Nowe fakty o ataku w urzędzie w Legionowie. Napastnik niedawno wyszedł z więzienia
Reporterzy ustalili, kim jest mężczyzna, który wtargnął do urzędu w Legionowie i sterroryzował 20-letnią urzędniczkę. To 40-letni Andrzej G., dobrze znany policji, który niedawno opuścił zakład karny, gdzie odsiadywał wyrok m.in. za znęcanie się nad matką.
Do ataku doszło w czwartek 22 stycznia po południu w urzędzie miasta przy ul. Józefa Piłsudskiego. Mężczyzna przyszedł do magistratu, bo chciał dostać mieszkanie komunalne; gdy usłyszał od pracownicy wyjaśnienie procedur, wpadł w szał, zaczął być wulgarny i agresywny, a potem - jak opisywały media - demolował pomieszczenie.
20-letnia urzędniczka pracująca w referacie zajmującym się gospodarką lokalową została zastraszona, a wraz z koleżanką była uwięziona w pokoju.
Z relacji wynika, że Andrzej G. około godz. 14:45 wszedł do urzędu pijany i poszedł na drugie piętro. Mężczyzna miał ubliżać pracownicy, żądać przyznania lokum, a gdy do pomieszczenia przyszła koleżanka urzędniczki, zabarykadował drzwi i nie chciał wypuścić kobiet; rzucał krzesłami, szarpał za biurko i wywołał awanturę, którą usłyszeli inni pracownicy. To wtedy wezwano policję i straż miejską.
Kim jest zatrzymany mężczyzna?
Policjanci zatrzymali mężczyznę i przewieźli go na komendę. Jak przekazała policja, w czasie zatrzymania był pod wpływem alkoholu - badanie wykazało 0,66 mg/l, a w sprawie wykonywano czynności procesowe. 20-letnia urzędniczka po tym, co przeżyła, przebywa na zwolnieniu lekarskim.
Reporter "Faktu" dotarł do informacji nt. przeszłości Andrzeja G. Jak ustalił, 40-letni mieszkaniec Legionowa jest dobrze znany policji. Niedawno wyszedł z zakładu karnego, gdzie odsiadywał wyrok za znęcanie się nad matką. Po wyjściu z więzienia nie miał gdzie mieszkać i to dlatego miał przyjść do urzędu, by wymusić przyznanie mieszkania.
Reakcja władz Legionowa
Po incydencie władze Legionowa zapowiadają analizę sytuacji i możliwe zmiany w zabezpieczeniach urzędu, podkreślając, że priorytetem jest bezpieczeństwo pracowników.
Czytaj też: Przyszły z samego rana. Dwa alerty RCB
W piątek (24 stycznia) wydział lokalowy był zamknięty, a w budynku pojawili się strażnicy miejscy, którzy mieli zabezpieczać urząd. Mieszkańcy, z którymi rozmawiała redakcja, wskazują, że w urzędzie powinna być stała ochrona, by podobne sceny nie powtórzyły się w przyszłości.
Źródło: Fakt