Mało tego - Marcinkiewicz zaprosił do swego gabinetu także ekspertów jednoznacznie kojarzonych z Platformą, jak prof. Zbigniew Religa czy dr Grażyna Gęsicka, dając dowód otwartości, której zabrakło kierownictwu PO.
Zdaniem publicystki "Naszego Dziennika" Małgorzaty Goss, ciekawie rysuje się kwestia realizacji przez rząd Marcinkiewicza prosocjalnego programu gospodarczego, który zapewnił PiS spektakularne zwycięstwo w kampanii. Wprawdzie szefem resortu finansów została była doradczyni Leszka Balcerowicza, ale jednocześnie kluczowe dla polityki społecznej sprawy związane z przygotowywaniem budżetu przejęła od resortu finansów kancelaria premiera, co wskazuje, że Marcinkiewicz zamierza sprawować nad tą kwestią osobistą pieczę.
Ponadto na podkreślenie zasługuje fakt, że pani minister finansów nie otrzymała stanowiska wicepremiera, tak jak to było praktykowane od początku tzw. transformacji. Rząd będzie zatem skonsolidowany wokół osoby Marcinkiewicza i to on będzie decydował o jego polityce gospodarczej. Zwraca uwagę nominacja Piotra Woźniaka - eksperta z zakresu polityki energetycznej, na szefa resortu gospodarki oraz oddzielenie od tego resortu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które objął Krzysztof Michałkiewicz, absolwent KUL, działacz "Solidarności" i animator inicjatyw z zakresu pomocy społecznej.
Dowodzi to, że premier nie zamierza, wzorem dotychczasowych liberalnych rządów, pozostawiać polityki społecznej i stosunków pracy w naszym kraju ich własnemu losowi.
Skład rządu jest zatem dość obiecujący z punktu widzenia realizacji obietnic PiS złożonych w kampanii. Poważnym problemem jest jednak jego zaplecze parlamentarne. Mówiąc obrazowo - gabinet Marcinkiewicza jest rządem na ruchomych piaskach, który będzie musiał zdobywać dla swoich zamierzeń to jedną, to drugą stronę sejmowej sali. (PAP)