Pewnym krokiem wparowuje do siedziby kilkuosobowej ochrony prezesa tuż obok domu Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu. Długo rozmawia z rosłymi panami. Potem wychodzi, rozgląda się i skanuje wzrokiem każdy centymetr otoczenia. Czyżby były funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego, który rozpracowywał polskie gwiazdy i najważniejszych polityków, miał teraz zostać ochroniarzem prezesa Prawa i Sprawiedliwości?
Już kolejny raz widać go w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego. 10 marca był razem z prezesem przed Pałacem Prezydenckim, gdzie brat zmarłego prezydenta składał kwiaty 11 miesięcy po katastrofie smoleńskiej.
Politycy PiS milczą jak zaklęci. Agent Tomek przy prezesie to dziś największa tajemnica tej partii. - Nic na ten temat nie wiem - ucina wiceprezes partii Beata Szydło (48 l.). - Pytajcie rzecznika klubu - sugerują kolejni posłowi i uciekają spłoszeni. - Nie będę tego komentował - mówi tylko, długo naciskany przez dziennikarza, Adam Hofman (31 l.), rzecznik prasowy PiS.
Bardziej rozmowni są za to przedstawiciele partii rządzącej. - Agent Tomek może się zająć nie tylko ochroną. Jest stworzony do wyższych celów. Może pomagać prezesowi w robieniu zakupów, uczyć kierowania luksusowymi samochodami, doradzać w obrocie nieruchomościami - kpi poseł Andrzej Halicki (50 l.), szef mazowieckich struktur PO. Lekko zdziwieni są politycy PSL. - Agent Tomek jest mi znany jako typowy uwodziciel. Jestem przekonany, że jego zdolności nie będą wykorzystywane w stosunku do prezesa Jarosława Kaczyńskiego - uśmiecha się Stanisław Żelichowski (67 l.), przewodniczący klubu parlamentarnego PSL.
Polecamy w wydaniu internetowym fakt.pl:
Skandal! Na paliwo dla posła 100 zł dziennie!