Pożar baru w Crans-Montanie. Śledczy przekazali nowe informacje
Kolejne osoby zostały objęte śledztwem w sprawie tragicznego pożaru w barze w kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii, w którym zginęło 40 osób. Jak podaje prokuratura, to obecny i były urzędnicy gminy odpowiadający za bezpieczeństwo. Wcześniej postępowanie wszczęto wobec dwójki właścicieli lokalu.
Śledztwo w sprawie pożaru w szwajcarskim Crans-Montana nabiera tempa, rozszerzając się na nowe osoby. Organy ścigania już jakiś czas temu postawiły zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i wywołania pożaru właścicielom lokalu, Jacques'owi i Jessice Morettim. Teraz śledczy badają również wątek ewentualnej odpowiedzialności urzędników gminy odpowiadających za kwestie bezpieczeństwa.
Szwajcaria. Trwa śledztwo w sprawie pożaru baru w Crans-Montanie
Władze alpejskiej miejscowości ustaliły dotychczas, że od 2020 r. w feralnym barze nie przeprowadzono żadnej kontroli przeciwpożarowej. Wiadomo także, że pożar wybuchł po zapaleniu się łatwopalnej pianki dźwiękochłonnej, zainstalowanej na suficie. Ta z kolei zajęła się ogniem od zimnych ogni przyczepionych do butelki szampana.
W pożarze śmierć poniosło 40 osób, a 116 zostało rannych, w tym dwoje Polaków. O powołanie wspólnego zespołu śledczego zaapelowały do Szwajcarów władze Włoch, które straciły w katastrofie sześcioro obywateli.
Jednocześnie rząd Giorgii Meloni przekazał, że do czasu spełnienia żądania w kraju pozostanie ambasador Włoch w Szwajcarii. "Nie ma żadnego incydentu dyplomatycznego w relacjach ze Szwajcarią. Domagamy się tylko sprawiedliwości" - oświadczył szef włoskiego MSZ, wicepremier Antoni Tajani.