Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Widzowie, którzy we wtorek po południu włączyli państwowy kanał informacyjny M1, mogli przeżyć szok. O godz. 16.00 przerwano nadawanie programu, a na ekranach pojawiła się plansza:
"Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że przez długie lata jednak to robiliśmy! Media publiczne przechodzą obecnie transformację, aby w przyszłości stać się niezależnymi i wiarygodnymi. Serwis informacyjny zostaje tymczasowo zawieszony. Zostańcie z nami!".
Podobny komunikat opublikowano na portalu informacyjnym hirado.hu, natomiast w radiu Kossuth rozbrzmiewa obecnie wyłącznie muzyka. Jednocześnie kanał M1 całkowicie zniknął z platformy internetowej, na której można było oglądać węgierską telewizję.
Emocje na Węgrzech. Nagranie z Budapesztu: Obaliliśmy reżim Orbana
Po kilku godzinach, dokładnie o 19.56 - co stanowiło jasne nawiązanie do roku wybuchu powstania węgierskiego (23 października) i zostało odebrane jako symboliczny gest - na antenie M1 wyemitowano film "Świadek" (A tanú). Wybór tej produkcji również nie był przypadkowy. Obraz Pétera Bacsó z 1969 r. w satyryczny sposób ukazuje realia życia oraz mechanizmy komunistycznej dyktatury na Węgrzech w epoce stalinizmu (na przełomie lat 40. i 50., za czasów Mátyása Rákosiego). Warto przypomnieć, że podczas kampanii wyborczej Magyar wielokrotnie porównywał rządy koalicji Fidesz-KDNP do czasów komunizmu - i to nie w epoce Jánosa Kádára, lecz właśnie w okresie brutalnego reżimu Rákosiego.
W momencie wyłączenia sygnału M1, portalu informacyjnego oraz radia Kossuth Magyar napisał:
"Historyczny dzień. Dziś zakończyło się nadawanie propagandy na antenach mediów publicznych. Kłamali w nocy, kłamali w dzień, kłamali na wszystkich falach. Z tym już koniec".
Użyty przez niego zwrot to rzecz jasna bezpośrednie nawiązanie do słynnych słów Ferenca Gyurcsánya z 2006 r. Ujawnienie wówczas potajemnie zarejestrowanego nagrania (we wrześniu 2006 r.), doprowadziło na Węgrzech do potężnego przesilenia politycznego i zapoczątkowało całkowity upadek ówczesnej lewicy.
Propaganda za czasów Orbana, czyli "telewizja z partią"
Wydarzenia, których jesteśmy obecnie świadkami, to następstwo sączonej w mediach przez lata publicznych propagandy, obiektywnie niemożliwej do zaakceptowania. Oczywiście rodzi się pytanie o przyszłość tych ośrodków - o to, czy partia TISZA nie ustawi ich pod siebie, przechylając szalę w drugą stronę.
Od lat śledziłem zarówno telewizję M1, jak i portal hirado.hu. Stały się one de facto biuletynem informacyjnym rządu, a ich przekaz był tak nachalny, że można było odnieść wrażenie, iż nadawca traktuje swoich odbiorców jak osoby niezbyt lotne.
Doskonale pamiętam sytuację z 2 października 2016 r., w dniu referendum w sprawie unijnych kwot relokacji migrantów. Około godz. 18.30, zaledwie na pół godziny przed zamknięciem lokali wyborczych, reporter M1 połączył się z Belgradu, by ostrzec, że jeśli Węgrzy nie odrzucą mechanizmu relokacji, migranci natychmiast ruszą na Budapeszt. Absurd tej sceny polegał na tym, że dziennikarz nadawał ze zwykłego dworca autobusowego, a kamera pokazywała przypadkowych podróżnych. To jednak nie wszystko. Po lutym 2022 r. M1 i portal hirado.hu stały się absolutnym pasem transmisyjnym rosyjskiej propagandy - przemilczano w nich chociażby rosyjski atak na teatr w Mariupolu.
Funkcjonowanie tych mediów idealnie wpisywało się w sparafrazowane hasło "telewizja z partią". Protesty opozycji systematycznie w nich ośmieszano, a uczestników obrażano. A to zaledwie kropla w morzu manipulacji.
Raport, który odsłonił prawdę
W lutym 2026 r. opublikowano raport Instytutu Republikon i Connect Europe, który dostarczył niezwykle interesujących danych. Przez 11 miesięcy badacze analizowali bezstronność głównego wydania wiadomości, emitowanego o godz. 19.30 na antenie przywołanego już pierwszego programu węgierskiej telewizji publicznej (M1). Łącznie pod lupę wzięto 334 wydania, co dało 281 godzin materiału. W badanym okresie politycy partii rządzących gościli na ekranie przez 35,5 godziny, co oznacza, że statystycznie średnio co ósmą sekundę w kadrze pojawiał się przedstawiciel Fideszu lub KDNP. Co istotne, przez lwią część tego czasu - około 29 godzin - ukazywano ich w wyraźnie pozytywnym kontekście.
Z kolei czas antenowy poświęcony politykom opozycji wyniósł łącznie niespełna 13,5 godziny, z czego przez 10,5 godziny pokazywano ich w zdecydowanie negatywnym świetle, a zaledwie przez godzinę w pozytywnym. Z tej skromnej puli opozycyjnej partii TISZA przypadło 13,8 proc. czasu, podczas gdy skrajnie prawicowemu ugrupowaniu Mi Hazánk aż 43,9 proc. Sposób kreowania aktorów politycznych również był radykalnie odmienny: premier i członkowie rządu byli przedstawiani niemal wyłącznie pozytywnie (wskaźnik od 0,95 do 1 na skali od -1 do +1), podczas gdy Magyar wylądował na przeciwległym biegunie z wynikiem -0,96.
Lider partii TISZA po raz pierwszy pojawił się w mediach publicznych dopiero 15 kwietnia 2026 r., udzielając pełnego napięć wywiadu w telewizji M1 i radiu Kossuth. Od tamtego czasu więcej go tam nie zobaczono.
Co dalej z mediami publicznymi na Węgrzech?
Jaka przyszłość czeka media publiczne? Tymczasową zwierzchność nad nimi objął minister kultury Zoltán Tarr. Równolegle tworzona jest nowa struktura Rady Mediów Narodowych, w której skrócono kadencje - w przypadku przewodniczącego do pięciu, a pozostałych członków do czterech lat (z dziewięciu). Rada ma być apolityczna.
Premier zarzeka się, że nowy system będzie wspierał pluralizm, a podobna sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Efekty tych zapowiedzi poznamy w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni.