Pociąg do złota. Wałbrzych żyje tematem tajemniczego znaleziska

Wałbrzych znalazł się w centrum zainteresowania niemal całej Polski, a nawet świata. Wszystko za sprawą "złotego pociągu", który znajduje się gdzieś w granicach miasta. Informacja ta zadziałała jak magnes na niektórych poszukiwaczy, którzy chcą dotrzeć do znaleziska na własną rękę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pociąg do złota. Wałbrzych żyje tematem tajemniczego znaleziska
(PAP, Fot: Aleksander Koźmiński)
WP

W ostatnich dniach media obiegła informacja o inwazji poszukiwaczy skarbów na Wałbrzych. Na środowej konferencji prasowej zastępca prezydenta miasta, Zygmunt Nowaczyk, powiedział, że urząd miasta przyjął formalne zgłoszenie o znalezisku, co oznacza, że „złoty pociąg” znajduje się na terenie samego Wałbrzycha. W ratuszu znana jest podobno dokładna jego lokalizacja, a pozostali – żywić muszą się domysłami.

Pole poszukiwań zawęża się do obszaru nieopodal linii kolejowej Wrocław-Wałbrzych. Konkretnie chodzi o tereny między 61. a 65. jej kilometrem, między stacjami Świebodzice a Wałbrzych-Szczawienko. Tam to właśnie, w specjalnej sztolni, w końcowym okresie drugiej wojny światowej ukryty miał zostać pociąg z kosztownościami.

- W czwartek widziałem, jak dwóch mężczyzn szło z wykrywaczami metalu, ale czy szukali pociągu - tego nie wiem. Co roku, jak przychodzi lato, cieplejsze dni, to przyjeżdżają tu ludzie i poszukują różnych rzeczy, może liczą, że znajdą jakiś skarb, legendarne niemieckie złoto czy coś podobnego – mówi reporterowi WP mieszkaniec Wałbrzycha.

WP

O zwiększonym ruchu poszukiwaczy skarbów w Wałbrzychu w okresie letnim mówi WP również rzecznik prasowy wałbrzyskiego ratusza Arkadiusz Grudzień.

- Od dziesiątek lat tereny Wałbrzycha i okolic są eksplorowane przez różnych, mniej lub bardziej profesjonalnych poszukiwaczy. Wokół tych obszarów przez dekady narosło wiele legend o ukrytych kosztownościach lub innych cennych przedmiotach. Na pewno jednak nie możemy mówić w chwili obecnej o jakiejś „inwazji” poszukiwaczy, choć nie ukrywamy, że w związku ze sprawą „złotego pociągu” obserwujemy zwiększony ruch eksploratorów w naszym regionie – twierdzi Grudzień.

Mieszkańcy miasta mówią nam, że w ostatnich dniach na ulicach obserwują zwiększającą się liczbę samochodów z rejestracjami spoza Wałbrzycha i Dolnego Śląska. Czy jednak jest to jednoznaczne z napływem poszukiwaczy skarbów, rozpalonych wizją „złotego pociągu”? W znacznym stopniu pewnie tak, jednak jaki jest rzeczywisty cel ich poszukiwań?

- Tereny, w pobliżu których może znajdować się pociąg, były eksplorowane już wielokrotnie przez fachowców i poszukiwaczy amatorów. Teraz obserwujemy swoisty „efekt Indiany Jonesa”, gdy ludzie w pogoni za wizją bogactwa, skarbu, w praktyce mylą fikcję z rzeczywistością. Nie jest możliwe dotarcie do „złotego pociągu” za pomocą saperki – jeśli okaże się, że znaleziono sztolnię, w której stoi pociąg, to przy jej otwarciu, wejściu do niej, będzie musiało być obecne wojsko, w szczególności saperzy i specjaliści od broni chemicznej. Zwykły Kowalski musi więc zadać sobie pytanie, czy jest w stanie przechytrzyć niemieckich minerów – tłumaczy Marcin M. Drews, redaktor naczelny kanału „Łowcy Przygód”.

WP

O niebezpieczeństwach związanych z poszukiwaniami „na własną rękę” ostrzegał również wczoraj w specjalnym oświadczeniu Piotr Żuchowski, Generalny Konserwator Zabytków.

