Szef ABW Andrzej Barcikowski musiał wczoraj wiele razy powtarzać, że nie może podać przyczyny negatywnej opinii Agencji na temat przedłużenia pobytu Jemeńczyka w Polsce. "Złamałbym prawo" - mówił. ABW jest w tej sprawie wyjątkowo dyskretna. "Proszę się nie dziwić, można nam tutaj postawić zarzut inwigilacji związku wyznaniowego, a to jest polityczna śmierć" tłumaczył oficer ABW.
Mimo wszystko "Gazeta Wyborcza" trochę się dowiedziała. Wie, że niektóre ostrzeżenia dotyczące imama przekazali polskim służbom Amerykanie śledzący w krajach arabskich środowiska przyjazne terrorystom.
"Był obserwowany w czasie wyjazdów do Jemenu i Arabii Saudyjskiej. Tam miał kontaktować się z osobami pomagającymi terrorystom" - twierdzi informator "Gazety Wyborczej". O inwigilacji imama i jego gości w kraju rozmówcy "Gazety Wyborczej" milczą.
Jemeńczyk przebywa w Polsce od 14 lat, pisze doktorat na uniwersytecie w Poznaniu. Na początku tygodnia otrzymał decyzję wielkopolskiego urzędu wojewódzkiego, że Polskę musi opuścic do poniedziałku. Dlaczego? Bo "stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej" - urząd taką opinię dostał od ABW. Agencja mówi: powody są tajne. (PAP)