- Najpierw pojawił się gęsty dym, a po chwili w powietrzu latały jakby płatki śniegu. Jak się okazało, był to proszek z gaśnicy - mówi Barbara Krzysztofik z pobliskiej cukierni, która widziała zdarzenie. - Wszystko trwało bardzo krótko.
Na szczęście nikt nie ucierpiał.
- Oczywiście dokładnie sprawdzimy, co się stało, natomiast nie było sytuacji dramatycznej - mówi Bogumił Makowski, specjalista ds. public relations w łódzkim MPK. - Kierowca zobaczył w lusterku, że z komory silnika wydobywa się dym. Zatrzymał się, wypuścił pasażerów i użył gaśnicy. Autobus sam zjechał później do zajezdni.
Wczoraj pisaliśmy na łamach "Expressu" o autobusie MPK, w którym w poniedziałek eksplodowały opony, a następnie wybuchł pożar. W ubiegłym miesiącu Inspekcja Transportu Drogowego skontrolowała 33 pojazdy MPK i zatrzymała aż 16 dowodów rejestracyjnych, m.in. za nieszczelne układy pneumatyczne, wycieki płynów eksploatacyjnych. Wówczas inspektor tłumaczył, że właśnie wyciek płynu może doprowadzić do wybuchu ognia. W MPK kontrole najwidoczniej są jednak bagatelizowane.