Znalezienie "złotego pociągu" w pewien sposób uprawomocni wiele domysłów o ukrytych na Dolnym Śląsku skarbach. Być może część przybyłych do Wałbrzycha eksploratorów ma na celu ich zlokalizowanie. Tego rodzaju niepotwierdzonych informacji i legend o schowanych pod dolnośląską ziemią bogactwach jest mnóstwo. Marcin M. Drews mówi, że większość skarbów trafić mogła na Dolny Śląsk w końcowym okresie drugiej wojny światowej.

- Była to sytuacja, gdy Amerykanie na Zachodzie byli już na terenie Niemiec, a na Wiśle stali Sowieci. Wówczas Niemcy zdecydowali się ukryć na Dolnym Śląsku precjoza – biżuterię, dzieła sztuki, szlachetne kamienie, należące wcześniej do Polaków oraz Żydów. Dużą część wywieźli Sowieci, jednak nie mogli też zabrać wszystkiego, gdyż wielu kryjówek po prostu nie odnaleziono – mniema redaktor „Łowców Przygód”.

Arkadiusz Grudzień z wałbrzyskiego ratusza podkreśla jednak, że do wszelkich prac i badań poszukiwawczych konieczna jest zgoda zarządcy terenu, na którym są one prowadzone. W przypadku braku takiej – proceder staje się nielegalny.

WP

- Jak dotąd nie otrzymaliśmy żadnych zgłoszeń o nielegalnych poszukiwaniach na terenie Wałbrzycha. W związku z całą sprawą nie przewidujemy wzmożenia patroli policyjnych – mówi w rozmowie z WP nadkom. Magdalena Korościk z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Kazimierz Nowak, komendant wałbrzyskiej Straży Miejskiej, stwierdza, że takie zgłoszenia do SM również nie trafiły, a sprawa „inwazji” eksploratorów na Wałbrzych nie ma potwierdzenia w rzeczywistości i z niczym takim funkcjonariusze w ostatnich dniach się nie spotkali.

Bez względu na to, co znajduje się w rzeczonym pociągu, miasto zyskało już bardzo duży rozgłos. O odnalezieniu nazistowskiego składu masa informacji pojawiała się w mediach polskich oraz zagranicznych.

- Notujemy bardzo duży ruch turystyczny na zamku, wyższy niż w analogicznych okresach w latach poprzednich. Choć nie zauważyliśmy w okolicach Książa w ostatnim czasie poszukiwaczy, to nasi goście często pytają przewodników o sprawę pociągu i słynnego "złota Wrocławia" - mówi w rozmowie z WP Magdalena Woch, specjalista ds. turystyki i kultury Zamku Książ.

- Nigdy tyle osób tak się interesowało Wałbrzychem. Mogę powiedzieć, że korzystamy z tego jako miasto, mieszkańcy i lokalna społeczność, a zobaczymy, co z tego wyniknie. Ja wielokrotnie powtarzałem, że jestem bardzo sceptycznie nastawiony do rezultatu – mówił prezydent Wałbrzycha, Roman Szełemej.

WP

Niewątpliwie, Wałbrzych zyskałby gigantyczną atrakcję turystyczną, mogącą przyciągać rzesze gości. Mieszkańcy nie kryją zadowolenia z zainteresowania Wałbrzychem na świecie, jednak w ich opiniach pojawia się nuta sceptycyzmu.

- Wiadomo, że gdyby w pociągu rzeczywiście znajdowało się pełno kosztowności, zyskalibyśmy atrakcję jakich mało. Jednak z drugiej strony, przyjechałyby tu pewnie tysiące poszukiwaczy i zaczęliby oni kawałek po kawałku rozkopywać nam Wałbrzych. Chociaż może przez to przestanie się miasto kojarzyć z biedaszybami, a zacznie ze skarbami? – zastanawia się mieszkaniec Szczawienka w rozmowie z reporterem WP.

W piątek, podczas konferencji prasowej, Generalny Konserwator Zabytków powiedział, że "złoty pociąg" w Wałbrzychu istnieje na 99 proc. Potwierdzać mają to zdjęcia georadarowe.

Czytaj więcej informacji z Twojego regionu.

WP

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem zdarzenia? .

Polub WP Wiadomości
WP
WP