Zełenski bez wiceprezydenta [OPINIA]
Prezydent Ukrainy popełni błąd i zagrał na czas, zamiast jak najszybciej zaprowadzić porządek na własnym podwórku. W listopadzie sprawa wróciła ze zdwojoną siłą, a Jermak stał się w końcu zbyt wielkim obciążeniem dla samego Zełenskiego - pisze w opinii dla Wirtualnej Polski dr Daniel Szeligowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Jest 20 maja 2019 r. Z Pałacu Maryjskiego w Kijowie wraz ze swoją najbliższą ekipą wychodzi nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Po jego prawej stronie idzie Serhij Szefir, wieloletni partner biznesowy, od teraz główny doradca. Po lewej – Dmytro Razumkow, faktyczny mózg kampanii wyborczej Zełenskiego, który za kilka tygodni zostanie przewodniczącym parlamentu.
Za nimi wielki niczym góra Rusłan Stefanczuk, ideolog programowy nowego obozu władzy. Razem z nimi po czerwonym dywanie kroczą pozostali współpracownicy nowego prezydenta. Dopiero na samym tyle, w przeciwsłonecznych okularach, idzie on. Andrij Jermak. Nie przykuwa większej uwagi. Zostanie tylko jednym z grona kilku doradców Zełenskiego. Jak się wkrótce okaże, nie na długo.
Już w lutym 2020 roku Jermak zostanie szefem prezydenckiej administracji Zełenskiego i razem z nim zacznie tworzyć najbardziej scentralizowaną strukturę władzy w historii Ukrainy. Krok po kroku pozbędzie się z otoczenia prezydenta w zasadzie każdego, kto przejawiałby oznaki politycznej samodzielności, aż w końcu zmonopolizuje dostęp do ucha Zełenskiego. W kuluarach będą go zwać ironicznie "wiceprezydentem". Faktycznie to on będzie podejmował najważniejsze decyzje kadrowe w państwie i nadzorował kluczowe kierunki polityki zagranicznej – rosyjski, amerykański, czy negocjacje pokojowe.
Skandal korupcyjny w Ukrainie. Najbliższe otoczenie Zełenskiego pod lupą służb
Błąd Zełenskiego
Gdy latem tego roku na Ukrainie wybuchnie skandal w związku z nieudaną próbą obozu władzy podporządkowania sobie instytucji antykorupcyjnych, to oczywiste, że Jermak jest w tę sprawę zamieszany. Prezydent Zełenski popełni jednak błąd i zagra na czas, zamiast jak najszybciej zaprowadzić porządek na własnym podwórku. W listopadzie sprawa wróci ze zdwojoną siłą, a Jermak stanie się w końcu zbyt wielkim obciążeniem dla samego Zełenskiego. I będzie musiał odejść – a przynajmniej odsunąć się w cień. Swoich wpływów nie straci przecież z dnia na dzień.
Jako przez lata faktycznie osoba nr 2 na Ukrainie, Andrij Jermak jest postacią niejednoznaczną. Z jednej strony człowiek do zadań specjalnych. Zawsze stał u boku Zełenskiego, był na każde jego skinienie, a co najważniejsze – skutecznie wcielał w życie wszelakie dyrektywy Zełenskiego. Jedni powiedzieliby, że był piekielnie sprawczy; inni, że "dowoził temat".
Zełenskiego zawsze interesował rezultat, nie styl. Jermak ten rezultat przynosił na tacy. Zresztą jego relacja z prezydentem wcale nie była tak czarno-biała, jak zwykło się to przedstawiać w mediach. W wielu przypadkach to sam Zełenski zachęcał Jermaka, by ten stał w pierwszym rzędzie, brał na siebie eksponowane zadania i odbierał pochwały za wykonaną robotę.
Bezwzględny intrygant polityczny
Z drugiej strony, Jermak bez wątpienia skupił w swoich rękach zbyt wiele władzy i bynajmniej nie wahał się jej używać do walki z opozycją, czy patrzącymi prezydenckiej ekipie na ręce dziennikarzami i działaczami społecznymi. Intrygantem politycznym okazał się być równie umiejętnym, co bezwzględnym.
W zasadzie samozwańczo mianował się prezydenckim doradcą ds. bezpieczeństwa i głównym dyplomatą kraju, a jego buńczuczny styl wzbudzał ponadpartyjną irytację od Europy po USA, w ostatnim czasie coraz bardziej osłabiając pozycję Ukrainy.
Zresztą to on był odpowiedzialny za feralną wizytę Zełenskiego w Białym Domu w lutym br., która zakończyła się spektakularną sprzeczką. W niedawnym sondażu Ukraińcy wskazali go jako tego, który najbardziej szkodzi wizerunkowi prezydenta.
Odejście Jermaka kończy pewien etap prezydentury Zełenskiego. Wątpliwe, by następca – bez względu na personalia – zdołał utrzymać w swoich rękach tak silne wpływy, najpewniej będzie musiał podzielić się nimi z innymi frakcjami obecnymi w najbliższym otoczeniu prezydenta, co chociaż trochę zbalansowałoby system władzy.
To akurat Ukrainie wyszłoby na dobre, bo wszechmocna prezydencka administracja stała się już jakiś czas temu wąskim gardłem, które uniemożliwiało sprawne radzenie sobie z narastającymi wyzwaniami. Twój dzień ma zawsze tylko 24 godziny, nawet jeśli jesteś prawą ręką prezydenta.
Na odchodne Jermak napisał dziennikarce amerykańskiego "New York Post", że został znieważony, mimo że po 24 lutego 2022 roku nie uciekł, ale został w Kijowie. To prawda, na nagraniu z ulicy Bankowej, tuż po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, stoi zaraz za prezydentem Zełenskim.
Sami Ukraińcy nie uważają jednak, by komukolwiek z tego powodu należało się specjalne traktowanie.
Dr Daniel Szeligowski dla Wirtualnej Polski
Daniel Szeligowski jest kierownikiem programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.