebrane jako symboliczny gest - na antenie M1 wyemitowano film "Świadek" (A tanú). Wybór tej produkcji również nie był przypadkowy. Obraz Pétera Bacsó z 1969 r. w satyryczny sposób ukazuje realia życia oraz mechanizmy komunistycznej dyktatury na Węgrzech w epoce stalinizmu (na przełomie lat 40. i 50., za czasów Mátyása Rákosiego). Warto przypomnieć, że podczas kampanii wyborczej Magyar wielokrotnie porównywał rządy koalicji Fidesz-KDNP do czasów komunizmu - i to nie w epoce Jánosa Kádára, lecz właśnie w okresie brutalnego reżimu Rákosiego.

W momencie wyłączenia sygnału M1, portalu informacyjnego oraz radia Kossuth Magyar napisał:

"Historyczny dzień. Dziś zakończyło się nadawanie propagandy na antenach mediów publicznych. Kłamali w nocy, kłamali w dzień, kłamali na wszystkich falach. Z tym już koniec".

Użyty przez niego zwrot to rzecz jasna bezpośrednie nawiązanie do słynnych słów Ferenca Gyurcsánya z 2006 r. Ujawnienie wówczas potajemnie zarejestrowanego nagrania (we wrześniu 2006 r.), doprowadziło na Węgrzech do potężnego przesilenia politycznego i zapoczątkowało całkowity upadek ówczesnej lewicy.

Propaganda za czasów Orbana, czyli "telewizja z partią"

Wydarzenia, których jesteśmy obecnie świadkami, to następstwo sączonej w mediach przez lata publicznych propagandy, obiektywnie niemożliwej do zaakceptowania. Oczywiście rodzi się pytanie o przyszłość tych ośrodków - o to, czy partia TISZA nie ustawi ich pod siebie, przechylając szalę w drugą stronę.

Od lat śledziłem zarówno telewizję M1, jak i portal hirado.hu. Stały się one de facto biuletynem informacyjnym rządu, a ich przekaz był tak nachalny, że można było odnieść wrażenie, iż nadawca traktuje swoich odbiorców jak osoby niezbyt lotne.

Doskonale pamiętam sytuację z 2 października 2016 r., w dniu referendum w sprawie unijnych kwot relokacji migrantów. Około godz. 18.30, zaledwie na pół godziny przed zamknięciem lokali wyborczych, reporter M1 połączył się z Belgradu, by ostrzec, że jeśli Węgrzy nie odrzucą mechanizmu relokacji, migranci natychmiast ruszą na Budapeszt. Absurd tej sceny polegał na tym, że dziennikarz nadawał ze zwykłego dworca autobusowego, a kamera pokazywała przypadkowych podróżnych. To jednak nie wszystko. Po lutym 2022 r. M1 i portal hirado.hu stały się absolutnym pasem transmisyjnym rosyjskiej propagandy - przemilczano w nich chociażby rosyjski atak na teatr w Mariupolu.

Funkcjonowanie tych mediów idealnie wpisywało się w sparafrazowane hasło "telewizja z partią". Protesty opozycji systematycznie w nich ośmieszano, a uczestników obrażano. A to zaledwie kropla w morzu manipulacji.

Raport, który odsłonił prawdę

W lutym 2026 r. opublikowano raport Instytutu Republikon i Connect Europe, który dostarczył niezwykle interesujących danych. Przez 11 miesięcy badacze analizowali bezstronność głównego wydania wiadomości, emitowanego o godz. 19.30 na antenie przywołanego już pierwszego programu węgierskiej telewizji publicznej (M1). Łącznie pod lupę wzięto 334 wydania, co dało 281 godzin materiału. W badanym okresie politycy partii rządzących gościli na ekranie przez 35,5 godziny, co oznacza, że statystycznie średnio co ósmą sekundę w kadrze pojawiał się przedstawiciel Fideszu lub KDNP. Co istotne, przez lwią część tego czasu - około 29 godzin - ukazywano ich w wyraźnie pozytywnym kontekście.

Z kolei czas antenowy poświęcony politykom opozycji wyniósł łącznie niespełna 13,5 godziny, z czego przez 10,5 godziny pokazywano ich w zdecydowanie negatywnym świetle, a zaledwie przez godzinę w pozytywnym. Z tej skromnej puli opozycyjnej partii TISZA przypadło 13,8 proc. czasu, podczas gdy skrajnie prawicowemu ugrupowaniu Mi Hazánk aż 43,9 proc. Sposób kreowania aktorów politycznych również był radykalnie odmienny: premier i członkowie rządu byli przedstawiani niemal wyłącznie pozytywnie (wskaźnik od 0,95 do 1 na skali od -1 do +1), podczas gdy Magyar wylądował na przeciwległym biegunie z wynikiem -0,96.

Co dalej z mediami publicznymi na Węgrzech?

Jaka przyszłość czeka media publiczne? Tymczasową zwierzchność nad nimi objął minister kultury Zoltán Tarr. Równolegle tworzona jest nowa struktura Rady Mediów Narodowych, w której skrócono kadencje - w przypadku przewodniczącego do pięciu, a pozostałych członków do czterech lat (z dziewięciu). Rada ma być apolityczna.

Premier zarzeka się, że nowy system będzie wspierał pluralizm, a podobna sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Efekty tych zapowiedzi poznamy w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni.

Wybrane dla Ciebie