Paszczak powiedział, że Porożyńskiemu towarzyszył jego kolega Paweł Przybysz. Obaj szli na Mont Blanc jedną z najtrudniejszych tras. Byli bardzo zmęczeni i odwodnieni. Dodatkowo zepsuła im się bowiem maszynka na której przygotowywali posiłki - relacjonował.
Alpinistów - właśnie z powodu zmęczenia - miał zabrać z grzbietu góry (byli tuż pod szczytem - 4650 m. nad poziomem morza) włoski śmigłowiec. Gdy podchodzili do niego, Porożyński zahaczył rakiem o ochraniacz buta, potknął się i spadł - ponad 1000 metrów w dół zbocza. Drugiemu alpiniście nic się nie stało.
Służby ratownicze poinformowały, że już w piątek Polacy wzywali pomocy z powodu zmęczenia, ale ostatecznie postanowili kontynuować wspinaczkę.